Mogę odczuwać ból. Fizyczny, psychiczny. Mogę, jednakowoż, przy tym nie cierpieć.
Bo cierpienie to znów - przeszłość lub przyszłość. Zadręczanie się tym, co było w stosunku do tego, co będzie. Nie znaczy to, że zupełnie nie poważam cierpienia, podobnie - nie uważam go za niepotrzebne.
Gdy wspominam ważne chwile w moim życiu, wiele z nich, szczególnie z czasów picia, jest nieprzyjemnych. Bolesnych. Czasem mocno uwierających i żadne wyznanie czy zadośćuczynienie tego nie zmieni. Po prostu, zachowałem się tak, a nie inaczej, jest mi przykro, jest mi wstyd.
I to się nie zmieni.
A jednak to doświadczenie prowadziło mnie to tego miejsca, w którym teraz jestem i w którym czuję się naprawdę dobrze. Jest nieźle.
Dlatego czasem powstrzymuję się, przed chronieniem moich Synów przed wszystkim na świecie. Czasami muszą się sparzyć. Czasem uderzyć. Czasem poczuć smutek, a czasem mieć pod górkę.
Inaczej nie ruszą z miejsca.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału w serwisie YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze