Podobno każdy ma w sobie krytyka, który zawsze jest w stanie przedstawić cokolwiek z negatywnej strony. Ja doprowadziłem w sobie tę umiejętność do perfekcji.
Istnieje szansa, że wynika to z mojego dzieciństwa, gdy rodzice wymagali, żebym ze szkoły przynosił tylko najlepsze oceny. Z czasem więc zacząłem sam od siebie wymagać i sam siebie krytykować za to, że dostałem piątkę z minusem, czwórkę z plusem czy po prostu czwórkę.
Jakże inny w tej kwestii jest mój Starszy Syn. Uczyłem się w czasach, gdy dwójka była najgorszą możliwą oceną. Dziś jest to tak zwana ocena dopuszczająca, więc On uznaje, że jest pozytywnie. Zaliczył sprawdzian czy przedmiot i po co starać się więcej? I czego właściwie ja się czepiam, skoro już jest po problemie.
Dzięki Bogu, Jakkolwiek Go Rozumiem, dotarło do mnie wreszcie, że jego oceny to jego sprawa. Jego przyszłość należy do niego, a moje zadanie to wspieranie w jego dążeniach. Dlatego poszliśmy na casting do reklamy. Nie naciskam, żeby w niej wystąpił, choć ma posturę, twarz i pasujący głos. Nakłaniam go raczej do spróbowania, bo z doświadczenia wiem, że jeśli czegoś nie spróbuję - nie wiem, czy mi to smakuje.
Notkę można rownież obejrzeć w formie materiału w serwisie YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze