Kiedyś doszedłem do wniosku, że to bez sensu cały czas sobie coś udowadniać. Nie było to proste, żeby powiedzieć sobie: dość. W końcu jestem mężczyzną, a rolą społeczną mężczyzny jest pokonywać swoje ograniczenia.
To bzdura, podobnie jak to o łzach. W końcu mężczyzna nie płacze, tylko roni łzy.
Każdy ma prawo do uczuć i każdy ma prawo do samorozwoju. Bynajmniej nie chodziło więc o rolę, a o to, że moje poczucie wartości było poniżej poziomu gruntu dla tego, co w AA nazywamy „ego”. Chodziło więc o moje wady, ale również o to, że miałem jakieś chore wyobrażenie o sobie. I może nawet nie byłoby to najgorsze, bo nie chodziło o moje wyobrażenia, tylko o opinię innych na mój temat.
Którą, oczywiście, sobie wymyśliłem.
Dlatego cieszę się, że zacząłem na siebie patrzeć swoimi oczami. Moja wartość to coś, co definiuję sam, nie jest definiowana przez innych.
Notkę można obejrzeć w formie materiały na YouTube.



Komentarze
Pokaż komentarze