Niechęć do zrobienia czegoś, którą niektórzy utożsamiają z lenistwem może profesjonalnie nazywać się prokrastynacją. Można by oczywiście szukać małych różni semantycznych, dopatrywać się czegoś więcej w krótkim poczuciu się lepiej po odłożeniu sprawy na później.
Kiedyś napisałem tu, że najtrudniej jest zacząć, bo to właśnie najtrudniejszy krok - przełamać wszechogarniającą niemoc, może niechęć to tego, że coś się wydarzy.
Czasem mówi się: Uważaj czego sobie życzysz, bo jeszcze się spełni. Gdy o tym myślę, coś może w tym być. Na przykład, gdy uczę się czegoś, dopóki się uczę, wszystko jest w porządku, ale gdy się skończy mój kurs, obawiam się, że ktoś będzie ode mnie wymagał wiedzy nabytej na tym kursie. W związku z czym, im bliżej końca jakiegoś zadania, moja prokrastynacja może rosnąć.
Myślę sobie, że tak naprawdę boję się, po prostu, odpowiedzialności. Tę, po prostu, trzeba wziąć za swoje czyny, zawsze, jakiekolwiek by nie były. Pewnie ma to jeszcze coś wspólnego z moją niską samooceną. I wierzę, że kiedyś się z tym uporam.


Komentarze
Pokaż komentarze