Zauważyłem, że robię dobre wrażenie na ludziach, zwykle. Mają mnie za sympatycznego, miłego dla innych faceta, czasem, w przypadku kobiet, również szarmanckiego. Na odwyku jedna z dziewczyn powiedziała mi, że jestem “starej” daty.
Gdy biorę udział w rozmowie rekrutacyjnej, nie ściemniam jednak o sobie. Taką tendencję mają ludzie u mnie w pracy, zakładając, że “nauczę się w trakcie”. A ja nie lubię oferować się komuś jako specjalista, gdy aż takiej wiedzy nie mam. Dlatego mówię prawdę, czasem tracąc na tym, bo ostatecznie danego stanowiska nie dostaję. Zyskuję jednak to, że nie będę wykonywać pracy, która, po prostu, do mnie nie pasuje. Albo czynności, które mnie nie fascynują. To mam w aktualnej pracy, choć wszystko przedstawione mi było zupełnie inaczej.
Myślę sobie jednak, że najważniejsze jest nie udawać czegokolwiek. Nie da się udawać długo, nie da się grać roli. Prędzej czy później maska opadnie i wtedy następuje rozczarowanie.
Dlatego zwykle jestem sobą, choć oczywiście są momenty, że zachowuję się trochę jak nie ja. Szczególnie, gdy zmilczam, słuchając głupców i ignorantów, z którymi przyszło mi być w jednym miejscu. Na przykład w pracy.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze