Pamiętam, jak zmarła moja babcia. Było to jakoś na początku szkoły średniej, przyszedłem do Jej mieszkania i tam dowiedziałem się, że zmarła około godziny przed moim przyjściem.
Na początku poczułem się oszukany. Wiedząc, że babcia jest w szpitalu rano, przed szkołą, poszedłem na mszę i żarliwie modliłem się o Jej wyzdrowienie. A jednak zmarła i wydało mi się to nie w porządku, że ja dotrzymałem swojej strony umowy, to znaczy odmówiłem modlitwę, a Bóg… Wtedy odczułem to jako zawód, jak wtedy, gdy ktoś mówi jedno, a robi drugie i sprawia ci to przykrość.
Była to pierwsza dla mnie śmierć bliskiej osoby i zdziwiłem się reakcją moich bliskich, Mamy i jej siostry. , Pamiętać trzeba, że byłem wtedy mocno związany z Kościołem (tym najpopularniejszym w liczbie wiernych w Polsce) i, rzec można, że moja wiara była mocna. Zdziwiłem się, bo płakali, a przecież w Biblii napisane jest, że człowiek po śmierci idzie do Nieba. To czytał przecież ksiądz podczas mszy i to samo mówił podczas homilii. Wszyscy powinni się cieszyć, bo Babcia już jest w miejscu, które jest lepsze, spokojniejsze i które wydawało się moim celem.
Obraziłem się wtedy na Boga, a moja wiara przygasła. Skoro nie umiał uzdrowić Babci, a nawet mi Ją zabrał…
Dziś rozumiem, czemu moi bliscy płakali. Było im smutno, że nie zobaczą tej osoby. Nieco egoistyczne, jak myślę, aczkolwiek równie ludzkie.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze