Owszem, zdarzało mi się pić w samotności. W końcu trzeba pić z kimś inteligentnym. Dzięki Bogu, Jakkolwiek Go Pojmuję, nie wpadło mi do głowy pić do lustra. Moje picie było typowo męskie: bary, knajpy, ciemne zaułki. W pewnym momencie jednak przeszedłem w tryb „po-co-mam-stawiać-innym-skoro-w-sklepie-jest-taniej”.
Myślę, że trochę mnie zmęczyła płytkość dyskusji, sama knajpa i brak dziewczyn. Nie zdradzałem Żony (w sensie przespania się) z poznaną w bardze znajomą, tym niemniej lubiłem flirtować.
Uwielbiałem jedną knajpę najbardziej. Były dwa powody. Pierwszy taki, że polewała w niej barmanka, która umiała nalać dowolną liczbę piw, a zawsze piana była w nich równa. Trochę mi matkowała i lubiłem, jak się o mnie troszczy. Drugim powodem był Pan Władysław, z którym prowadziłem długie dyskusje na różne tematy. To był inżynier, przedwojennego wykształcenia, który liceum (albo podstawówkę) kończył na tajnych kompletach. Był to człowiek niesamowity, czytający do poduszki Eneidę Wergiliusza w oryginale (dla młodszych czytelników: po łacinie). Taki umysł. Pił codziennie kilka piw. I zawsze przekazywał „ukłony dla małżonki”. Brakuje mi naszych rozmów. Myślę, że na trzeźwo byłyby jeszcze ciekawsze.


Komentarze
Pokaż komentarze