Nie umiem nic nie robić. Mam wiele zainteresowań, jestem nawet przez niektórych nazywany „człowiekiem renesansu”. Naprawdę czasem tak się czuję, patrząc nawet na niektórych kolegów i koleżanki w pracy. I nie tylko zresztą. Powoduje to unikalne połączenia umiejętności, które występują u mnie i pewnie nikogo więcej, dzięki czemu jestem atrakcyjnym, z punktu widzenia pracodawcy, pracownikiem.
Jest, oczywiście, mroczna strona tego podejścia. Za każdym razem, gdy odpoczywam, czuję niedosyt. Mam wrażenie, że powinienem jakoś „pełniej” spędzać ten czas. Jakoś „bardziej” być w każdej chwili życia, w końcu tak krótko trwa. Zawsze przecież jest (i zawsze będzie) jakiś kurs do zrobienia, jakaś książka do przeczytania, film do obejrzenia.
Najlepiej wszystko razem.
Dzięki mojemu Bogu, Jakkolwiek Go Pojmuję, uczę się wybierać. Doceniam robienie jednej rzeczy naraz, wybieranie tego, co zrobić najpierw i, przede wszystkim, wybieranie tego, co zrobić warto. Wybieram również kolejność, planując na przykład kursy, które chcę zrobić.
Plany, które zawsze mogę zmodyfikować.


Komentarze
Pokaż komentarze