Bardzo dobrze szło mi obwinianie innych. Zawsze byłem w stanie zrzucić swoje niepowodzenie na innych. Na okoliczności. Na brak szczęścia. Na jakiś przypadek. Zawsze coś obok.
Myślę sobie, że chodziło o odpowiedzialność, a właściwie o ogromną niechęć do ponoszenia odpowiedzialności za to, co robię. Myślę, że po części dlatego piłem, żeby móc sobie wmawiać, że nie jestem za to odpowiedzialny, bo to się zdarzyło po pijanemu.
Jakby to cokolwiek tłumaczyło.
Nie lubię, właściwie, tego ckliwego tłumaczenia na mityngach o zrozumieniu, że to choroba. Jak się dowiaduję, że mam cukrzycę, to przestaję jeść cukier, albo umrę. Uzależnienie od alkoholu wg najnowszej klasyfikacji chorób, z tego co wiem, ma być już zaburzeniem. I ja się cieszę, bo często słyszę wytłumaczenie z gatunku: zapiłem, bo jestem alkoholikiem. Jakby to dawało komuś prawo.
Znam jednego kolegę, który przeżył straszne rzeczy. Ogromne straty, w krótkim czasie ogromne tragedie. I on zawsze powtarza, że nie ma powodu, żeby zapić. Uwierzyłem w to. Jeśli więc by mi się zdarzyło, to byłaby moja odpowiedzialność. I moja wina.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze