Nie umiem, jeszcze wciąż, wybaczyć swoim wrogom. Mam ich, co prawda, dużo mniej niż kiedyś, tym niemniej - wciąż są. Nie mówię o osobach, które mnie nie lubią, mają do mnie jakiś wyimaginowany żal - takie pozostawiam ich własnej ocenie. Mówię o osobach, których zdarza mi się nie lubić. Które mi coś zrobiły.
Dzieje się tak na różnym gruncie, na przykład zawodowym. Zwykle moja złość trwa chwilę, łatwo się zapala i łatwo wypala, lecz potem uraza pozostaje. Nie żywię do tej osoby złych uczuć, aczkolwiek pracować z nią nie życzę i nie chcę jej w swoim otoczeniu. Dzięki Bogu, Jakkolwiek Go Pojmuję, pracuję w systemie projektowym, więc skład zespołu jest za każdym razem inny. Każdy okres da się przetrwać.
W życiu prywatnym nie pozwalam sobie w kaszę dmuchać, ale też jestem dużo łagodniejszy. Nauczyłem się nie wybuchać, próbuję kontrolować swoje reakcje, szczególnie jeśli chodzi o najbliższych. Bez trudu im przebaczam. Jeśli ktoś, na przykład z AA, zrobił mi świństwo - znów, staram się nie przebywać w jego toksycznym towarzystwie.
Daję mu prawo żyć swoim życiem. Nie umiem wybaczyć i poczuć miłość. Jeszcze nie jest ona wszechogarniająca. I, być może, nie dorosłem jeszcze, by niektórym dać drugą szansę. Przynajmniej nie udaję.


Komentarze
Pokaż komentarze