To normalne, że w pewnym momencie chce się sprawiedliwości. Chce się, żeby ta druga strona dostała obuchem. Żeby bolało.
Mnie się też czasem zdarza. Nawet często mi się zdarza chcieć, lecz już umiem się czasem zatrzymać i zapytać siebie, czy to jest warte. Warte moich nerwów, irytacji, emocji. Wbrew pozorom to nie jest tak, że „wkurzam się” za darmo. Kosztuje mnie to energię, kosztuje zaangażowanie i - przede wszystkim kosztuje czas. Co więcej, efekt zwykle nie jest zadowalający.
A czasem nawet kończy się (dla mnie) kacem moralnym. Nie pozostaje mi wtedy nic innego, jak przyznać się do błędu, przeprosić i spróbować zadośćuczynić. Odpuściłem sobie już tłumaczenia, że to „w słusznej sprawie”. Żadna sprawa nie jest na tyle słuszna, żeby kogoś obrazić, ubliżyć mu, czy nawet tylko spróbować poniżyć.
Czasem słyszę: czemu odpuszczasz tak łatwo? Jak wiecie, wierzę w plan Siły Wyższej, Boga, Jakkolwiek Go Pojmuję. Dzięki temu uczę się cierpliwości, wiem, że nie muszę mieć tego już, teraz, za wszelką cenę.
W ogóle nie muszę. Czasem po prostu nie sprzyjają okoliczności.
Notkę można również obejrzeć∂ w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze