W ośrodku odwykowym terapeutka kazała mi pisać dzienniczek uczuć. Serdecznie nienawidziłem tego obowiązku, uważając go za głupi i zupełnie do mnie niepasujący.
Potrzebowałem tego dzienniczka. W tamtym czasie kompletnie nie rozumiałem uczuć, nie umiałem ich nawet nazwać. Pisałem gładkie zdania, a równie gładko moja terapeutka wyłapywała nieścisłości i to, że pisałem za pomocą inteligencji, a nie odczuwania.
Dziś bardzo doceniam tę pracę, była mi potrzebna i widzę jej efekty.
Nigdy nie robiłem za to dzienniczka wdzięczności, choć nawet kupiłem specjalny zeszyt. Zamiast tego zacząłem myśleć o tym codziennie rano i codziennie wieczorem. Zacząłem szukać powodów do wdzięczności.
I nagle dotarło do mnie, co tak naprawdę oznacza modlitwa, której słowa wypowiadam codziennie, kilka razy: Dziękuję za to co mi dałeś, co mi odebrałeś i co mi zostawiłeś.
Ciężko powiedzieć, która najważniejsza. A potem koleżanka zaczęła przesyłać swoje wdzięczności na grupę, której jestem uczestnikiem. Żadna z nich nie jest najważniejsza. Wszystkie są.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału w serwisie YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze