Mój kolega niekoniecznie dobrze ulokował swoje uczucia. Teraz czuje się wykorzystany i niepotrzebny.
Jest kilka kobiet, które nazywam moimi na szczęście niedoszłymi żonami. Różnej długości były okresy, w których się z nimi spotykałem. Miałem z każdą z nich różne stosunki i różne zaangażowanie emocjonalne. Różne natężenie relacji seksualnych.
Moja na szczęście niedoszła żona.
Pewnie każdą z moich byłych mógłbym tym mianem określić, tym niemniej to właśnie o tych kilku i tylko o nich tak mówię. Myślę, że to dlatego, że rozstania z nimi najbardziej mnie bolały. Każde z nich porządnie opiłem. Zawsze zastanawiałem się, czemu wybrały inaczej, odeszły, zmieniły potrzeby lub okoliczności.
Zupełnie nie o to chodzi, zrozumiałem w pewnym momencie. Zrozumiałem to przy ostatniej z nich. Spotkaliśmy się jakiś czas po naszym rozstaniu, gdy byłem już z moją aktualną, jedyną Żoną. Byłem z Nią zresztą. Zobaczyłem w oczach tamtej jakiś smutek. Albo coś innego.
Coś, dzięki czemu dziś wiem, że nie warto pytać: dlaczego. Warto pytać: po co.
Notkę można obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze