Lubię literaturę Kurta Vonneguta. Jego Rzeżnia numer 5 czy Witajcie w małpiarni to naprawdę potężne dzieła. Najbardziej jednak lubię Kocią kołyskę. Dla informacji - chodzi o grę, w którą graliśmy w młodości - chodzi o sznurki rozciągnięte między dłońmi, które drugi gracz chwyta odpowiednio i rozkłada na swoich.
Nie ma żadnego kota, żadnej cholernej kołyski - mówi w pewnym momencie bohater.
Ale nie o kotach. Chodzi o to, że wcale nie jest tak, jak przywykliśmy że jest. Chodzi o to, żeby siebie pokonać, przełamać swoją słabość i chęć komfortowego życia.
Ja tak zrobiłem, bo łatwo jest pić. Łatwo jest uciekać w alkohol, używki, byle uniknąć konfrontacji z emocjami. Z samym sobą. Bałem się spojrzeć w lustro.
Gdy przestałem pić, nie było innego wyjścia jak wziąć odpowiedzialność. Za siebie, za dzieci, za małżeństwo. Próbować być ojcem i mężem. Właśnie to robię wciąż - skaczę z klifu i wierzę, że skrzydła mi się rozwiną.
Notkę można również obejrzeć, w formie materiału na YouTube. https://youtu.be/Vz3B--8_o2s


Komentarze
Pokaż komentarze