Staram się być na czas. Staram się wychodzić wcześniej, tak żeby zdążyć i żeby ktoś, z kim się spotykam, nie czekał na mnie.
Mam wrażenie jednak, że czas do spotkania nagle się wygina. O ile trzy godziny przed spotkaniem nic się nie dzieje i wszystko płynie wolno, spokojnie, swoim rytmem, nagle na czterdzieści minut przed spotkaniem ten niesamowicie przyspiesza. I nagle zamiast trzydziestu minut do dotarcia na miejsce, mam pięć.
Wiem, dlaczego tak się dzieje.
Mam wiele spraw, które chcę zrobić, jeszcze coś małego załatwić, jeszcze jedną rzecz w pracy dokończyć, jeszcze jedno… Wszystko kosztuje jakąś ilość czasu. Nie jest tak, że coś zrobię szybko i wyjdę.
Walczę z tym, bo nie znoszę się spóźniać. Zapisuję sobie godzinę wyjścia, ustawiam kilkanaście minut przypomnienia przed spotkaniem.
Czasem mi się udaje.


Komentarze
Pokaż komentarze