Myślę sobie, że czasem mam tak, że tracę spokój. Jak ostatnio, gdy zdenerwowałem się na Syna. Nie zrobił zadania domowego i nie nauczył się na sprawdzian. Ja mu to wytknąłem, on się na mnie wydarł, bo powiedziałem, że to przez to, że grał na komputerze.
Gdy potem siedziałem sam i myślałem nad tym, pomyślałem sobie, że zirytowało mnie nie to, że nie zrobił, tylko że kłócił się o to, że nie chodzi o gry komputerowe. Pomyślałem sobie, zresztą powiedziałem mu to również, że jak zepsuł, to trzeba naprawić. I o to tak naprawdę chodziło. Nie zachował się tak, jak tego oczekiwałem, tak jak ja. Pod spodem był zawód, że nie udało mi się wpoić mu wartości, które sam wyznaję.
Tylko czy to naprawdę był zawód? On ma trzynaście lat, w tym wieku może pewnie ja też ciskałem się do rodziców o byle co, uważając ich za nieżyciowych półgłówków z klapkami na oczach.
Drugi Syn stwierdził, że moja rozmowa z nim o seksie to najbardziej żenujący moment w jego życiu. Myślę, że jeszcze trochę czasu temu pewnie byłaby z tego awantura. Tymczasem odpowiedziałem spokojnie, że mam nadzieję, iż pożyję tyle, żeby mój wnuk miał tyle lat co On teraz. Bo pewnie powie mu dokładnie to samo.
A ja będę zarechotywać się do łez.
Notkę można również obejrzeć, w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze