Jestem sztywniakiem, niestety.
Może dlatego, że rodzice nauczyli mnie rezerwy i zupełnie nie pokazali mi wylewności uczuć. Nie pokazywali mi, że można się bawić, być na luzie.
Może dlatego, może nie.
Na pewno był to jeden z powodów, dla których piłem. Chciałem pokonać nieśmiałość, chciałem się wyluzować, a - po prawdzie - chodziło o to, żeby nie pokazywać za wiele. Jak mnie nauczono, załatwiać swoje sprawy w domu.
Gdybym miał siebie określić teraz, powiedziałbym o sobie: stonowany. Jestem w stanie pójść na imprezę, tańczyć z Żoną, rozmawiać z ludźmi i nie chcieć uciekać. Pod warunkiem, że nie ma na imprezie za dużo alkoholu, wtedy odpuszczam dużo wcześniej. Nie ma nic ciekawego w dyskusji z pijanymi.
Mnie też dobrze to nie robi.
Okazuję bardzo wiele czułości Żonie, próbuję również Synom, choć nie zawsze mi wychodzi.
Na pewno lepiej wychodzi mi cieszenie się drobiazgami. Już nie czuję potrzeby dokonywanie tylko rzeczy wielkich. Czasem jeszcze mam skłonności.


Komentarze
Pokaż komentarze