T
o prawda, że lepszego oprawcy dla siebie nie potrafiłbym znaleźć. Przez „lepszego”, rozumiem tu jako „najdoskonalszego w swoim fachu”. Nikt nie umie mnie zdołować, wyprowadzić z równowagi lepiej, niż ja sam.
Tylko ja wiem, gdzie siebie uderzyć, żeby najbardziej bolało.
To ja mam o sobie najlepszą wiedzę. Z drugiej strony - też wiem, jak wprowadzić siebie w lepszy nastrój.
Oczywiście, nie jest to takie proste, jak u Marka Aureliusza. Choć, z drugiej strony, jak mawiają, kłamstwo powtarzane odpowiednią liczbę razy staje się prawdą.
Na początku mi się to nie podobało, ale potem postanowiłem sobie pozwalać na gorszy nastrój. Na złość, nawet gniew. Na bycie niemiłym wobec kogo nie czuję się w obowiązku być miłym, bo był dla mnie wredny. Uczę się sobie odpuszczać, a nie jest to proste, bo jestem straszliwym sędzią.
Bądź łagodny dla siebie, napisane jest w Desideracie. Staram się o tym pamiętać.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze