Wielokrotnie spotkałem się z takim tłumaczeniem zapicia: jestem alkoholikiem, więc mam prawo zapić, to część mojej choroby. Dlatego, właściwie, nie lubię nazywania alkoholizmu chorobą, bo to dużo tłumaczy. Niektórzy terapeuci używają nawet porównania z cukrzycą, by wytłumaczyć alkoholikowi, że nie jest winien swojej choroby.
Kiedyś się z tym zgadzałem, lecz teraz myślę, że to nadużycie. Nie każdy chory na cukrzycę jest bezsilny. Wielu chorych doprowadziło - jeśli nie do samej choroby, to do jej zaostrzenia. Mój teść, na przykład, ma cukrzycę, co nie przeszkadza mu podjadać słodkiego bez przerwy.
Co jest, skądinąd, bardzo podobne do bycia alkoholikiem. Nie lubiłem pić alkoholu. W którymś momencie mi nawet nie smakował. Bardziej czułem się, jakbym zażywał dawkę alkoholu, a nie cieszył się z tego. Nie było to przyjemne.
Nie winię siebie. Za to, kim jestem. Wręcz cieszę się z bycia sobą. Uważam też jednak, że wszystko dlatego, że chciałem. Że próbowałem się zmienić. Gdybym nie zrobił tego wszystkiego, pewnie miałbym żal o to, że jestem alkoholikiem.


Komentarze
Pokaż komentarze