Myślę sobie tak, że bardzo lubię swoją rzeczywistość. Ostatnio przypomniałem sobie ostatni czas picia. Oglądaliśmy wtedy z Żoną serial „Nie z tego świata”. Dwóch braci zabija tam różne potwory, demony i wszystko to, czego się boimy.
Wydawało mi się, że na zewnątrz są demony. Wyrdukowałem egzorcyzm, zwany również Modlitwą do Świętego Michała Archanioła, po łacinie, bo wydawało mi się, że wtedy ma większą moc. Karteczki włożyłem pod poduszki naszych Synków. Powiesiłem na ich łóżkach symbole ochronne. Wysypałem sól przy oknach i na linii drzwi. Czekałem, patrząc i nasłuchując.
Taka była moja rzeczywistość wtedy, powoli wpadająca w szaleństwo. Oglądamy znów „Nie z tego świata”. Podoba mi się, bo lubię ten klimat filmów.
Jest to ciekawe spojrzenie na niektóre sprawy, szczególnie jeśli chodzi o mity i religie. Na przykład bardzo ładnie pokazuje, że Lucyfer jest tak naprawdę archaniołem.
Moja rzeczywistość jest tu. Nie mam innej. Lucyfer, być może gdzieś jest. Pewnie w każdym.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze