Kiedyś nasze Młodsze Dziecko wymyśliło, że zostanie weterynarzem. Jest to, oczywiście, nawet nie ostatni pomysł, choć ten był najdłuższy i nawet czasem wraca. Inna sprawa, że naprawdę ma wspaniałe podejście do zwierząt i już kilkukrotnie przekonaliśmy się, że i one jego jakoś lubią.
Aktualnie, jednakowoż, mamy etap meteorologa, tudzież łowcy burz. Siedzi i sprawdza te swoje radary, chmury, odchylenia od normy i patrzy w niebo. Co, trzeba przyznać, jest pewnym postępem od czasu, gdy sprawdzał z Alexą pogodę o poranku, zamiast po prostu zajrzeć za okno.
Postanowiłem o tym napisać dlatego, że na szczęście nie mam tak, jak oko tornada. Nie nurzam się w cierpieniu. Nie włażę w bagno własnego cierpienia, by zanurzyć się w nim po uszy, a potem pokryje mi nos, oczy i na końcu czubek głowy. Będę więc ślepy, głuchy i nie będę wiedzieć nic, poza swoim własnym cierpieniem.
To bez sensu.
Dziś koleżanka wysłałam mi kilka zdjęć z wyjazdu do Portugalii. Pięknie tam jest. Gdybym siedział w bagnie, nie zauważyłbym tego, przygnieciony mazią.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału w serwisie YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze