W ośrodku odwykowym, w środy, mieliśmy sesje z terapeutką, które w naszym wykazie zajęć figurowały jako “Medytacja”. Spotykaliśmy się na największej sali, przynosiliśmy koce, na których kładliśmy się, wykonując polecenie terapeutki. Patrzyliśmy na sufit, ona puszczała nam muzykę, a potem mówiła.
Te teksty uważałem za medytację, bardzo długo.
Potem wydawało mi się, że medytacje to teksty czytane na mityngach AA, taka ciemnoniebieska książeczka, której bardzo nie lubię.
Potem znalazłem afirmacje i już miałem zacząć pracować z nimi, gdy na jakiejś spikerce usłyszałem, że należy medytować, praktykując ćwiczenia oddechowe. Oczywiście, spróbowałem i znów mi nie wyszło.
Wtedy kupiłem sobie zegarek, który miał również funkcje zdrowotne. Znalazłem na nim program Uważność. I w tym momencie odkryłem mój sposób na medytację. Po prostu kładłem się lub siadałem, włączałem program, ustawiałem długość i tryb (dostęna jest uważność oraz medytacja) i… zegarek brzęczy na nadgarstku na wdech i, w inny sposób, na wydech.
Tak to robię. Albo po prostu pozwalam myślom płynąć. Nie ma co kombinować.


Komentarze
Pokaż komentarze