Kiedy byłem w podstawówce wymyśliłem teorię, że między ludźmi są niewidzialne nici, które łączą nas w jakieś relacje. Wyobraziłem sobie te nici w różnych kolorach, odpowiadające różnym uczuciom, na przykład czerwony dla miłości, niebieski dla nienawiści.
Było to, oczywiście, naiwne, z drugiej jednak strony, zaskakująco wiele osób uważa, że gdzieś tam jakieś połączenia między ludźmi są.
Lubię grę pod tytułem Konfucjusz. Pomijając już cel i inne zasady, najbardziej cenię sobie mechanizm prezentów. Daje się je przeciwnikom, by byli nam winni przysługę. Prezent można oddać tylko dając bardziej cenny prezent lub właśnie przysługą. W efekcie na stole powstaje niewidoczna sieć zależności i przez to gra staje się trudniejsza.
A ja właśnie przejechałem ponad siedemset kilometrów, żeby chwilę pobyć z Żoną, która spędza swój turnus w sanatorium.
Ta myśl tkwiła we mnie od początku Jej wyjazdu. Warto było.
Te niewidoczne linie lub liny jednak chyba istnieją.


Komentarze
Pokaż komentarze