Serdecznie przepraszam Szanowną Frekwencję za zwłokę w publikowaniu kolejnych notek. Tak czasem bywa, gdy wędrówki warszawskie kończą się w zupełnie niespodziewanych miejscach Polski. Na szczęście na posterunku był poniekąd Legwa Lendza, z którym mieliśmy już okoliczność nie raz, i który zasadniczo się sprawdza w niektórych sytuacjach (choć z żurawiem przesadził).
W każdym razie - w pewnym sensie obiecane - jest! Mój kapryśny Zamzung nie w każdych warunkach się sprawdza, tym niemniej daje czasem okazję do uchwycenia zupełnie niepodziewanych sytuacji.

Chciałoby się spytać: Ach, któż to, ach gdzież to?


Komentarze
Pokaż komentarze (42)