23 obserwujących
171 notek
182k odsłony
120 odsłon

Wydatki socjalne to jedyne racjonalne pomysły na to, robić ze wspólnymi pieniędzmi

Wykop Skomentuj3

Ponieważ notowania PiS od czterech lat tylko rosną, to przerażonemu AntyPiS-owi potrzebne jest jakieś wytłumaczenie tego faktu. Stąd zarzut, iż PiS przekupuje społeczeństwo. Zarzut to oczywiście całkowicie bezsensowny.

Zawsze tłumaczę, że krytykowanie rządu, iż przekupuje wyborców jest takim samym nieporozumieniem, jak krytykowanie boksera, że na ringu zadaje zbyt mocne ciosy. Na tym polega demokratyczna polityka, że się kogoś przekupuje. PiS jest pierwszą partią, która postanowiła przekupić własny naród, czyli jedyny podmiot, który w demokracji na przekupienie zasługuje. Wcześniejsze rządy też przekupywały - z tą jednak różnicą, że wszystkich innych za wyjątkiem własnego społeczeństwa. Na przykład przekupywały esbeków horendalnie wysokimi comiesięcznymi emeryturami, które to były niby w porządku. Skandalem jest natomiast jednorazowa emerytura dla dla wszystkich oprócz esbeków. Takie były priorytety AntyPiS-u i nie ma powodów, by tego nie przypominać.

Tyle w kwestii prymitywnego zarzutu o przekupstwie. Kwestia transferów środków finansowych do społeczeństwa jest jednak bardziej złożonym zagadnieniem niż sprowadzanie tego tylko do poparcia w wyborach, co robi AntyPiS, albo zideologizowanego wrzasku urządzanego przez wychowanków Korwina-Mikke.

Budżetowe doświadczenie ubiegłego roku pokazuje, że bez trudu rząd Morawieckiego wypracowałby nadwyżkę budżetową, czyli coś, czego się nikomu po 1989 r. nie udało się zrobić. Ostatecznie rok zamknął z deficytem -10,4 mld zł. Gdyby jednak zrezygnować z programu 500+, obniżki wieku emerytalnego i innych świadczeń społecznych, które to rzekomo są przekupstwem, wówczas dałoby to jakieś 15 mld zł nadwyżki budżetowej. Po raz pierwszy w dziejach. 15 mld zł zysku. Robi to na Szanownych Czytelnikach wrażenie? Bo ja przyznam się, że na mnie nie robi.

Pytanie brzmi bowiem, co by z tej 15-miliardowej nadwyżki wyniknęło? Odpowiadam natychmiast - otóż kompletnie nic dla nikogo, by z tego nie wyniknęło. Byłby to zwykły zapis księgowy bez najmniejszego wpływu na rzeczywistość. Niby fajny, ale z podobnej kategorii, co naukowcy dowodzący, iż wiatr na pustyni opóźnia czerwienienie sie pomidorów w Łomży.

W tej chwili zadłużenie Polski wynosi 1 bilion złotych. 15 mld zł ewentualnej nadwyżki sprawiłoby, że zmniejszyłoby się o - uwaga, uwaga - 1,5%. Przy takiej nadwyżce potrzeba byłoby nam jakieś 67 lat, żeby pozbyć się długu.

Prawda, że to nie ma sensu? 17 rządów musiałoby realizować dokładnie tę samą politykę fiskalną i społeczną. To jest utopia, jakiej nikt przy zdrowych zmysłach nie wymyśliłby. Pomijam już kwestię, że pojęcia nie mamy, jak świat będzie wyglądał za 67 lat, więc ustalanie budżetowej strategii na 67 lat do przodu jest snem szaleńca. 67 lat temu Polską rządził Józef Stalin. No to się chyba trochę od tego czasu świat zmienił.

Dlatego piszę o tych 67 latach, które byłyby potrzebne do wyjścia z bilionowego długu, bo to tak naprawdę jedyne uzasadnienie dla odejścia od "polityki przekupywania". Nic jednak nie poradzę na to, że jest to uzasadnienie tak głupie.

Ten, kto dzisiaj krzyczy, bo PiS "przekupuje wyborców" tak naprawdę proponuje zaciskania pasa do 2086 roku. Dziękuję, ale ja z tej rady korzystać nie mam zamiaru. Nie dlatego, że nie chcę mieć oddłużonego państwa. Chciałbym, ale tego zadłużenia spłacić się nie da.

Trzeba nauczyć się z nim żyć, ale absolutnie nie może to być czynnik ograniczający budżetowe wydatki. Zresztą obecny świat finansowy jest na tyle skomplikowany, że nie istnieje w nim pojęcie, że dług państwa ma być spłacony do tego a tego dnia, a jak się nie uda, to koniec Polski.

Mamy więc do wyboru albo ambitny program redystrybucji dochodów, z którego korzysta możliwie jak najszersza grupa ludzi, albo gonienie za wyzerowaniem długów w Excelu w roku 2086 bez cienia pewności, że ktoś za 30 lat tego pomysłu nie wyśmieje i 30 lat pójdzie na marne, bo dlaczego ma być nowe pokolenie związane ustaleniami z minionej epoki?

I jeszcze jedna uwaga. Znam wiele osób, które przez lata formułując pretensje do państwa mówiły, że nikomu w niczym ono nie pomaga. Ci z doświadczeniem emigracyjnym zachwalali, jaki to socjal gwarantuje np. Wielka Brytania, Niemcy czy Norwegia i dlatego tam jest dobrze, a w Polsce źle. Dzisiaj wiele z tych osób posługuje się prymitywnym frazesem "z moich podatków finansują patologię". Ale tak działa medialna tresura, że pod presją jest się w stanie zanegować własne opinie sprzed lat.

Tymczasem nie ma żadnych badań, które by wskazywały w jakim odsetku z 500+ korzysta tzw. patologia. Dlatego taki zarzut jest kłamstwem. Gdy jednak brak argumentów, to pojawiają się oszustwa. Jest natomiast logika, która podpowiada, że nikt nie zrezygnuje z pracy zawodowej i związanej z tym pensji (najniższa netto to obecnie 1600 zł) dla 500 zł od państwa. Niech TVN pokaże kobietę, która woli mieć 500 zł zamiast minimum 1600 zł i oprócz tego jeszcze 500 zł. To kolejny dowód na to, jak elita warszawska zna Polskę.

Jestem sobie w stanie wyobrazić Polskę bez 500+ i wszystkich innych społecznych projektów PiS. Ale nie jestem sobie w stanie wyobrazić na co pożytecznego te pieniądze, by AntyPiS przeznaczył.

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka