24 obserwujących
80 notek
147k odsłon
  1834   0

Jakie podatki? albo wyzysk podatkowy

Nie tak dawno, na początku lutego 2015, sejm odrzucił projekt podniesienia kwoty wolnej od podatku PIT. Czyimi głosami, łatwo zgadnąć: PO i PSL. Partie rządzące od dawna pokazują, że troszczą się o dobrobyt budżetu, a nie obywateli.

Na czym polega problem? Kwota wolna od podatku dochodowego od osób fizycznych wynosi obecnie 3091 zł. Tymczasem koszt minimum egzystencji oblicza się w Polsce na ponad 500 zł miesięcznie, czyli ponad 6 tys. zł rocznie. Obecnie podatek dochodowy muszą płacić także ci, którzy żyją poniżej tego minimum. Ale i ci, którzy zarabiają więcej, zasługują na to, by ta część zarobku, którą wydają na rzeczy niezbędne, była od podatku dochodowego wolna.

Na świecie jest to uznawane. W krajach Unii Europejskiej kwota wolna od podatku jest z reguły znacznie wyższa. Zbliżoną, ale i tak wyższą, mają tylko Czechy. W niektórych krajach co prawda wcale się jej nie uwzględnia, ale wtedy istnieją inne, pokaźne zniżki, jak na Węgrzech, gdzie przeciętna rodzina z dziećmi praktycznie podatku dochodowego nie płaci.

Trzeba też podkreślić, że kraje biedne stosują znacznie wyższy próg, ściągając podatek dochodowy tylko od bogatszych. Weźmy przykłady: w Maroko odpowiednia kwota wynosi w przeliczeniu 11127 zł, w Tajlandii 14040 zł. W krajach tych dochód narodowy na mieszkańca wynosi około dwa razy mniej niż w Polsce (jeżeli ktoś będzie sprawdzał, proszę zwracać uwagę na dochód narodowy po uwzględnieniu parytetu siły nabywczej, a nie nominalny). Nędzarska Tanzania stosuje próg 7408 zł.

Warto też porównać ten próg, od którego nalicza się podatek, z przeciętną pensją. W Niemczech podatek uiszcza się powyżej 20% takiej pensji, w Irlandii dopiero od 50%! W Czechach od 8%. Poziom 6%, jak w Polsce, występuje w Holandii i Szwecji, ale tamtejsze średnie pensje są wielokrotnie wyższe.

Odrzucony projekt przewidywał, że kwotę wolną od podatku dochodowego ustala się na poziomie minimum egzystencji jednej osoby. W ten sposób ulegałaby ona automatycznej podwyżce w razie potrzeby. To trochę skomplikowane, ale ważne, gdyż rzeczona kwota wolna od podatku była dotąd podwyższana bardzo niechętnie. Natomiast w pierwszych latach funkcjonowania PIT była ona wyższa od poziomu minimum egzystencji i wynosiła kilkanaście procent przeciętnej pensji.

W gruncie rzeczy postulowana reforma byłaby i tak bardzo ostrożna. Odpowiada podwyżce pensji o niecałe 50 zł miesięcznie. Łączny koszt to 4 mld zł rocznie, na poziomie pół procenta wydatków całego sektora publicznego (uwzględniamy okoliczność, że część zniżki wróci do budżetu w postaci VAT, akcyzy itd.). Należałoby działać śmielej i zwolnić od podatku roczną kwotę minimalnego utrzymania całej rodziny, czyli np. dla czterech osób 24 tys. zł. Rodziny z dziećmi są bowiem średnio najbiedniejszą grupą ludzi w Polsce; dzieci żyją najczęściej w nędzy, a nie emeryci czy rolnicy.

Problem wysokich podatków nie dotyczy to tylko podatku PIT. VAT wynosi 23%. Jest to w istocie podatek od konsumpcji, a biedniejsi wydają na nią procentowo więcej, są wiec bardziej obciążeni. W Europie niektóre kraje bogate naliczają wyższy VAT niż Polska, ale taka Wielka Brytania ma 20%, przy zerowej stawce na artykuły podstawowe (żywność, woda, recepty, transport publiczny, rzeczy dziecięce – i książki…). U nas rzekomo nie można tak zrobić, bo UE nie pozwala. Faktyczna przyczyna to służalczość rządzących wobec eurobiurokracji.

Wysokie podatki to skutek nadmiernych wydatków państwa. W Polsce około połowy pieniędzy wydaje sektor publiczny. Nie ulega wątpliwości, że gdyby wszystkie instytucje państwowe dostały tyle, ile by chciały, trzeba by przeznaczyć na to sto procent dochodu narodowego, a może i tyle by nie wystarczyło. W ustroju biurokratycznym, jaki faktycznie panuje w Polsce, aparat państwowy jest głównym wyzyskiwaczem obywateli. Pieniądze w budżecie pochodzą z kieszeni obywateli i jakakolwiek poprawa poziomu życia wymaga poskromienia apetytów państwa, które tylko ułamek tego, co pobiera, oddaje obywatelom w postaci świadczeń.

Nie wystarczy do tego obniżka podatków. Rozrośnięta biurokracja to w dużej mierze skutek nadmiaru przepisów. Pod względem ich ilości Polska bliska jest pierwszego miejsca w świecie, a pod względem jakości sytuuje się pod koniec stawki. Proste i jasne prawo to dużo mniej jałowej pracy i etatów urzędniczych. I oczywiście dużo lepsze warunki dla rozwoju gospodarczego.

Obniżać podatki można na różne sposoby. Podniesienie kwoty wolnej od podatku to tylko jeden z nich. Można by go nawet zastąpić innym. Obniżki są jednak konieczne, bo obecna sytuacja utrzymuje część Polaków w nędzy i hamuje rozwój gospodarczy, który jest podstawowym remedium na biedę.

Argument władzy jest taki, że wydatków zmniejszyć się nie da. Wyliczmy zatem możliwe oszczędności. Drugi argument jest taki, że tylko obecny kształt systemu podatkowego zapewni dochody do budżetu. To także należy sprawdzić.

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale