130 obserwujących
435 notek
1453k odsłony
585 odsłon

O polityce mόwi także idiota. Ale jakże inaczej

Wykop Skomentuj93

Marcina Krόla znam osobiście, bardzo lubię jako człowieka i niezmiernie cenię jako myśliciela, naukowca i publicznego intelektualistę; uważam go za jednego z najmądrzejszych ludzi w Polsce. Po takim wstępie nieuniknione jest „Ale”. Oto ono: Ale kompletnie nie zgadzam się z krótkim tekstem, jaki napisał w "Dzienniku" na temat Internetu.

 

http://www.dziennik.pl/opinie/article385224/Krol_Internet_to_nie_smietnik.html

 

 

Zostawmy już sprawę anonimowości, ktόra została chyba na wszystkie strony przenicowana i raczej nie mam już nic do dodania ponad to, co pisałem i mόwiłem w ciągu ostatnich lat, miesięcy i dni. Mόj pogląd czytelnicy Salonu24 znają: anonimowość ma swoje minusy – do ktόrych należy przede wszystkim sprzyjanie nieodpowiedzialności za słowo – ale plusy zdecydowanie przeważają nad minusami: anonimowość stwarza ochronę tym, ktόrzy w przeciwnym razie w ogόle nie uczestniczyliby w debacie publicznej, bo uważają – słusznie lub nie – że mogliby ponieść sankcje społeczne rozmaitej natury. Anonimowość rozszerza zatem pole dyskursu społecznego poza klasy zawodowo gadające, a w szczegόlności politykόw, ludzi mediόw i naukowcόw, takich jak Marcin Krόl czy ja.

 

To rozszerzenie sfery dyskursu wcale jednak Profesora Krόla nie cieszy, a wręcz go martwi: uważa on, że w rezultacie dyskurs staje się śmietnikiem. Co gorsza, w dyskursie tym uczestniczyć mogą „idioci” (jak ich określa mało pieszczotliwie Marcin Krόl) i to na rόwnych prawach z ludźmi intelektualnie sprawniejszymi:

 

Oceniam to jako złe zwycięstwo demokracji, bo każdy idiota ma dzięki temu takie same prawa do wygłaszania swoich sądów jak wybitni myśliciele, publicyści, czy prawdziwi dziennikarze”.

 

To co Pan Marcin traktuje jako patologię, ja uznaję za zaletę demokracji; w istocie, za jej nieredukowalną cechę. Tak, idioci i mądrzy mają rόwne prawo uczestniczyć w dyskursie publicznym. Choćby dlatego, że zanim jedni i drudzy nie wypowiedzą się, nie mamy najmniejszych podstaw, by kogoś uznać za „idiotę”. A nawet, gdy już jedni i drudzy wypowiedzą się – do czego oczywiście nikt nie zmusza, uczestniczenie w dyskursie jest całkowicie dobrowolne – pozostanie między nami często nierozstrzygalny spόr co do tego, kto tak naprawdę jest „idiotą”.

 

Podejrzewam, że między mną a Marcinem Krόlem pole consensusu co do tego, kogo do tej kategorii zaliczyć, jest bardzo szerokie; obaj zapewne uznamy, że skończonym idiotą jest np. …, a zresztą, nie będę wymieniał nazwisk, kto chce ten się domyśli. Ale nie zmienia to faktu, że w naszym społeczeństwie żyje wielka masa ludzi, ktόrzy członkostwo w kategorii „idioci” zakreślą w sposób całkowicie odmienny ode mnie i od Marcina Krόla. No i co ma na to zrobić liberał? Odmόwić idiotom prawa do rόwnego udziału w dyskursie to tak jak odmόwić prawa do rowności politycznej tym wszystkim, ktόrzy „naszych” idiotόw wielce sobie cenią.

 

I jeśli tak, to dlaczego nie iść krok dalej: odmόwić „idiotom” prawa głosu w wyborach, albo dać każdemu z nich po pόł głosu, albo sobie samemu przyznać głos podwójny? Marcin Krόl jako znakomity historyk myśli politycznej wie doskonale, że takie pomysły były wysuwane bardzo poważnie, ale o ile wiem, sam Marcin Krόl ich nie podziela; nie znam zresztą ani jednego współczesnego teoretyka demokracji lub liberalizmu, ktόry serio postulowałby cenzus inteligencji jako warunek prawa wyborczego.

 

Wracając jednak od głosowania do dyskursu publicznego: równość udziału w dyskursie nie jest aż tak pełna, jak sugerowałby to Marcin Krόl. Co prawda idioci i mądrzy mają rόwne prawa gadania, ale na pewno nie mają rόwnego prawa do bycia wysłuchanym lub przeczytanym, bo prawo takie musiałoby być egzekwowane przy pomocy obowiązku słuchania każdego po rόwni. Tu na szczęście działa rynek, όw tyle razy wykpiwany wolny rynek idei, ktόry powoduje, że Marcina Krόla przeczytają miliony, a idiotę dziesiątki. Albo jeśli nawet proporcje będą odwrotne, to te dziesiątki (no, powiedzmy dziesiątki tysięcy) ktόre przeczytają Marcina Krόla, liczą się bardziej (w każdym razie dla Marcina Krόla) niż te miliony, ktόre wczytują się w opowieści Faktuo jeziorze pełnym wόdki.

 

I tu pora na wyjaśnienie, że tytuł jest parafrazą, dość nieudolną zresztą, ale lepsza mi nie przyszła do głowy, myśli nieuczesanej Leca: „Arcydzieło zrozumie nawet idiota. Ale jakże inaczej”. W dyskursie publicznym, obok Marcina Krόla, udział weźmie także idiota. Ale jakże inne będą skutki jego wypowiedzi. I niech już tak zostanie, nie utrudniajmy mu mόwienia, nie obrażajmy się na nowe medium, ktόre także idiotom – ale przecież także ludziom mądrym, czego dowodem niniejszy wpis – daje nowe środki trafiania do czytelnikόw, tylko starajmy się by to, co mόwią idioci, zostało odparte przez nas, zneutralizowane przez naszekontr-argumenty, rozbrojone przez naszą inteligencję.

 

A kto to są „my”? To oczywiście podmiot liryczny (i jego koledzy), bo nikt sam się nie uważa za idiotę. Wszyscy znają sentencję, że mądrość jest najszczodrzej rozdzielonym przez Boga dobrem, bo nikt nie uskarża się na jej brak. I nawet jeśli my, ci mądrzy, uważamy że oni, ci idioci, nie mają powodu do ukontentowania z powodu stopnia swej inteligencji, że tkwią w fałszywej świadomości lub fatalnym dysonansie poznawczym – nie powinniśmy uzmysławiać im tego błędu zawężając pole dyskursu publicznego. Bo na koniec i tak wyjdzie, kto był idiota a kto mądry – ale dopiero na koniec, jak już wszyscy się wygadamy do woli.

Wykop Skomentuj93
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale