131 obserwujących
149 notek
1014k odsłon
  9089   0

LOBOTOMIA 3.0 - ONI

Generał Kiszczak…?

Decyzja musiała zapaść na najwyższym szczeblu. To przecież operacja podjęta w stosunku do wysokich rangą funkcjonariuszy resortu. Proszę pamiętać, że generał Kiszczak odszedł do MSW z kontrwywiadu. WSW to byli jego ludzie.

Może to przypadek?

Nic nie pozostawiono przypadkowi.

Dlaczego właściwie mówi mi pan to wszystko?

Nie wierzy mi pan? Musi mi pan uwierzyć. Nie każdy po tamtej stronie był skurwysynem.

Będzie pan zeznawał?

Nie pozwolono by mi na to. Pomogę panu, ale nigdy się pan nie dowie, kim jestem. Nawet nie będzie pan próbował. Ma pan szansę doprowadzić do historycznego procesu. Zabiliby pana, ale jest o panu zbyt głośno i taka śmierć skupiłaby uwagę na sprawie. Dlatego będą podważać pana wiarygodność. Robili to już wcześniej wiele razy, proszę mi wierzyć, wykorzystają każdy błąd. Teraz nie może pan się już zatrzymać. Ludzie chcą znać prawdę, a prawda jest po pańskiej stronie.

Informator dotrzymał słowa. Kilka dni po tym spotkaniu dostarczył informacje pozwalające na odnalezienie ściśle tajnych dokumentów znajdujących się w zasobach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Potwierdziły one prawdomówność informatora. Okazało się, że istotnie już od 15 września 1984 czterej funkcjonariusze MSW skazani później w Procesie Toruńskim, zostali objęci obserwacją Wojskowych Służb Wewnętrznych. Obserwacja ta była realizowana także tragicznego wieczoru 19 października 1984 roku. Prokurator rozumiał, że już tylko odkrycie tego jednego faktu powinno spowodować rewizję ustaleń Procesu Toruńskiego. Miał przed sobą tylko dwie możliwości: albo wszystko to, co stało się 19 października 1984 roku było reżyserowaną przez kogoś misterną grą, albo też ktoś wydał rozkaz obserwacji czterech oficerów SB w oparciu o niezwykłą intuicję pozwalającą przewidzieć, iż to właśnie oni zasiądą na ławie oskarżonych w procesie o zamordowanie księdza Jerzego Popiełuszki. Absurdalność drugiej hipotezy nie wymagała komentarza. Zostało zatem skoncentrowanie się na pierwszej i uzyskanie odpowiedzi na najważniejsze pytanie: kto był reżyserem tej wielkiej gry? Miało w tym pomóc przesłuchanie sześciu nieznanych dotąd nikomu świadków zbrodni – funkcjonariuszy WSW. Tych sześciu świadków było pracownikami byłych Wojskowych Służb Wewnętrznych z Bydgoszczy. W 1991 roku służyli w tamtejszych Wojskowych Służbach Informacyjnych. Lubelscy prokuratorzy wiedzieli, że czeka ich ciężkie zadanie, ale byli zdeterminowani. 21 listopada 1991 rokuw towarzystwie kilku innych prokuratorów oraz policjantów wkroczyli do siedziby Wojskowych Służb Informacyjnych w Bydgoszczy. Rozpoczęte niemal w samo południe 21 listopada 1991 roku przesłuchanie sześciu świadków zbrodni zakończyło się późnym wieczorem, ale nie przyniosło wyraźnych efektów. Funkcjonariusze WSI milczeli bądź udzielali zdawkowych, wymijających odpowiedzi. A jednak mimo to prokuratorzy byli zadowoleni. Powodem takiego stanu rzeczy był fakt, że troje funkcjonariuszy WSI pod koniec przesłuchania wyraźnie „zmiękło”. „Czy naprawdę jest poparcie z góry?” – tylko to tak naprawdę ich interesowało, zwłaszcza oficera w stopniu majora, który był sceptyczny w kwestii oceny możliwości Witkowskiego.

–  Jeszcze nie jest za późno, by wyjawił pan prawdę. Będzie, gdy zasiądzie pan na ławie oskarżonych – przekonywał Witkowski.
– Pan wie równie dobrze jak ja, że żadnego procesu nie będzie. I jeszcze to, że za późno było od samego początku.

Dla Piotrowskiego i jego wspólników w zbrodni tak. Ale wy jedynie monitorowaliście działania oprawców. Czy nie rozumie pan, że usiłuję panu pomóc?

Jak pan mi może pomóc?

Niszcząc ludzi, którzy zajmowali się niszczeniem innych, także księdza Jerzego. Ale potrzebuję pomocy. Niech pan pomoże mnie, a ja pomogę panu.

Rezygnacja, a może nawet rozpacz malująca się na twarzy oficera ustąpiła miejsca jakiemuś innemu wyrazowi, ale przynajmniej wydała się Witkowskiemu trochę mniej bezdenna. Major pokiwał głową kilka razy, uśmiechnął się gorzko

i powiedział:

Nikt za panem nie stoi. Jeżeli powiem co wiem, pan mnie nie ochroni. Nie wie pan o tym?!

Gdybym nie miał poparcia, nie byłoby mnie tutaj.

Nie docenili pana, ale nie zna pan drapieżników, z którymi będzie miał do czynienia. Jeżeli nie jest pan kryty na samej górze, nie pozwolą panu na więcej. Wszyscy są w to zamieszani.

Wszyscy, czyli kto?

Muszę mieć gwarancję, że nie jest pan sam. Dzisiaj nic więcej ode mnie pan nie usłyszy.

W zgodnej opinii członków zespołu śledczego następne przesłuchanie, już w Warszawie, miało przynieść przełom. Stało się inaczej. W przededniu drugiego przesłuchania Witkowski został wezwany do Ministerstwa Sprawiedliwości na naradę. Później mówił publicznie, że rozmowy z ministrem Wiesławem Chrzanowskim

Lubię to! Skomentuj63 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale