Blog
Wojciech Sumliński
Wojciech Sumlinski
Wojciech Sumlinski dziennikarz
112 obserwujących 113 notek 880249 odsłon
Wojciech Sumlinski, 16 kwietnia 2018 r.

Tusk, Komorowski, Geremek, Dębski, Wachowski – „TO TYLKO MAFIA”, cała prawda o III RP (2

6465 105 0 A A A


    Na początku lat 90., gdy wspieraliśmy Tuska i Bieleckiego, centrum decyzyjnym było osiemnaste piętro hotelu Marriott, ale potem to się zmieniło. Pojawiły się za to inne miejsca, przede wszystkim Agencja Mienia Wojskowego w Warszawie, gdzie zapadały najważniejsze decyzje. A później jeszcze dyskoteki – „Colosseum” i zwłaszcza „Planeta”.

Jak naprawdę zginął Jacek Dębski

 – Robiliście politykę na dyskotekach?

– Zaraz „robiliście politykę”. Rozmawialiśmy o interesach. Wszystkim chodziło o pieniądze i władzę, cała reszta to nieistotne dodatki. No i nie „na dyskotekach”, tylko „w dyskotekach”, a to zasadnicza różnica. Konkretnie na zapleczu. Zdziwiłbyś się, jacy ludzie tam przychodzili.

– Na przykład?

– Biskup polowy Sławoj Leszek Głódź, generałowie, aktorzy, dziennikarze, a z polityków Mieczysław Wachowski, kiedy był jeszcze kapciowym prezydenta Lecha Wałęsy, Bronisław Geremek, Sławomir Petelicki, szef GROM-u, Paweł Piskorski, prezydent Warszawy, admirał Czesław Wawrzyniak, Jacek Dębski, członek zarządu Kongresu Liberalno-Demokratycznego, wielu innych.

– Jak naprawdę zginął Dębski?

-  W UKFiT były olbrzymie defraudacje, setki milionów rocznie, może więcej. Niewiele dotacji szło bez „wziątki”, a „wziątki” były na poziomie czterdziestu–pięćdziesięciu procent wysokości dotacji. Cała sztuka polegała na obrocie fakturami. Chodziło o to, żeby w razie kontroli wszystko się zgadzało. Politycy, cywile, organizacje kościelne, fundacje i stowarzyszenia non profit, którym często było bliżej do morderstwa niż dobroczynności. Wszyscy w tym byli. I my też chcieliśmy być. Przecież nie po to załatwialiśmy KLD wybory i w ogóle to wszystko, żeby później stać z boku i przyglądać się, jak inni biorą nasze pieniądze. Przysługa za przysługę, takie są reguły tej gry. Zawsze takie były. Dębski tego nie rozumiał albo udawał, że nie rozumie. Próbował być cwany i nie robił tego, co trzeba. Zlecenie dostał Jeremiasz Barański, ale nie interesowałem się, kogo wynajął, jak to zorganizował i w ogóle jak się to wszystko odbyło, bo nie byłem tego ciekaw. Wiem jednak, że to on zawsze dostawał takie zlecenia, bo od tego przecież był. Nie tylko w Pro Civili, w tej fundacji, z którą współpracował Komorowski, gdzie gremialnie popełniano „samobójstwa”. O Dębskim też nikt nie powiedział głośno, że  musi umrzeć, ale fakty były takie, że ci, którzy nie rozumieli reguł gry – umierali. Dębski, Sekuła, Sutor, wielu innych. Dyrektor banku wcale nie zginął dlatego, że za dużo wiedział i miał za długi język, jak napisaliście w książce o Komorowskim. To znaczy – to też, ale przede wszystkim chodziło o pieniądze. Bo zawsze chodzi o władzę i pieniądze. Już mówiłem – reszta to nieistotne dodatki. To wszystko naprawdę jest bardzo proste.

Upadły autorytet Bronisław Geremek

– Co w tym wszystkim robili Głódź i Geremek?

– Biskup polowy, później praski, dziś gdański, lubił się zabawić. Takie są fakty, czy to się komuś podoba, czy nie. Nie chodzi o dziewczyny, rzecz jasna, bo co to, to nie – nie słyszałem w każdym razie – a tylko o dobre towarzystwo i o alkohol. No i zawsze miał słabość do munduru. Lubił wojsko, a na zapleczu „Planety” wojska nigdy nie brakowało. Biskup Głódź był w porządku. Wesoły, normalny facet, tyle że za kołnierz nie wylewał. Bronisław Geremek to już zupełnie co innego. Wiele osób ukrywa w sobie piekło, tworząc iluzję. Gdy oglądaliśmy jego „występy” w telewizji, nie mogliśmy uwierzyć, że można aż tak grać. Autorytet moralny, wszystkich pouczał, ale sam nie reprezentował sobą wiele. Przemiana Doktora Jekylla w Mister Hyde’a to nic wobec kontrastu, jaki między dwiema swoimi osobowościami wytwarzał ten człowiek. Mówi się, że śmierć jest częścią życia, więc jeśli tak, to umarł tak, jak żył. Wszyscy wiedzieli, że zginął w wypadku, powiedzmy że nie kompletnie ubrany, z głową „asystentki” na kolanach. Tożsamości „asystentki” nie ujawniono z jednego prostego powodu: bo jeśli była „asystentką”, to z gatunku takich, jakie - nie bez naszego udziału - przyjeżdżały do niego z „Planety”. To przemilczanie okoliczności śmierci nawet sensowne i aż nadto ludzkie, ale potem z jego pogrzebu zrobiono show. Po co? W ostatniej drodze towarzyszyli profesorowi „wszyscy święci”: prezydenci, byli i aktualny, marszałkowie Sejmu i Senatu, szef Parlamentu Europejskiego, tabuny biskupów i księży, choć krzyża na grobie nie uświadczysz. Pochowano go na warszawskich Powązkach, z honorami, w Alejach Zasłużonych. Czym się zasłużył? My znaliśmy go jako człowieka dwulicowego, dla którego prawda była głupotą. Przykro to stwierdzić, ale tak było. Obserwując to wszystko, nie mogłem oprzeć się refleksji, że tamtego dnia na tamtym cmentarzu, na Powązkach, pochowano resztki przyzwoitości, jakie jeszcze były w tym kraju. Nie to, żeby umarły razem z profesorem Geremkiem – ale z pewnością razem z nim zostały zakopane. Bo ten pogrzeb i w ogóle to wszystko, co wokół niego zrobiono, to była farsa przeniesiona aż za grób. Dla mnie miało to w sobie coś ze znamion symbolu: obraz państwa, gdzie wszyscy coś lub kogoś udają, każdy wie, że to teatr, a jednak nikt z tym nic nie robi.

Opublikowano: 16.04.2018 08:51. Ostatnia aktualizacja: 16.04.2018 09:10.
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • "Mieliśmy przeciwko sobie kamienie wybrane przez ..... na pewno nie przez Polaków. Polacy...
  • Wszystko to prawda. To o Andrzeju Dudzie, niestety, też... Z pozdrowieniem - WS.
  • Wiele osób mówiło, że ta książka pomogła odsunąć od władzy łotrów i że im pomogła....

Tematy w dziale Kultura