Gdyby tylko przyjrzeć się relacjom różnych mediów, to wyszłoby na to, że bieganie to bardzo niebezpieczne zajęcie. Śmierć na mecie niedzielnego biegu w Warszawie, rzecz jasna, robi ogromne wrażenie. Jeśli potwierdzi się fakt, że dopiero po 15 minutach mężczyźnie udzielono fachowej pomocy, to będzie to niewątpliwie skandal i wielkie zaniedbanie organizatorów. Od 23 lat uczestniczę w Biegu Solidarności, a to jako organizator, a to jako czynny zawodnik (kilkanaście razy). Wprawdzie to niewielki dystans, bo 5,2 km, ale odpukać, nigdy tragicznych zdarzeń nie było. Ale o takowych rzecz jasna słyszałem. W zeszłym roku kilka dni po poznańskim maratonie zmarł jeden z biegaczy. Dla środowiska było to szokujące zdarzenie. Oczywiście możemy się uspokajać, że statystycznie rzecz biorąc… Ale mamy i tegoroczny przypadek w Grodzisku, w czerwcu uczestniczący tam 34-letni mężczyzna „zabiegał się na śmierć”, jak mówili lekarze.
W prawie wszystkich biegach nie ma wymogu badań lekarskich, wystarczy oświadczenie o wzięciu pełnej odpowiedzialności za siebie lub w przypadku niepełnoletniego osoby dorosłej.
Czy to po ostatnim wypadku się zmieni? Organizatorzy maratonu poznańskiego mają podobno w tym roku żądać zaświadczeń lekarskich.
Pamiętam, że nawet jak był taki wymóg, to te badania sprowadzały się do zmierzenia ciśnienia. Czy to wystarczy. Ciekawe jak podejdą do tego lekarze, mając świadomość konsekwencji swojego podpisu. Może się mylę, ale niech jeszcze gdzieś zdarzy się nieszczęśliwy wypadek (odpukać) i skończy się masowe bieganie. Przecież nasza służba zdrowia nie „przerobi” tysięcy entuzjastów.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)