WolniakJ WolniakJ
698
BLOG

Mistyfikacja a nie edukacja - (uwaga-materiał drastyczny)

WolniakJ WolniakJ Rozmaitości Obserwuj notkę 7

  Upadek polskiego szkolnictwa dla wielu ludzi jest niezauważalny. To tak, jak ze skażoną żywnością, rakotwórczymi czynnikami, złą konstrukcją budowli. To wszystko odkłada się w czasie. Katastrofa przychodzi niespodziewanie i wszystkich nagle zaskakuje. To nic, że wcześniej wielu ostrzegało. Taka już natura ludzka, że odporna jest na racjonalne argumenty.

Przedszkola

Na początku był chaos, aż przyszły Halowa i Szumilasowa i do spółki stworzyły jeszcze większy chaos. Każdy początek nowego roku to udręka rodziców, dziadków, ciotków i pociotków. Co zrobić z dzieciakiem, kiedy trzeba iść do pracy, a miejsca w przedszkolu nie ma. Zabrakło punktów, a  jest się normalną, przeciętną polską rodziną, którą nie stać na wynajęcie opiekunki czy posłanie dziecka do prywatnego ośrodka. Zatem trzeba szukać dojścia, a to dobie internetowej rekrutacji jest już prawie niemożliwe, to znowuż fikcyjny meldunek, to może separacja, wszak najwięcej punktów mają samotne matki. By rozwiązać problem nadmiaru dzieci w stosunku do przedszkolnych miejsc, postanowiono 6-latki wysłać do szkół. Machina propagandowa ruszyła w pełni. Program  „Radosnej szkoły” miał przekonać niezdecydowanych. Ale nie przekonał. Do dzisiaj. Większość rodziców nie chce posłać dzieci do szkół, które usadzą w ławkach i zabiorą smak dziecięcej radości i zabawy. Prawie milion ludzi podpisało się pod wnioskiem ws. referendum edukacyjnego. Podpisy przekazano do sejmu w czerwcu i zapadała cisza. A we wrześniu 2014 połowa 6-latków ma obowiązkowo, nieodwołanie pójść do szkół.

To nie jedyna kwestia, która niszczy przedszkola. Te placówki stały się poletkiem doświadczalnym dla krzewienia nowych teorii. Są już gotowe podręczniki i kadry chcące wprowadzać od najmłodszych lat ideologię gender.  4-latki mają uczyć się swojej seksualności! Żeby mogło to dobrze zafunkcjonować najpierw wzięto się za przedszkolanki, każąc im tak jak w szkole dokumentować co godzinę swoje zajęcia, sprawdzać co godzinę obecność i pisać liczne sprawozdania. Kolejnym etapem stało się konsekwentne wyrzucenie w tym roku szkolnym wszystkich prowadzących w przedszkolach dodatkowe zajęcia. Sprawa odbiła się głośnym echem w całym kraju, ale MEN  pozostał nieugięty. Następnym krokiem będzie pewnie wyrzucenie katechetów, acz przecież na nagonka na Kościół spowoduje, że rodzice w obawie o swoje pociechy sami będą rezygnować z religii.

Szkoła

Kiedy już dziecko trafi do szkoły, znajdzie się w świecie zupełnie mu obcym. Chociaż wielu nauczycieli robi co może, to narzucana z góry przez ministerstwo, tzw. podstawa programowa oraz sposób jej dokumentowania, powoduje że pedagodzy ograniczeni są szeregiem absurdalnych przepisów. Wprowadzają one np. nowe podręczniki rzekomo ze zmienionymi treściami nauczania. W rzeczywistości wielka fikcja i mistyfikacja. Co można zmienić w nauce na poziomie szkolnym? Widziałem książki z języka polskiego, w których pozostał ten sam tytuł, a treści przemieszano w różne rozdziały, mieszając ich tytuły. Ta tzw. nowa podstawa programowa to jedynie pretekst, by wyciągnąć pieniądze od rodziców, to wielkie udawanie że coś się nowoczesnego wprowadza. Najgorsze, że część ludzi z tytułami naukowymi ten absurd swoimi podpisami sankcjonuje. Może by tą sprawą zajął się Rzecznik Praw Ucznia albo nowy Prezes NIK. Sukces gwarantowany!

Pomysły

Jak się nie ma pomysłu co zrobić, to wprowadza się reformę oświaty. Prawie każdy minister edukacji poczytuje sobie za punkt honoru, by przebić poprzedników swoimi pomysłami. Nie inaczej jest i teraz. Szumilasowa lada wrzuciła do sejmu projekt zmian zakładający m.in. narzucenie nauczycielom dokumentowania swojej gotowości do spotkania z rodzicami, uczestnictwa w radach pedagogicznych, szkoleniowych, itp. A kuriozalne jest to, że te czynności są już i tak opisywane w rozmaitych sprawozdaniach, ale urzędnicy potrzebują jeszcze więcej informacji, bo czym się będą zajmować.

Trzeba nauczycielom dołożyć nowe obowiązki, zabrać wolne dni, ograniczyć urlopy, w tym i urlopy dla poratowania zdrowia, bo przecież mają mniej obowiązków. Po reformianym szale Halowej i Szumilasowej, zmalała ilość nauczanych godzin, do minimum ograniczono obowiązkowe lektury, w książakach pojawiły się kolorowe zdjęcia i obrazki, a teksty wyparowały. Nie trzeba się męczyć z „Panem Tadeuszem”, „Potopem”, „Chłopami” i innymi lekturami, wystarczy poczytać podręcznikowe fragmenty. Skoro mają mnie uczyć, to trzeba ich zagonić do innej roboty. Przecież bilans musi wyjść na zero.

Likwidacja

A najlepiej tych szkół i nauczycieli szybko się pozbyć. Zostało jeszcze 660 tys. belfrów, ale udało się 2 tysiące zlikwidować, zwolnić w zeszłym roku 8 a w tym 7 tysięcy. Krzyku trochę było, to Szumilasowa na początku roku obiecała przeznaczyć na pomoc zwalnianym 100 mln. Na pierwszy rzut oka wydaje się dużo. Kiedy jednak przeliczymy to na jedną osobę, wychodzi  circa 14 tys. na jednego. Oczywiście o przyznaniu pomocy finansowej nie było tu mowy, tylko o jakichś programach, przekwalifikowaniach. A ponadto MEN ogłosiło, że „wszystkie  formy wsparcia będą skierowane dla nauczycieli, którzy w okresie nie dłuższym niż dwadzieścia cztery miesiące przed dniem przystąpienia do projektu utracili pracę i posiadają status osoby bezrobotnej oraz przepracowały w jednostkach systemu oświaty co najmniej rok.” Oznacza to, że ktoś, kto ponad dwa lata temu wypadł z systemu, już na żadną pomoc liczyć nie może . Ale jak wyliczyłem powyżej, te kilkanaście tysięcy, a właściwie to nawet kilka, bo program ma objąć tych, co nie pracują już dwa lata, to po prostu kpina w żywe oczy.

Przyszłość

Kiedy patrzę w oblicze obecnej minister, chce mi się wyć, widzę ciemność! Brak jakiejkolwiek wizji, niedostrzeganie postępu cywilizacyjnego a tym samym tego, że dzisiejszy uczeń ma inne możliwości zdobywania wiedzy niż siedzenie w ławce 45 minut. Pracownie komputerowe w szkołach to przeżytek, a mimo to otwiera się kolejne. Szkoła staje się powoli reliktem nie przystającym do współczesnych czasów.

Danie niemal nieograniczonej możliwości zdobycia średniego wykształcenia i przepustki na studia, obniżyło wymagania i poziom nauczania. Jednocześnie zdeprecjonowano szkolnictwo zawodowe, masowo likwidując tego typu szkoły. Ostatnio nawet unicestwiono szkoły zawodowe dla dorosłych.

Liberalizacja  w dziedzinie światopoglądowej powoduje, że odstępuje się od wychowania historyczno-patriotycznego. Państwo wybywa się odpowiedzialności za oświatę, zrzucając coraz więcej zadań na samorządy a jednocześnie nie zapewniając im wystarczających środków. Powoduje to, że dociśnięte do muru gminy poprzez swoje lobby, stara się znowuż uderzać w pozycję nauczyciela.

Nauczyciele i uczniowie

Kiedyś 14 października obchodzono Dzień Nauczyciela. Od 1982 to Dzień Edukacji Narodowej. W tym zawodzie 83% to kobiety. One przecież mają swoje dzieci i obowiązki domowe, a jak wyliczył niezależny instytut badawczy, na zamówienie MEN zresztą, polski nauczyciel pracuje tygodniowo 46,4 h. Ministerstwo zwlekało z publikacją tych badań, a nawet próbując je lekceważyć.

Jak napisałem na wstępie katastrofa oświaty jest nieuchronna. Odroczenie tego procesu w czasie wynika z kilku przyczyn. Jedną z nich jest przyzwyczajenie. Tak jak jest było i dawniej, no to tylko róbmy kosmetykę i jakoś to będzie.

W tym całym systemie jedyną wartością są nauczyciele i uczniowie, ich wzajemne relacje. Tak gdzie wytworzyły się odpowiednie więzi i sposoby radzenia sobie z systemem, nauka nie jest niewolą, ale twórczą pracą a szkoła miejscem przyjaznym i bezpiecznym. Jest na szczęście wiele takich szkół, wielu dyrektorów, którzy robią co mogą, by obronić oświatę przed zalewem głupstw wprowadzanych przez tzw. nadzór pedagogiczny.

Janusz Wolniak

WolniakJ
O mnie WolniakJ

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Rozmaitości