19 grudnia o godz. 13.30 nastąpił kolejny etap w życiu artysty Zbigniewa Rybczyńskiego. Niestety nie jest to czas tworzenia nowych dzieł wybitnego reżysera. Na razie nie możemy oczekiwać nowych nagród Emmy albo i Oscara. Autor Kafki znalazł się na drodze prawnej odysei. Jej końca nawet nie sposób przewidywać, a już o rokowaniach to w ogóle trudno mówić.
Twórca przekroczył dzisiaj bramy Temidy. W sali 063 Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Śródmieście odbyła się pierwsza rozprawa z powództwa Rybczyńskiego o przywrócenie do pracy. Oczywiście trudno było przypuszczać, że coś niespodziewanego się zdarzy. Odpowiedź obecnego pracodawcy dyrektora Cety Roberta Banasiaka nie pozostawiała żadnych złudzeń. Reprezentująca go prawniczka nie widziała możliwości polubownego załatwienia sprawy.
Warto przypomnieć, że wśród powodów wypowiedzenia pracy, pan Banasiak wymieniał utratę zaufania, brak planu artystycznego, brak programów szkoleniowych, krytykę pracodawcy oraz nieracjonalność wykorzystania środków finansowych. Te wszystkie zarzuty Rybczyński zdecydowanie odpiera, poza jednym. Tak, krytykował swojego dyrektora, bo tenże miał inną wizję ośrodka, inną niż zapisana w statucie. W zamiarze jego jest uczynienie z CeTA kolejnego kina i muzeum kinematografii, a tym samym porzucenie projektu Centrum Technologii Audiowizualnych. Reżyser jeszcze przed swoim zwolnieniem zwracał się do ministerstwa o zmianę dyrekcji CeTA. Ale sam został zwolniony. Co zaś do kwestii artystycznych, to ten zarzut wydaje się całkowicie chybiony. Na początku roku, a jeszcze przed zwolnieniem, nikt nie kwestionował jego projektów. Podobnie było z działalnością szkoleniową. Przecież od września w studio miały być prowadzone zajęcia ze studentami ASP z Wrocławia i studentami Łódzkiej Szkoły Filmowej.
W kwestii wykorzystania a właściwie zdefraudowania środków finansowych toczy się oddzielne postępowanie Prokuratury. A przecież to Rybczyński a nie kto inny, jako pierwszy alarmował o, mówiąc delikatnie nieprawidłowościach, a wprost, bo tak trzeba sprawę nazwać – złodziejstwu.
W polskim prawie człowiek zwolniony z pracy musi sam dochodzić swoich racji i czasami wyrok zapada, kiedy nie ma już żadnej możliwości przywrócenia do pracy, bo zakład padł albo zostały zredukowane stanowiska pracy. Zazwyczaj też terminy rozpraw są bardzo odległe. Nie wiem czy obecność mediów na sprawie czy też odpowiedzialność sędziny, ale fakt jest faktem, że w tym przypadku kolejne rozprawy odbędą się 10 i 13 lutego oraz 3, 6 i 13 marca.
Tak, ale to wszystko nic co czeka opinię publiczną w jeszcze innych sprawach. Rybczyński o swoje dobre imię będzie walczył w sądach cywilnych, procesując się w dwóch już założonych sprawach przeciwko ministrowi Bogdanowi Zdrojewskiemu oraz przeciwko szkalującym go mediom. Zapowiada się naprawdę długa odyseja prawna. To wszystko, to tylko przedsmak tego, co nas czeka, kiedy sprawa trafi przed sąd karny i tam zobaczymy prawdziwych sprawców tego zamieszania. Dzisiaj w wielu mediach sprawę przedstawia się tak, jakby to Rybczyński był oskarżony. Najlepiej ilustruje to przysłowie – Kowal zawinił, Cygana powiesili.
Szkoda tylko, że ta energia i czas cenionego na całym świecie artysty musi być spożytkowana na udowadnianie że nie jest wielbłądem.
Ta sprawa pokazuje, już dziś, jak chore jest nasze Państwo. Mnie osobiście jest wstyd, że mój kraj w sposób haniebny traktuje ludzi tak dla niego zasłużonych, mogących przysporzyć nam nie tylko chwały, ale i wielu wymiernych korzyści.
W tej sprawie nie będzie zwycięzców. Już przegraliśmy, skazując wielkiego artystę na to, że musi dochodzić swoich racji przed Wysokim Trybunałem. Mam nadzieję, że przynajmniej i inne sądy, tak jak ten wrocławski Sąd Pracy, będą pracowały bez zbędnej zwłoki.
Janusz Wolniak


Komentarze
Pokaż komentarze (5)