Od lat oświata służy bezkarnie kolejnym ministrom jako pole doświadczalne. Na żywym organizmie dokonuje się co rusz rozmaite eksperymenty. Nikt z tego się nie rozlicza, nie odpowiada, bo przecież efekty tych działań są odroczone w czasie.
Dlaczego nie pozostawić rodzicom decyzji czy ich dziecko może pójść do szkoły w wieku 6 lat? Nie, Państwo wie lepiej, co dla obywateli lepsze i dalejże uszczęśliwiać na siłę.
Nie chce mi się już wracać do tematów omówionych wielokrotnie, zresztą nie ma takiej potrzeby, bo drzwiami i oknami pchają się nowe. Posłużę się dwoma ostatnimi. Pierwszy to obietnica poranka pana Tuska, że w końcu rozwiąże problem z podręcznikami. Pamiętam jak w PRL-u nie mogli rozwiązać kwestii skupu butelek, sznurka do snopowiązałek czy dostępności papieru toaletowego i tysięcy innych spraw. Premier wraz ze swoją nową minister Kluzikową Nic Nie Wiem Joanną, postanowił uszczęśliwić kolejne pokolenia Polaków, obiecując darmowy podręcznik od najbliższego roku szkolnego dla pierwszoklasistów. Wszystko byłoby ciekawe i nader obiecujące, gdyby było realne. Stworzenie w ciągu pół roku nowego podręcznika jest zadaniem niewykonalnym. No, ale od czegóż mają rządzący głowy jak nie od myślenia. Pogłówkowali i doszli do wniosku, że i owszem nie da się, ale można to inaczej nazwać, przedłużyć i jakoś to się zrobi. Co wymyślili? Po pierwsze przyjęli w sejmie poprawkę do ustawy, która już nie obliguje szkoły do przedstawienia do 15 czerwca obowiązujących w kolejnym roku podręczników. Skutki tego prawa, będą rodziły spore zamieszanie w najbliższych latach. Po drugie oświadczono, że to nie musi się nazywać podręcznik, ale pomoc do nauczania. Tym samym da się obejść parę przepisów. I po trzecie Joanna Nic Nie Wiem, oświadczyła, że nic się nie stanie jak książka będzie np. w październiku. Podpowiem najlepiej w grudniu, pod choinkę.
Ledwo co jeden pomysł nie wypalił, a już Rządowe Głowy pchają się z nowym. Wymyślili pojawienie się w szkołach asystentów nauczycieli. Wcześniej mówiono dużo o tzw. osobach wspierających nauczycieli, mających mieć pełne kwalifikacje i zatrudnienie w szkołach na podstawie Karty Nauczyciela. Teraz mają być przyjęci do pracy wg kodeksowych zasad. Koszty zatrudnienia nowych osób do pracy mają być sfinansowane z trzech źródeł: z subwencji oświatowej przyznawanej samorządom z budżetu państwa, ze środków UE na lata 2014-2020, a także z funduszu pracy. Mam podejrzenie, że chodzi tu przede wszystkim o środki unijne. MEN za kadencji poprzednich reformatorek Hallowej i Szumilasowej (to ci dopiero były ministry pełną gębą!), podpisał zobowiązania i teraz nieszczęsna Joaśka Nic Nie Wiem musi tę żabę zjeść. Tylko po co w szkole robić jeszcze większy bałagan kompetencyjny i organizacyjny, niż jest obecnie, tego nie wiem. Proszę sobie pomyśleć, że na dwóch równorzędnych stanowiskach będą pracować nauczyciele z różnymi umowami. Nawet nie chcę sobie wyobrazić rozmaitych skutków prawnych i konfliktów, jakie ta decyzja musiałaby rodzić.
Nie wierzę, że pod rządami Tuskowymi i jego ministrów może jeszcze mnie coś dobrego spotkać. Chyba, że skrócą sobie kadencję, czego im gorąco życzę.
Janusz Wolniak


Komentarze
Pokaż komentarze (2)