1 obserwujący
3 notki
1794 odsłony
942 odsłony

Medale z kartofli i wirusologia społeczna

Wykop Skomentuj30

Wielka fala zachwytu

Co kilka lat przez nasze media przetacza się fala zachwytów nad jakimś zespołem polskich młodych naukowców, którzy zdobyli "miejsce" w jakimś zagranicznym konkursie z dziedziny informatyki, wysokich technologii itp. Duma narodowa rozsadza piersi, a świetlana przyszłość mości się przed krajem naszym, ojczyzną geniuszy.

Niestety chwilę później przychodzi westchnięcie... Ech... Żal tych talentów. Żal nieopatentowanych patentów. Tych wspaniałych Ikarów naszej nauki. Gdyby tylko ktoś dał im szansę na rozwinięcie skrzydeł. Gdyby tylko świat cały nie usiłował ich utopić, za samą przynależność do plemienia Lechitów. My byśmy wszystkim pokazali. Ale nam nie dają.

Kilka lat temu kolega... Wróć. Miałem kolegę. Raczej się nie zapowiadał w młodości. Alkohol? Owszem. Panienki? Daj Boże jak najwięcej. Narkotyki? Raczej nie, ale tylko dlatego, że nie było na rynku. Szkoła? Nie bardzo. Raczej Jarocin, Brodnica, festiwale i przeglądy muzyki alternatywnej. No i kiedyś kolega trafił do szpitala na długie miesiące. W szpitalu spotkał nauczyciela, który pokazał mu matematykę. Okazało się, że chłopak łapie w lot. Po opuszczeniu lecznicy zapisał się do szkoły wieczorowej i w niej zdał maturę. Z maturą w kieszeni zameldował się na wydziale matematyki jednego z uniwersytetów. Poszedł ostro w komputery. Studia ukończył z wyróżnieniem, miał jakieś tam prace naukowe, ale na jednym z ostatnich lat załapał się na drenaż mózgów i został kupiony przez Niemców.

Odnalazłem go przez Facebooka. Facet zmieniony. Wyluzowany, uśmiechnięty, zadowolony z życia. Na wall-u zdjęcia z całego świata. Jako zadeklarowany buddysta zwiedził całe Indochiny, Tybet, Oceanię... Miał też zdjęcia z wnętrza komputerów. Nie z obudowy jakiegoś PC-ta, ale z budynku, w którym mieściły się kolejne superkomputery, wielkie legendarne jednostki, o olbrzymiej mocy obliczeniowej, z samego szczytu listy największych komputerów świata. Od Niemczech po U.S.A., Kanadę, a nawet Arabię Saudyjską. Znał się chłop na rzeczy. Był naprawdę uznanym informatykiem i dobrze mu się wiodło.

Medale z kartofli

Kiedyś wrzuciłem do siebie na wall jakąś notkę, że nasi zdolni informatycy zdobyli dwa wysokie miejsca w konkursie programistycznym, a inni dostali wyróżnienie w konkursie inżynierskim. Kolega skwitował to jakimś komentarzem, ja odpowiedziałem i od słowa do słowa, dowiedziałem się czegoś, co kazało mi spojrzeć na sprawę z drugiej strony. Otóż ów zdrajca zasugerował, że Polacy zdobywają takie wysokie lokaty w takich konkursach z prostego powodu: ich rówieśnicy z uniwersytetów i "politechnik" w świecie zachodnim po prostu nie mają czasu zajmować się takimi głupotami i walką o medale z kartofla, ponieważ, dysponując taką (lub mniejszą) wiedzą pracują za ciężkie pieniądze dla najlepszych firm i zarabiają tyle, ile polski minister szkolnictwa wyższego.

To było porażające. On mógł mieć rację. Odpowiedzią na większość problemów Polski byłoby unowocześnienie gospodarki i postawienie na wysokie technologie. Jesteśmy dużym graczem wydobycia miedzi i srebra. Akurat oba te metale to filar współczesnej elektroniki. Zgodnie z przysłowiem: nie ten zarabia, co ma las, ale ten, co ma tartak - powinniśmy być potęgą w zakresie przynajmniej elektrotechniki. Grafen - a raczej technologia jego produkcji, to krok w przyszłość. Tylko kto go zrobi? Bo wiele wskazuje, że nie my.

"Eeee... Ten... To tak nie działa."

Kilka miesięcy temu dziennikarze w towarzystwie biznesmenów poszli na politechnikę i zapytali: To są przedsiębiorcy. W czym możecie im pomóc panowie profesorowie i panowie studenci? W sumie bzdurna prowokacja, bo profesorowie mogli tylko wydukać, "Eeee... Ten... To tak nie działa." i mieli rację. Inżynier, na bazie swoich kompetencji, potrafi rozwiązać konkretny problem swego pracodawcy. Uczelnie powinny rozwiązywać konkretny problem społeczeństwa: zasilanie rynku pracy kompetentnymi fachowcami. Wszystkie uczelnie. Akademie medyczne powinny wypuszczać ze swych murów świetnych lekarzy. Politechniki - inżynierów. Uniwerystety prawników, historyków, nauczycieli, przedszkolanki i kogo tam jeszcze będziemy potrzebować do ułożenia sobie życia na równinach pomiędzy Bałtykiem i Karpatami.

Coś jednak działa wbrew społecznemu interesowi. Dochodzą mnie słuchy, że ostatnio praca dydaktyczna na wyższej uczelni przypomina zdobywanie punktów w dziwnej grze, polegającej na gromadzeniu punktów za publikacje i cytowania. Obawiam się, że tak hermetycznego kręgu wzajemnej adoracji to jeszcze nie mieliśmy. Do tego do sprawy zaczynają się wpychać "zaufane trzecie strony", które usiłują podporządkować edukację akademicką swoim celom politycznym. Czy państwo ma interes w tym, by utrzymywać wylęgarnię kontestatorów ładu państwowego?

Wirusologia społeczna?

I jeszcze coś. O ile najbardziej podatne na wpływy nowego wiatru dziejów okazały się uczelnie i kierunki humanistyczne, o tyle uczelnie techniczne były bezpieczne i neutralne światopoglądowo. W sumie prawa fizyki, z faszystowskim uporem, nie dają się naginać byle komu, a matematyka wciąż posiada dar bezlitosnego obdzierania mrzonek z iluzji racjonalności. Niemniej dzieje się coś złego z uczelniami medycznymi. Za niepokojące zjawisko uznać tu należy zwłaszcza propagowanie idei aborcyjnych i szeroko pojętej ideologii gender. Zupełnie jakby medycyna ulegała zarażeniu wirusem lewicy.

Popełnione w ramach Syndykatu Myślozbrodni


Wykop Skomentuj30
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Technologie