Jeśliby jednak potraktować obecną kampanię przeciwko "mowie nienawiści" poważnie, to można sformułować następujące hipotezy na ten temat, a w szczególności na temat źródeł nienawści w polskim życiu społecznym.
Pierwszą z nich można nazwać hipotezą lansowania najbardziej agresywnych "nienawistników" przez główne media.Ostatnim aktem takich działań jest ogromne zdjęcie J.Palikota na stronie tytułowej "Gazety Wyborczej" ale przedtem było dziesiątki, a może setki podobnych ujęć, w prasie i telewizji (na wszystkich kanałach tv, z wyjatkiem Telewizji "Trwam"). To prorządowe media tworzą klimat powszechnej społecznej nienawiści, rozsiewając codzienie (i conocnie) zarodki tej groźnej społecznej choroby,ustami i "językiem ciał" S.Niesiołowskiego, I.Krzemińskiego, Siwca, Protasiewicza i innych, pełnych nienawisci "aktorów". Ugrupowania autentycznie opozycyjne nie dysponuja nawet 10,0% "siły rażenia" mediów prorządowych, które praktycznie zdominowały polski rynek medialny, tak jak to się działo w PRL.
Druga hipoteza może byc nazwana hipotezą powszechnej symbolicznej przemocy, medialnego kłamstwa i manipulacji,całodobowo narzucanych polskim czytelnikom, słuchaczom i widzom. Taka jest logika autorytarnej władzy, zmierzającej do odtworzenia struktur i mechanizmów systemu totalitarnego, w jego "wschodniej wersji" (acz z pewną tolerancją dla własności prywatnej, szczególnie w obszarze drobnej wytwórczości i takichże usług; wielkie korporacje pozostają w tym systemie bezpośrednio podporządkowane władzy, jako tzw. spółki Skarbu Państwa).
Skąd się wzięły (biorą) zjawiska, o których mówią powyższe hipotezy? Do czego mogą one nas doprowadzić?
Jest sprawą oczywistą, że nasilenie - bo przecież nie pierwszy wybuch - nienawiści pomiędzy polskimi patriotami (dzisiaj są nazywani nacjonalistami lub wręcz faszystami) a post-komunistami (kiedyś ich nazywano po prostu komunistami) - nastapiło po wyborach 2005 roku, gdy polska prawica wręcz zmiotła ze sceny publicznej dziedziców starego reżimu, z SLD i L.Millerem na czele. Wszechwładni, do niedawna, post-komuniści, poczuli, że ziemia usuwa im się spod nóg, tym bardziej, że główny mediant polskiej sceny, A.Michnik oraz jego organ prasowy, GW, chwilowo zawiesili wspieranie tzw. lewicy, czym się bardziej lub mniej jawnie zajmował od poczatku tzw. transformacji. Wyglądało na to, że nadchodzi prawdziwy koniec tzw. "komuny".
Ale wtedy stratedzy części centro-prawicy, tzn. PO, wpadli na pomysł, że mimo chwilowego zwycięstwa obozu Kaczyńskich należy jak najszybciej przejąć w Polsce władzę, biorac pod opiekę m.in.elektorat post-komunistów, skupiony wokół L.Millera i przerażony sanacyjnymi projektami PiS i jego przywódców. Wtedy rozegrały się pierwsze, pełne nienawiści i pogardy, batalie pomiędzy mediantami i "komediantami" PO a politykami i dziennikarzami zbliżonymi do obozu braci Kaczyńskich opraz Prawa i Sprawiedliwości.
To była kolejna runda walk słownych (pamiętacie, Państwo, drwiny ze słowa "układ", który, nota bene , w pełni się wtedy ujawnił?) pomiędzy prawdziwymi anty-komunistami, dążącymi do pogłębienia anty-komunistycznej rewolucji, zapoczatkowanej w 1980 roku, a post-komunistami oraz obozem ich opiekunów i "ochroniarzy". Zakończyła sie ona w r.2007 przejęciem władzy w III RP przez PO i post-komunistami z PSL. Było ono efektem pełnej mobilizacji wszelkiej maści post-komunistów i ich kolaborantów, m.in. uwikłanych niegdyś w obalenie rządu Jana Olszewskiego (Tusk, Pawlak, Wałęsa itp.).
Język kampanii anty-pisowskich, prowadzonych pomiedzy 2005 rokiem a dniem dzisiejszym, był i ciągle jest pełen nienawiści, strachu i pogardy, a cechy te nasiliły się jeszcze po 10 kwietnia r. 2010, gdy w Katastrofie Smoleńskiej zginęła wiekszość czołowych politycznych działaczy obozu braci Kaczyńskich .
Tu działa mechanizm opisany niegdyś przez F.Dostojewskiego, który polega, z grubsza biorąc na tym, że nienawidzimy tych, których zdarzyło się nam skrzywdzić...
A poza tym: na wojnie jak to na wojnie - redaktorzy, szefowie redakcji, stacji radiowych czy kanałów telewizyjnych puszczają na łamy, przed mikrofony czy kamery takich komediantów i mediantów, którzy przyciagną najwięcej uwagi, a więc najbardziej agresywnych i posługujących się najbardziej brutalnym czy wręcz plugawym językiem. Jak ktoś celnie zauwazył, ci "harcownicy" mają swego rodzaju "abonament" u niektórych mediantów, pokroju M.Olejnik, T.Lisa czy J.Pochanke, korzystajacych z nich w taki sam sposób, jak małpa korzysta z brzytwy... I to właśnie takie małpy mają teraz walczyć z "mową nienawiści" w polskich mediach!


Komentarze
Pokaż komentarze