Włodzimierz Pańków Włodzimierz Pańków
2862
BLOG

Czym skorupka za młodu nasiąknie - tym na starość trąci...

Włodzimierz Pańków Włodzimierz Pańków Rozmaitości Obserwuj notkę 0

 

Czym skorupka za młodu nasiąknie czyli strach przed Polską milczącą...

 

           Rzadko spotykam teksty czy wypowiedzi, których lektura przynosi tyle satysfakcji socjologowi jak często publikowane na różnych łamach diagnozy i prognozy autorstwa Waldemara Kuczyńskiego[1]. Są one doskonałym przykładem trwałości totalitarnych struktur myślenia, które zostały przyswojone w okresie rozwoju myśli marksistowskiej – a właściwie: leninowsko-stalinowskiej - w Polsce lat 50-tych i 60-tych ubiegłego wieku. Oczywiście, wspomniany Autor zawyje ze zdumienia czytając powyższą opinię, tak samo, jak uczynią to podobne Mu autorytety zaangażowane w ostatnich latach w walkę z tzw. „kaczyzmem”: Władysław Bartoszewski, Radosław Sikorski, Stefan Niesiołowski, Kazimierz Kutz, Janusz Palikot, Jan Lityński, itp. Jest rzeczą znamienną – i zdumiewającą – że większość z tych ludzi była i jest zaangażowana w walkę z takimi czy innymi formami totalitaryzmu czy autorytaryzmu, była ofiarami tych systemów, zdobyła większe lub mniejsze uznanie za te działania. Wszyscy uznają się – a i są uznawani - za tzw. „szczerych demokratów”, a co najmniej – liberałów. Równocześnie jednak, gdy się ich czyta i/lub słucha to trudno oprzeć się wrażeniu, że walcząc ze swoimi przeciwnikami przyswoili sobie od nich - i wciąż posługują się - językiem wyrażającym totalitarne struktury myślenia, w wersji „brunatnej” lub „czerwonej” ( a niekiedy i jednej, i drugiej).

           Jakie są charakterystyczne cechy tego języka i tych struktur myślenia?

           Język ten służy przede wszystkim do wyrażania i pobudzania uczuć negatywnych: nienawiści, wrogości, wściekłości, pogardy, wyższości, dyskredytacji, strachu, itp. Aby móc wyrazić, przekazać czy pobudzić te uczucia wykorzystuje się piętrowe konstrukcje złożone z przymiotników, imiesłowów, przysłówków, rzeczowników o negatywnym ładunku, słów wziętych z „języka knajackiego” itp. Oczywiście, arcy-wzorcem takiego języka był język używany przez W.Lenina i podobnych mu „twórców”, z „ojczyźnie proletariatu” czy w PRL czasów B.Bieruta, a nawet W.Gomułki.

Niektóre z wymienionych wyżej „autorytetów” świadomie lub nieświadomie sięgają do powyższych wzorców. Wystarczy choćby zajrzeć do ostatniego tekstu W.Kuczyńskiego, do którego tu nawiązuję; przesiąknięty jest on wspomnianymi formami, a sam autor od kilku lat nawołuje do „wyrywania chwastów”, tzn. likwidacji zwolenników PiS, którzy są, Jego zdaniem, największym zagrożeniem dla polskiej demokracji. Jest to poetyka zbliżona do używanych w hitlerowskiej propagandzie porównań unter-menschów do insektów. Nie wykluczam, że propaganda bolszewicka także mogła mówić o „wyrywaniu chwastów”, gdy szykowano zagładę milionów „kułaków”; to się dobrze kojarzy, należałoby jeszcze zamienić „chwasty” na „osty”...

No, ale niewątpliwie wszystkich rywali przebił swoimi „tekstami” aktualny szef polskiej „dyplomacji”, jeden z głównych pretendentów na stanowisko prezydenta RP z ramienia PO, który zasłynął głoszeniem hasła o „dorzynaniu watahy” (też miał na myśli zwolenników PiS). Ponieważ w Polsce zwykło się mówić o „prezydencie wszystkich Polaków”, można by Mu postawić pytanie: ilu członków „watahy” należałoby wyrżnąć aby mógł On zostać takim prezydentem? A samo hasło pachnie „młodym Hitlerem”, gdy dorzynał, przy wykorzystaniu SS, swoich dawnych przyjaciół z S.A...

W odróżnieniu od swoich kolegów Janusz Palikot zastosował bardziej zindywidualizowane podejście (wiadomo: młody filozof) i rzucił hasło „wypatroszenia” jedynie przywódcy PiS i wysuszenia Jego skóry (ten pomysł wziął chyba od swego przyjaciela i opiekuna, Wielkiego Myśliwego). Jan Lityński mówi w telewizji o „wrzodzie”, w domyśle - na ciele Rzeczpospolitej - który trzeba przeciąć.

Stefan Niesiołowski, bądź co bądź vice-marszałek Sejmu, który ma troszczyć się m.in. o dobrą współpracę posłów w Polskim Sejmie, niemal za każdym razem występując przed kamerami czy mikrofonami mówi o tym, że w Polsce nie będzie demokracji dopóty, dopóki na scenie publicznej będzie PiS i dopóki się go nie „skasuje”; jest to wyraz typowego dla struktur języka totalitarnego myślenia „eliminacyjnego” . Gdy słucham tych wystąpień i widzę Jego twarz, zawsze myślę, że mniej szkodliwe dla psychologii społeczeństwa byłoby pokazywanie w telewizji wściekłych psów. Podobne myśli nachodzą mnie, gdy słucham niektórych wystąpień Kazimierza Kutza (było nie było, twórcy „Śmierci, jak kromka chleba” lub „Nawróconego”, choć też filmu „Znikąd do nikąd”) czy Władysława Bartoszewskiego, którego pogarda do „maluczkich” zadziwia, co nie przystoi niegdysiejszemu świadkowi „czasów pogardy” („wyjce”, „bydło” „”dyplomatołki”); tym bardziej, że dopiero za 30-40 lat może się okazać, kto był tym „dyplomatołkem”.

Podsumowując tę krótką analizę chcę zwrócić uwagę na kilka rzeczy.

Nie chodzi o to, że powyżsi Panowie namiętnie opluwają swoich rywali politycznych, choć w systemie pluralistycznym powinny być jakieś granice działań zmierzających do de-legitymizacji przeciwnika politycznego, który uzyskał demokratyczny mandat; inaczej stajemy w jednym szeregu z bolszewikami i faszystami oraz z tymi, których skłonni byliśmy przez dziesiątki lat oskarżać o brak smaku i tzw. elementarnej kultury.

Nawoływanie do eliminacji rywali politycznych ze sceny politycznej, poprzez „wyrywanie”, „dorzynanie” , „patroszenie” czy „przecinanie”, to przejaw myślenia totalitarnego, które nie może i nie powinno być oceniane tylko w kategoriach estetycznych, etycznych czy politycznych. Jest to kwestia porządku konstytucyjnego, który w dzisiejszej Polsce nie przewiduje przestrzeni politycznej dla działań takich czy innych totalitarystów, nawet tych mniej lub bardziej niegdyś zasłużonych dla Polski (np. Petain miał wielkie zasługi dla Francji ale nie uchroniło go to przed odpowiedzialnością za faszystowskie praktyki).

Kwestia następna – i te słowa kieruję do moich kolegów, podobno obraźliwie nazywanych „wykształciuchami”, i których wysoka samo-ocena nie pozwala im przyznać się, że popierając Platformę Obywatelską popełnili i popełniają błąd. Przyjrzyjcie się tym „obywatelom” z PO, którzy z taką pogardą wypowiadają się o swoich współ-obywatelach, owych „wyjcach” czy członkach „watah”, „bydle” czy hołocie. Przecież nie są oni i ich idee wyrazem tęsknot wolnościowych dla wszystkich Polaków. Odtwarzają oni w szybkim tempie państwo jednej partii, a ostanie wybory pokazały, że na przedstawiciela PO najczęściej głosowali udani (Miasteczko „Wilanów”) i nieudani (areszt śledczy na Ursynowie) złodzieje, liczący na protekcję „obywatelskiej partii”. Część z Was ma nadzieję, że trafi do tej pierwszej kategorii. A co będzie, gdy wzrośnie – choćby po najbliższych wyborach parlamentarnych – ryzyko trafienia do kategorii drugiej? Czy warto?

I ostatnia kwestia – ostrzeżenia skierowane do Polaków w artykule W.Kuczyńskiego o znamiennym tytule „PiS otwiera wrota piekła” oraz w wielu kolejnych artykułach ( oraz Jego żony, która dzielnie i wiernie mu sekunduje, powtarzając je za Nim, jak się to mówi, „jak za „Panią Matką”).

 Nie od dzisiaj znam poglądy tego „szczerego demokraty”, gdyż już ponad 10 lat temu poznałem Go w roli cenzora dzieła poświęconego 10-leciu III Rzeczpospolitej (mój brat nazwał je celnie „pomnikiem pychy”). Zarzucił mi wówczas, że ulegam niepotrzebnym resentymentom wyrażając troskę o los robotników i pracowników w systemie post-komunistycznym. Jakiś rok później przypadkiem odbyłem z Nim rozmowę o ostatnim , jak się okazało, katastrofalnym, szczególnie dla robotników i pracowników, budżecie rządu AWS, w którym nasz bohater był szefem doradców ekonomicznych; zachwycał się tym budżetem, którego realizacja w następnych latach przyniosła milionom polskich rodzin bezrobocie i emigrację zarobkową. Zawsze był i jest zachwycony, jako współtwórca III Rzeczpospolitej, tym, jakoby doskonałym, dziełem, stworzonym przez stare-nowe elity.

Dlatego zdumiała mnie i rozśmieszyła wymowa tytułu wspomnianego wyżej artykułu („o wrotach piekła”), choć wyczuwam, że ani Autorowi, ani Jemu podobnym politykom nie jest do śmiechu. Jest on skonstruowany według zasady, którymi posługiwano się kiedyś przy wymyślaniu bardzo popularnych anegdot z cyklu tzw. pytań do radia Erewań. Istotą tej zasady jest odmowa odpowiedzi na pierwszą część pytania i mimowolne ujawnienie prawdy przy odpowiedzi na część drugą. Muszę zresztą przyznać, że trudno odmówić racji Autorowi, gdy chodzi o Jego prognozę rozwoju sytuacji i możliwych działań politycznych PiS, które, zdaniem Autora, podejmie próbę podboju „Polski milczącej”, która od dwudziestu lat szuka, w pewnej swojej, głównie upośledzonej, części, możliwości przebicia się na scenę publiczną.

Bo opisywany po ostatnich wyborach podział na Polskę A i Polskę B – to jedynie część prawdy o polskim społeczeństwie (o ile ono istnieje). Już na początku transformacji socjologowie wskazywali na inny podział – na Polaków, którzy się jakoś z nowym systemem zintegrowali (mniejszość) oraz takich, którzy w niewielkim stopniu zdołali się z nim związać (takich jest większość). Eksperci pokroju W. Kuczyńskiego raczej ignorowali i ignorują ten podział eksponując beneficjantów przemian.

Jednak trwający już od niemal trzech lat kryzys, który mimo oficjalnych zaprzeczeń również dotyka polską gospodarkę, chyba utrwalił i pogłębił ten podział. Istnieje i rozszerza się Polska C, której spora część – choć nie wiadomo jaka - jest „do wzięcia” politycznie przez PiS, ze względu na jej podobieństwo do tej Polski, która dotychczas identyfikuje się z tą partią. Zawartość artykułu wskazuje, że fakty te powoli docierają nawet do Kuczyńskiego.

Jednak z sobie tylko wiadomych powodów W.Kuczyński, „szczery demokrata” i liberał, określa powyższe zamiary, których udana realizacja mogłaby przynieść istotne rozszerzenie społecznej bazy rządzenia i zintegrowanie liczących się środowisk społecznych z polskim systemem gospodarczym i politycznym, „strategią szaleństwa i szaleńców”. Te sformułowania, podobnie jak cytowane wyżej wypowiedzi „demokratów” wywodzących się z grona liderów i autorytetów PO, stanowią dowód ich tęsknoty za jakąś nową wersją porządku mono-partyjnego, bo przecież bieżące notowania tzw. lewicy (którą można nazwać „lewizną”) skazują ją na status tzw. „przystawki”. O co tu więc chodzi?

Wygląda na to, że wbrew zachwytom nad III Rzeczpospolitą W.Kuczyński zna jakąś prawdę o jej rzeczywistości i jej piekle, która może „wylać się” poza te ramy, które zostały stworzone i narzucone polskiemu społeczeństwu przez stare-nowe elity. Przecież nie mogę uwierzyć, że PiS otworzy wrota piekła, w którym żyje W. Kuczyński, bo takiego piekła nie ma; chodzi chyba o to piekło, w którym żyli i żyją ci, których losu On dotychczas nie zauważał. A do wzmocnienia i podpierania takich wrót jakieś struktury totalitarne, nie tylko obecne w Jego,  głowie, mogą okazać się przydatne; ostatnio rządzący Polską podjęli wiele wysiłków na drodze do ich odtworzenia, na początku starając się przywrócić monopol prawdy, „ich prawdy”. Na szczęście, jak pokazuje historia, także najnowsza, takie struktury są skuteczne jedynie do czasu...

PS. Na osobny komentarz zasługuje ostatni, opublikowany w „Rzepie” (swoją drogą, po co marnować tyle miejsca na takie „banialuki”?) artykuł naszego bohatera, o charakterystycznym dla Niego, „soczystym” czy „jędrnym” tytule (a propos, co na to nasze feministki?), w którym prezentuje się on jak ta „żabka” ze znanego „kawału (gdy na zebraniu zwierząt król-lew zażądał aby po jednej stronie stanęły zwierzęta mądre, a po drugiej – piękne, żabka stanęła po środku; na pytanie „przewodniczącego” dlaczego tak czyni, odpowiedziała rezolutnie: „No, przecież się nie rozedrę!”. Przypomniała mi się ona – i żabka, i anegdota, gdy nasz bohater zdystansował się zarówno wobec „sierot” po AWS, jak i UW, w których to ugrupowaniach bywał  i „zausznikiem” (UD), i ministrem, i „szarą eminencją”, i – a jakże -, także oficjalnym szefem doradców. Rządy, w których rządził i doradzał, przyniosły Polsce za każdym  razem jakieś „dodatkowe 0,5 – 1,0 mln. bezrobotnych, nie licząc innych perwersyjnych efektów „wielkich reform” ostatniego z nich. Nie psuje to nigdy dobrego samopoczucia współ-twórcy sukcesów III RP, który, jako człowiek o mentalności post-marksistowskiej dobrze rozumie, czym jest „historyczna konieczność”...Jak mawiał „wielki Klasyk”: „los jednego człowieka może i bywa tragedią ale los milionów ludzi – to tylko statystyka!”. Zgodnie z tą rewolucyjną logiką można, w imię „świetlanej przyszłości” – choć ona być może nigdy nie nadejdzie – poświęcić te „parę milionów”; a innym można zarzucać arbitralność czy woluntaryzm...

A co do rzeczonego dziewictwa – przecież każdy widzi (Ukraińcy mówią, (trochę „z rosyjska”: „i kaniu paniatno”), że III RP nigdy go nie miała, bo utraciła je – zanim powstała - w licznych kontaktach i stosunkach Jej twórców z aparatem PRL-u, a mimo to, głownie zdaniem naszego bohatera, choć nie tylko – wiedzie Jej się dobrze, a nawet świetnie – acz nowych obywateli przybywa Jej coraz mniej, rzekłbym nawet, że raczej ubywa... Można rzec - używając „erotycznej”, choć ludowej konwencji byłego „zausznika” rządów III RP – od dawna nie jest to już „krówka-jałówka” przed wejściem „w sezon” lecz raczej „krowa-jałowa”; taka dobrego „przybytku” na pewno nie przyniesie...


[1] Ostatni przykład: „PiS otwiera wrota piekła”, „Rz”, czwartek 22 lipca.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości