Jest jeszcze jedna kwestia, która w tym kontekście - tzn. w kontekście problemu rzekomej nienawisci i "mowy nienawisci" - od dawna mnie intryguje: chodzi mi o gwałtowną i prawie powszechną niechęć czy wręcz nienawiść przedstawicieli dawnych, post-PRL-owsklich elit do prawicowych radykałów spod znaków PiS. Chodzi głównie o postawy ludzi pokroju A.Wajdy, K.Kutza, licznych aktorów z wybitnymi aktor(k)ami D.Olbrychskim i K.Jandą na czele (choć np. z wyjątkiem J.Zelnika), piosenkarzy (z Młynarskim na czele), wielu dziennikarzy (na czele ze St. Bratkowskim). Chodzi o ludzi, którzy zostali ukształtowani i wylansowani za PRL (często bardzo wczesnej), zdobyli wówczas majatki i sławę, a równocześnie uchodzili - tzn. byli prezentowani i prezentowali się - za swego rodzaju anty-PRL-owską opozycję.
Gdy PRL zaczęła się chylić do upadku - oni gremialnie schronili się najpierw pod "kryszę" (czyli dach) robotniczej "Solidarności", a gdy ta ostatnia stała sie ofiarą nagiego systemu przemocy nazwanego "stanem wojennym" - równie gremialnie skryli się pod dach Koscioła katolickiego. Ten ostatni wielkodusznie przytulił ich do swej szerokiej piersi choć pamiętał jeszcze, że te "młode (niegdyś) wilki" często kąsały jego funkcjonariuszy, tzn. kapłanów, gdy komunistyczna władza ich do tego wzywała. Lata 80-te to był czas, gdy wielu z tych twórców (a często - "tfurców") działało i tworzyło pod opieką Koscioła.
Po 1989 roku ta quasi-elita masowo przeszła na pozycje liberalne - zachwycona Michnikiem i Balcerowiczem - oklaskując nowe porządki nazywane III RP, która stanowiła w bardzo wysokim stopniu PRL-bis. Czuli się oni w tych nowych-starych warunkach jak karpie i karasie w mętnej wodzie.. Znali dobrze obowiazujace tu reguły gry, wiedzieli do kogo i po co chodzić, gdzie zdobyć "kasę" itp. Aliści...
W miarę jak w III RP zaczęły się umacniać prawdziwie anty-komunistyczne i radykalnie-post-solidarnościowe orientacje polityczne i intelektualne ugrupowania - coraz bardziej okazywało się oczywiste, że opozycyjność większości tych niegdysiejszych elit była bardzo koncesjowana. Władze PRL-u bardzo umiejętnie posługiwały się tymi ludźmi dla legitymizowania systemu komunistyczego w Polsce - byli oni tzw. "ludzka twarzą" tego systemu, znaną i lansowaną szczególnie w krajach Zachodu. W rzeczywistości znaczaca ich część mniej lub bardziej jawnie kolaborowała z tym systemem, na co wskazują zarówno tzw. "teczki" (które zostały otwarte), jak i coraz liczniejsze publikacje.
Jest rzecza zrozumiałą, że w nowych warunkach zadziałał mechanizm "detronizacji", z jego psychicznymi skutkami: dawni PRL-owscy "opozycjoniści" serdecznie znienawidzili większość tych anty-komunistycznych radykałów, a także główne ich polityczne ugrupowanie, tzn. PiS, obóz braci Kaczyńskich, Instytut Pamieci Narodowej, Związek Zawodowy "Solidarność", a nawet Kościół katolicki, który podawał im niegdyś rękę. Wykorzystują oni więc wszelkie możliwości i warunki "wolnej ekspresji" do opluwania i delegitymizacji wspomnianych grup i instytucji, przekazując swoim czytelnikom, widzom i słuchaczom nienawiść do tych, którzy zakłócili ich dobre samopoczucie. Przy okazji zasługują się aktualnym władzom, "trzymającym kasę", co w warunkach tzw. gospodarki rynkowej, nawet tak kulawej jak polska gospodarka , daje im szanse nie tylko przetrwania ale nawet pewnej "prosperity"...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)