Włodzimierz Pańków Włodzimierz Pańków
740
BLOG

Co to za gnojki?, c.d.

Włodzimierz Pańków Włodzimierz Pańków Rozmaitości Obserwuj notkę 7

Obrzydzenie mnie bierze, gdy słucham kpin i drwin uczniów i uczennic J.Urbana, w stylu Kuźniara czy Olejnik, głównie skupionych w TVN-24, na temat tego, czy było lepiej być internowanym czy też "wolnym" w warunkach "stanu wojennego". Ci gówniarze nie pamiętają o tym, co się działo w ciągu dwóch tygodni po wprowadzeniu tego "stanu", a także przez ponad 7 następnych lat ówczesnej PRL-owskiej wolności. Jakoś nikt nie wspomni ani słowem o krwawej pacyfikacji Kopalni "Wujek", o niemal dwutygodniowym, podziemnym  strajku w Kopalni "Piast", o taranowaniu przez czołgi setek bram wielkich zakładów pracy, pałowaniu i polowaniu na ich obrońców.

Owszem, intenowani przeżyli chwile, a nawet dni strachu, bo nie wiedzieli, czy nie pojadą na Wschód lub do NRD, czy nie staną przed plutonem egzekucyjnym. Ale kto wówczas nie przeżywał chwil strachu - nie tylko ci najaktywniejsi, wręcz bohaterowie, jak górnicy, stoczniowcy, metalowcy itp. Wszyscy żyli w strachu, Polacy "na wolności, a  nawet ZOMO-wcy, ORMO-wcy, PZPR-owcy (wówczas ponad 2 mln. "towarzyszy", może 2,5,  oraz żołnierze, zkoszarowani w kluczowych miastach i miejscach PRL i straszeni przez aparat Urbana zamierzona rzezią w wykonaniu członków "Solidarności"  - jak dzisiaj straszy się funkcjonariuszy  TVN i "Gazety Wyborczej").

Internowanie było akcją dobrze przemyślaną i zrealizowaną. Od 1968 roku, gdy pierwszy raz zetknąłem się z SB, ucvzestnicząc w protestach przeciwko inwazji Czechosłowacji, byłem i jestem przekonany, że dysponowała ona dobrymi fachowcami; wielu zdolnych i wykształconych Polaków oddało się tej ważnej dla "komuchów" Służbie. Piszę to jako socjolog.

Internowano wielu TW, którzy już wcześniej weszli do takich czy innych władz Związku "Solidarność, aby inwigilować innych internowanych. Wielu nie zatrzymano, aby postawić ich w dwuznacznej sytuacji, a równocześnie kontrolować ich bogate kontakty; to prawdopodobnie był porzypadek J.Kaczyńskiego. Było wielu takich, szczególnie lokalnych przywódców "S", którym pozwolono "się ukrywać", także w tym celu, by docierać do ich współpracowników i kontrolować lokalne "siatki" "S"; takie były prawdopodobnie przypadki Z.Bujaka i W. Frasyniuka, którym jeszcze dla niepoznaki budowano legendę sprawnych i przebiegłych "bohaterów", z której żyją do dzisiaj jako rentierzy i/lub własciciele akcji "Agory".

Teraz ci skądinąd wybitni przywódcy "Solidarności "naziemnej"  i tzw. Podziemia - plus Z.Janas, O.Krzyżanowska, B. Lis i kilku innych, zawzięcie i przy każdej okazji legitymizują post-PRL-owskie elity: aktorów, reżyserów, piosenkarzy, dziennikarzy, którzy kiedys udawali, że walczyli z "komuną", a dorabiali się i pieniędzy, i pozycji społeczno-zawodowej. Coś za coś, nieprawdaż?!

Ale o ile już wtedy słyszeliśmy informacje, oczywiście, ograniczone, o codziennych śmiertelnych ofiarach wśród robotników, rolników, kapłanów itp. - nie słyszałem także o tego rodzaju ofiarach, choćby samobójczych,  wśród ludzi aparatu, czasami podobno "ludzi honoru" - o tyle nie słyszałem i nie czytałem o tym, by działa się jakaś realna krzywda tysiącom internowanych (Frasyniuk był podobno bity ale juz jako aresztant). Po okresie strachu żyło się im - nawet w warunkach dokuczliwego ograniczenia "wolności" - całkiem znośnie: kraje zachodnie i polski Kościół katolicki urochumiły bogatą pomoc materialną ("paczki"), naciski, poradnictwo itp., które trochę "umilały" miesiące internowania. "Wzorcowe" wręcz było traktowanie głównego "aktora", Wałęsy" i kilkudziesięciu ludzi z czołówki "Solidarności", którzy mogli - w ocenie władz  PRL - pomóc  tym władzom wyjść ze ślepej uliczki, w którą "wpakowały" one Polskę swoją polityka wenętrzną i zewnętrzną.

A równocześnie bezwzględnie pacyfikowano miliony robotników, rolników czy inteligentów, którzy starali się w taki czy inny sposób organizować i stawiać opór, co rozpoczęło się natychmiast po wprowadzeniu "stanu wojennego". To zapewniało, że w każdej chwili można było przejść z kategorii "wolnych" do kategorii "aresztowanych", skazanych, uwięzionych, zwolnionych z pracy (niżej podpisany utracił pracę na ponad trzy lata - jeszcze w 1986 roku - i wprawdzie objęła mnie tzw. "abolicja", to nie dostałem nawet "złamanego szeląga" odszkodowania za ten okres, który był istotną wyrwą w karierze zawodowej), wcielonych do armii, wygnanych z kraju itp.

Oczywiście, mieliśmy świadomość, w jakim kraju żyjemy i z jaką "swołoczą" mamy do czynienia. Ale nie myśleliśmy wtedy, że ta "swołocz" będzie się panoszyć aż do dzisiaj, pluć na nas niemal z każdego ekranu i mikrofonu, znajdując sie zresztą pod ochroną, nie tylko "duchową", niektórych ówczesnych "internowanych", na czele z Wałęsą, Komorowskim, Mazowieckim, Michnikiem, Lityńskim,  itp...

Ot, los człowieka...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Rozmaitości