TYLKO DWA NAIWNE, "TEORETYCZNE" PYTANIA, POSTAWIONE PRZEZ CZŁOWIEKA, KTÓRY OD KILKUDZIESIĘCIU LAT, OD CZASU DO CZASU, INTERESUJE SIĘ PROBLEMATYKĄ PODEJMOWANIA DECYZJI (ZNAM LEPSZYCH ZNAWCÓW TEJ PROBLEMATYKI, M.IN. W MOJEJ SZKOLE, WIĘC KIERUJĘ JE RÓWNIEŻ DO NICH), DOTYCZĄCE KONKLUZJI Z "RAPORTU", sformułowanych (dobitnie!) przez Przewodniczącego Komisji :
pytanie nr 1. CZY MOŻNA PODJĄĆ TRAFNE (SŁUSZNE, "RACJONALNE", "OPTYMALNE" itp.) DECYZJE - bo zdaniem Ministra Millera, takie były decyzje polskich lotników feralnego dnia w TU-154 - NIE DYSPONUJĄC ODPOWIEDNIMI INFORMACJAMI, DANYMI, PRZESŁANKAMI , itp., NA KTÓRYCH POWINNY ONE BYĆ OPARTE (pomijam trudną do wyobrażenia sytuację, gdy mogliby oni mieć bezpośredni kontakt z Duchem Świętym)?
Niemal cała zawartość Raportu Millera udowadnia, że szeroko rozumiana "infrastruktura" lotu, POLSKA I ROSYJSKA, takich informacji członkom załogi Tu-154 nie dostarczała, począwszy od informacji meteorologicznych, poprzez te o zapasowych lotniskach aż po realne położenie samolotu, kilka minut czy kilkanaście sekund przed uderzeniem samolotu o ziemię.
Co więcej, pilotujący samolot lotnicy otrzymywali, szczególnie w ostatniej fazie lotu, fałszywe informacje ze swego otoczenia.
pytanie nr 2. CZY I CO MOGŁA (BY) ZROBIĆ "RACJONALNEGO" ZAŁOGA SAMOLOTU, najwidoczniej - co "Raport" pokazuje dobitnie - WCIĄGNIĘTA PRZEZ ROSYJSKICH KONTROLERÓW, INTENCJONALNIE BĄDŹ NIE, W PUŁAPKĘ ("ŁOWUSZKU", jak powiedział jeden z rosyjskich ekspertów w jednym z telewizyjnych programów poświęconych katastrofie, na co nikt nie zwrócił uwagi) CZY TEŻ ZASADZKĘ, W MOMENCIE, GDY DOTARŁY DO JEJ CZŁONKÓW PRAWDZIWE INFORMACJE O REALNYM POŁOŻENIU KIEROWANEGO PRZEZ NIĄ (i Ich) SAMOLOTU (O ILE TAKIE INFORMACJE DOTARŁY?)?
Spora część analiz zawartych w "Raporcie" zarzuca bowiem polskiej załodze brak przygotowania do tego rodzaju lotu, co być może jest słuszne. Ale, dopytuję: 1. czy znalazłaby się załoga (oblatywaczy lub akrobatów), która wyprowadziłaby taki ogromny i, jak się okazało, niesterowny, samolot z takiej pułapki czy zasadzki; 2. Jakie cechy musieliby posiadać jej członkowie i co musieliby (mogliby?) w tej sytuacji zrobić aby uratować przynajmniej część pasażerów?
Proszę polskich ekspertów, współautorów "Raportu", o odpowiedzi na te pytania i postawienie ich ekspertom rosyjskim, w tym szczególnie - tym z MAK-u.
PS. Mam jeszcze dodatkowe pytanie do Prezydenta RP i Jego Kancelarii: pracuje u Was niejaki Kuźniar(imienia nie pamiętam, przepraszam, widzę, że dobrze biega po "moim pastwisku" na Górce Szczęśliwickej), chyba oficjalnie to doradca Prezydenta d/s stosunków z USA i Rosją, który po Raporcie MAK-u twardo wypowiadał się w telewizji w obronie rosyjskich kontrolerów ze Smoleńska; pytam więc: czy jest to prawdziwy doradca Prezydenta RP czy też rosyjski tzw. "agent wpływu"? No i dla kogo on pracuje? Czy dla tych samych, co "ten Turowski" z Watykanu, polskiej SB i z Moskwy, podopieczny byłego kandydata PO na Prezydenta RP, ministra R.Sikorskiego, wysłany przez tego ostatniego do Moskwy, i obecny na "lotnisku" w Smoleńsku, w dniu katastrofy?
Skąd się bierze tak dobra "obstawa" oraz obsługa intelektualno-operacyjna, "naszych" prominentów?
Kto "rzuca" takich "facetów" na strategiczne, dla polskiej polityki zagranicznej, miejsca?


Komentarze
Pokaż komentarze (4)