Jak wiadomo, jeden z cesarzy rzymskich wprowadził do Senatu...konia; był to chyba, uwzględniając specyfikę ówczesnych "mediów", zabieg piarowski - cesarz Kaligula chciał chyba zakpić sobie z senatorów i Senatu. Senatorowie, sterroryzowani przez obowiazujące wówczas zasady politycznej poprawnosci i siepaczy cesarza Kalliguli, obradowali w towarzystwie bydlęcia; nie wykluczamy, że pracowali nad ustawą o związkach partnerskich, której dalekosiężne skutki - poprzez pogłębienie kryzysu demograficznego - doprowadziły do upadku Rzymskiego Imperium. Widok cesarskiego konia nie pozwalał im skupić się na poważniejszych problemach, które zaczęli skuteczniej rozwiązywać "raczkujący" w tamtym czasie - i jeszcze długo prześladowani - chrześcijanie...
Dzisiejszy, jeszcze nie w pełni spełniony, polski Kalligula czyli poseł Palikot, szef "ruchu" jego imienia, zrobił w naszych czasach coś podobnego i musi liczyć się z tym, że jego "konie", wprowadzone do (jeszcze - polskiego?) Sejmu - za ich zgodą - będą wzbudzały tzw. mieszane uczucia i reakcje, od aklamacji po nienawiść i obrzydzenie.JIch wprowadzenie do Polskiego Parlamentu juz poważnie zakłóciło - i będzie zakłócać - jego funkcjonowanie i skuteczność...
Oczywiście, te "konie" to także "stworzenia boże",nawet wymagające szacunku, sęk jednak w tym, że, po pierwsze, raczej nie uznają one faktu istnienia Stwórcy i nie oczekują od Niego opieki, i, po drugie, żądają one nawet usunięcia Jego symboli z przestrzeni, do której nieopatrznie zostali wpuszczeni (tak jak hitlerowcy do Reichstagu Republiki Weimarskiej) przez wyborców. Można więc powiedzieć, że głos Pani Profesor Pawłowicz, protestujący przeciwko ich ostentacyjnemu panoszeniu się w (polskim?) Sejmie to głos...boży, także ostrzegawczy.
Bo, traktując rzecz po ludzku i sprawiedliwie, można i trzeba powiedzieć: Jak Kuba Bogu - tak Bóg Kubie!
Niech pan poseł Palikot i jego "konie" walcząc o swoje prawa i liczący się głos w polskich (?) instytucjach poszukają sobie protekcji gdzieś poza Polskimi Katolikami i innymi przyzwoitymi Polakami! Już zresztą wielokrotnie widzieliśmy gdzie jej szukają - w rosyjskiej ambasadzie i podobnych miejscach. Pod koniec XVIII wieku Warszawiacy powiesili kilku podobnych zdrajców nie bacząc na ich wyznanie i pozycję społeczną...
I niech ci zdrajcy nie oczekują szacunku i ew. opieki od przyzwoitych Polaków, skoro nie szanują drogich Polakom wartości, symboli i instytucji! Samo pojawienie sie tych "koni" w polskim (jeszcze) Sejmie jest bowiem po prostu wyzwaniem i prowokacją, tak samo jak niegdyś, 2000 lat temu, obecność konia w rzymskim Senacie. Wszyscy, włącznie z Palikotem i jego "końmi", mamy świadomość tego, co się stało i co się dzieje w polskim(?) Parlamencie ale wstydzimy się o tym publicznie mówić; jedynie prof. Pawłowicz odważyła się na to i chwała Jej za to!

