Z jakichś powodów nie docierają do mnie komentarze, skądinąd ostatnio liczne, do tekstu o "misji P.Glińskiego" (poza jednym, wyświetlanym w jednym miejscu, a niewidocznym - w innych). Ogarnia mnie zachwyt: czyżby blokada na informacje o tej trwającej już ponad 5 miesięcy misji była aż tak skuteczna, że obejmuje także blogi i blogerów? Może zresztą ta misja nikogo nie interesuje - to też byłoby potwierdzenie diagnoz prof. Piotra Glińskiego o śmierci społeczeństwa obywatelskiego w Polsce? Moze ktoś odważny spróbuje mi to wyjaśnić?
W oczekiwaniu na te wyjaśnienia - proponuję trochę lżejszy temat...
Magdalena Środa – do Kościoła albo-li do klasztoru!?
Rzadko jestem w stanie słuchać czy czytać takich „ujadaczy” na Kościół i inne instytucje religijne jak np. prof. prof. M.Środa , Z.Mikołejko czy Hartman, skądinąd ludzi "świeckich" (ich "religią" jest anty-religijność) jest , ale także „uciekinierów” z szeregów kapłańskich, głównie zakonnych, którzy po wypiciu lepszej lub gorszej śmietanki z rozmaitych, związanych z kościołami, stypendiów, krajowych i zagranicznych, namiętnie „kalają” te ich byłe siedziby czyli „matki-opiekunki”, korzystając z zawsze usłużnych „me(r)diów” i ich funkcjonariuszy, rzadko dzisiaj dobrze życzących instytucjom religijnym, działającym w naszym kraju.
Te, za przeproszeniem, „intelektualne”, działania są przepełnione taką hipokryzją, że nie „przebiją” ich nawet wypowiedzi „czołowych hipokrytek PO”, Kidawy-Błońskiej czy Gronkiewicz-Waltz, czy nawet głównego "religijnego "autorytetu" TVN, przepełnionego takąż hipokryzją, red.-"kardynałki" Kolendy-Zaleskiej … Źródłem i przejawem tej hipokryzji jest najczęściej „pochylanie się z troską” nad obecnym stanem i przyszłością Kościoła w Polsce, niezdolnego do "zmodernizowania" Dekalogu oraz wróżenie mu już za 5 -10 lat totalnego rozkładu, rozpadu i upadku…(przy okazji mam poważne pytanie do rzeczoznawców : czy nasi "starsio bracia w wierze" uzywają dalej Dekalogu, i czy zdołali go "zmodernizować"?)
I jedno, i drugie, zresztą, nazywane w socjologii „myśleniem życzeniowym”, a w języku potocznym – „chciejstwem” – występuje pod szyldem głębokiej, rzetelnej „naukowej” analizy, diagnozy i prognozy, a co najmniej – „pogłębionej refleksji intelektualnej”…uprawianej przez „danych intelektualistów”, nie mających pojęcia o tym, czym jest bezstronna analiza stanu jakiejś instytucji, nie mówiąc o „naukowym” prognozowaniu tego stanu, czyli przywidywaniu - opartym na realnych przesłankach - możliwych kierunków ewolucji wspomnianych instytucji, które mogą zawsze przebiegać według wielu, różniących się swoją treścią scenariuszy…
Ale do rzeczy…
Jednak zdobyłem się na przeczytanie takiej kolejnej „ naukowej analizy-diagnozy-prognozy” pierwszej spośród wspomnianych „intelektualistek” – kiedyś bardzo mnie wzruszyła i rozśmieszyła lektura podobnego tekstu prof. Z. Mikołejki – a następnie wysłuchałem kilku jej publicznych występów, w których użalała się (strasznie) na perfidne, anty-feministyczne działania tych wszystkich „samców” czy „machos” przypisywanych do tzw. „lewicy”, a więc : Kwaśniewskiego, Palikota, Kalisza, Millera itp.
Jako rzekłem – przeczytałem i zrobiło mi się Pani Magdy bardzo żal - rzeczywiście, nie ma przed Nią dobrej drogi … Z jednej strony – upadający, a co najmniej chylący się do upadku, „ukochany" przez Panią Magdę Kościół katolicki z jego „przybudówkami”… Z drugiej - wspomniani „herosi lewicy”, podobno blokujący Ją i jej podobne, niczym nie różniące się (jakoby) od mężczyzn koleżanki i/czy „towarzyszki”, a co najmniej lekceważąco odnoszący się do ich wejścia „do polityki”. Wprawdzie brak tu konsekwencji – skoro nie ma różnic miedzy mężczyznami i kobietami, to „po cholerę” tam kobiety? Z drugiej jednak strony można zapytać – to „po cholerę tam mężczyźni”, skoro… nie różnią się oni od swych uzdolnionych politycznie koleżanek/”towarzyszek, itd.? Czy w ogóle należy w tym kontekście brać pod uwagę tak nieistotną cechę człowieka, jaką jest płeć?
Więc życzliwie radzę Pani Magdzie: są na szczęście na świecie, a także w Polsce, b. liczne instytucje, które nigdy nie ignorowały kobiet, a jedną z nich, zresztą Żydówkę, powszechnie czczą, mimo równie powszechnego anty-semityzmu, uznając Ja za Matkę Syna Boga Jedynego…Tak samo – choć trochę inaczej – dzieje się w Polsce, gdzie uznano Ją już bardzo dawno za Królową Polski – i uczynili to głównie mężczyźni, królowie i rycerze, choć także chłopi i górale, którzy poświęcali Jej swoje pieśni bojowe…i „robocze”, nie mówiąc o kolędach. I nawet nie przeszkadzało w tym „polskim anty-semitom” jej pochodzenie; wielu zresztą myślało i myśli, że jest z pochodzenia Polką…, może z Częstochowy…
Czy nie warto tego przemyśleć, Pani Magdo? Czy nie rysują się przed Panią podobne – chociaż może nie tak oszałamiające perspektywy, oczywiście, w przypadku właściwej akcesji? Niech będzie dla Pani dawnym ale dobrym przykładem znana pani niejaka Heloiza, filozofka, narzeczona filozofa Adalberta, podobno też intelektualistka, która jednak nie zadawała się z „lewicą”…(no tak - nie miała w swej epoce takich pokus!), choć w Jej czasach takie pojęcie nie istniało; także dzisiaj we Francji brzmi ono z lekka drwiąco...


Komentarze
Pokaż komentarze (3)