Notki na blogu "żyją" dobę lub dwie; dlatego postanowiłem przypomniec moje notki sprzed niemal dwóch lat. Podjąłem wtedy próbę opisania politycznego kontekstu Tragedii Smoleńskiej.
Mój anty-raport o Tragedii Smoleńskiej, odc.II.
Dawno temu czytałem świetną biografię Krzysztofa Kolumba; dzisiaj już nie pamiętam, kto był jej autorem ale pamiętam, że rozpoczynała się ona od oczywistego i zrozumiałego dla każdego śledczego pytania: kto skorzystał - mógł skorzystać - na odkryciach Krzysztofa Kolumba?A w związku z nim, używając dzisiejszego języka, kto mógł być ew. zleceniodawcą i sponsorem odpowiednich działań, składających się na przedsięwzięcie nazwane potem "odkryciem Ameryki"?
Mój ew. Czytelnik przyzna, że te wstępne - choć oczywiste, nawet dla początkującego prawnika - poszukującego motywów działania sprawcy(ów) jakiegoś wydarzenia, pytania,nie zostały wyraźnie i publicznie postawione w toku poszukiwania ew. sprawców Smoleńskiej Katastrofy; sprawców możliwych choć, oczywiście - pośrednich a równocześnie, najważniejszych "sponsorów"- tzn. takich, których decyzje, polecenia,działania i zaniechania itp. mogły doprowadzić lub doprowadziły do tego, co się wydarzyło rankiem 10 kwietnia 2010 roku na lotnisku (?), a raczej - "lądowisku" Siewiernoje pod Smoleńskiem.
Oczywiście, nie można całkowicie wykluczyć, że to wydarzenie było tzw. "wydarzeniem losowym" ale zważywszy na to, że codziennie na Ziemi ląduje bezpiecznie kilka tysięcy samolotów, prawdopodobieństwo jego wystąpienia było bardzo niskie (specjaliści mogą je dokładnie obliczyć, tak samo, jak mogą obliczyć p-stwo bezpiecznego lądowania "przeciętnego" samolotu).
Postawione wyższej pytania mogą, oczywiście, dotyczyć także wszelkich działań i zaniechań, "czyszczących" i "maskujących", które miały miejsce natychmiast po tym wydarzeniu i trwają do dnia dzisiejszego. Obfitość tych ostatnich może zresztą wskazywać na to - bardziej niż cokolwiek innego - że Katastrofa Smoleńska nie była prostym wypadkiem lotniczym...choć nie można wykluczyć, iż stanowi ona rezultat "autonomicznych działań PR -owskich" państwa, na którego sprzęcie i terytorium - i z pomocą którego, pożal się Boże, "infrastruktury" - wydarzyła się koszmarna katastrofa lotnicza...
Gdy się próbuje chłodno i bez uprzedzeń odpowiedzieć na powyższe pytania, to, niestety, trzeba odpowiedzieć, że na Katastrofie Smoleńskiej - uwzględniając skład samolotu Tu-154, z nielicznymi wyjątkami - mogło skorzystać i wciąż korzysta wielu beneficjantów. I ze ściśniętym sercem należy całkowicie na chłodno stwierdzić, że znajdują się oni nie tylko na wschód od Polski ale również w naszym Kraju.
I choć może ostatecznie odstręczę od mojego blogu część jego czytelników, to muszę się podzielić myślą - ktoś może powie, że obłędną - która przeleciała mi przez głowę owego feralnego dnia, 10 kwietnia "roku pamiętnego", gdy zobaczyłem w telewizji ów równie pamiętny uścisk i pocałunek, możliwie, że "judaszowy" - nad świeżym trupem Prezydenta RP - byłego KGB-isty (n.b. czy można być byłym "czekistą"?), Vladimira Putina i Premiera III RP, Donalda Tuska, i którą można by ubrać w możliwe myśli tych dwóch, obiektywnie najważniejszych beneficjantów Smoleńskiej Katastrofy: "No, mamy ten problem z głowy!".Nie musieli tej myśli wyrażać - nieco wcześniej przybrała ona niedokończoną formę w wypowiedzi dzisiejszego Prezydenta RP' po jakiejś wyprawie swego Poprzednika: "Jeszcze jeden taki lot i..,."
A problem narastał od r. 2005, od chwili, gdy leżący obok, teraz już nieżywy Prof. Lech Kaczyński został wybrany, w powszechnych i demokratycznych wyborach, na Prezydenta RP.


Komentarze
Pokaż komentarze