Podobnie jak większość jeszcze myślących i zainteresowanych życiem publicznym Rodaków prawie codziennie zastanawiam się nad tym, co się dzieje w naszym Kraju; od pewnego czasu z róznych źródeł, głównie nazywanych lewicowymi, ale także z jakiegoś naszego Centrum politycznego (czy też oficjalnego Establishmentu) płyną lamenty nad narastaniem, prawdziwym czy rzekomym, fali nacjonalizmu czy nawet faszyzmu. Warto poświęcić tej kwestii kilka refleksji z dystansu, na jaki może się zdobyć, ktoś, kto trochę zawodowo uprawia od niemal 50 lat zawód socjologa, ale kto także jest zaangażowanym obywatelem swego Kraju...
I zacznę od takich elementarnych spraw, które dotyczą języka, terminów, pojęć czy etykietek uzywanych w tej naszej debacie.
Otóż w tej debacie dość beztrosko mieszane są takie pojęcia jak narodowiec czy nacjonalista, faszysta, nazista, szowinista, znacznie rzadziej - patriota. Warto przypomnieć, że gdy jesteśmy członkiem Narodu, polskiego czy francuskiego, izraelskiego czy holenderskiego, i gdy się z nim identyfikujemy, to możemy być uznani nie tylko za patriotów, ale także za narodowców czy nacjonalistów. Nikt nie odmawia prawa Szwedom, Anglikom, Rosjanom czy Hiszpanom do bycia nacjonalistami.
Pamiętam, że w naszych badaniach wspólnych z francuskimi socjologami, na czele z A. Touraine'em, stwierdziliśmy, że "Solidarność" była także ruchem narodowym, a jej uczesticy - nacjonalistami, ale jak powiedział wówczas wspomniany socjolog - ten polski nacjonalizm miał charakter defensywny, obronny. Nowożytna historia Polski - ostatnie 250 lat tej historii - potwierdza te konstatacje, chociaż zdarzało się Polakom podejmować akty agresji wobec sąsiadów (Kowno, Zaolzie, może też zajęcie Wilna) czy nawet współobywateli (Ukraińców czy Żydów), na ogół w charakterze odwetu za przeżyte krzywdy, prawdziwe i urojone.
Gdy sie porówna "zasługi" polskiego nacjonalizmu i nacjonalistów ("narodowców") z wyczynami nacjonalizmu i nacjonalistów, niemieckich, rosyjskich (często nierosyjskiego pochodzenia), francuskich czy brytyjskich (w Azji czy w Afryce), izraelskich, tureckich - to naprawdę nie mamy światu czym "zaimponować". A mimo to zarówno znacząca część naszych elit, jak i przedstawiciele wymienionych wyżej nacjonalizmów często przypisują polskim nacjonalistom jakieś straszliwe postawy, działania i zbrodnie, stosując znana od dawna zasadę "Łapaj złodzieja!". Ostatnio mamy powrót takiej "historycznej polityki" ze strony nacjonalistów niemieckich i "histerycznej propagandy" uprawianej przez część polsko-języcznych mediów.
O ile pamiętam, historia nie zanotowała jakichś licznych polskich ofiar polskiego faszyzmu i polskich faszystów, chociaż istniały w II RP liczące się ugrupowania polityczne, a w czasie II Wojny Światowej - formacje militarne o orientacji zbliżonej do faszyzmu (ale raczej nie nazizmu); nie było też poważnych aktów kolaboracji polskich faszystów z nazistam czy innymi faszystamii, poza końcowymi miesiącami II Wojny Światowej.
Polskie ofiary wojenne, głównie wśród ludności cywilnej, to, z jednej strony ofiary nazizmu w okresie niemal 6-letniej okupacji, z drugiej zaś - ofiary masowych mordów i deportacji dokonanych w okresie stalinowskim (pomiędzy r.1937 a 1953) przez ościennych i rodzimych komunistów. Publikowane od dawna oficjalne szacunki liczbowe, mówiące o ok. 6 mln. ofiar, mają niewiele wspólnego z prawdą, bo Polska "wchodziła" w II Wojnę z ok. 37 mln. ludności, a wyszła z niej - z 24 mln. obywteli (na odmiennym terytorium).
O ile naziści i faszyści (np. ukraińscy) zostali w ten czy inny sposób ukarani za zbrodnie popełnione na Polakach i polskich obywatelach, o tyle zbrodniarze komunistyczni, ościenni i rodzimi, praktycznie nie ponieśli żadnych negatywnych konsekwencji swych zbrodniczych działań. Ci pierwsi ze zrozumiałych względów, będąc poza zasięgiem polskiego wymiaru sprawiedliwości, ci drudzy zapewnili sobie bezkarność dzięki porozumieniom Okrągłego Stołu; od 25 lat korzystają z pełni praw publicznych, uzupełnionych w nowych warunkach ustrojowych o prawa własności, z których korzystają także ich potomkowie.
W tych warunkach bunt polskich "narodowców", nacjonalistów czy też ludzi, szczególnie młodych, nazywanych przez większość mediów III RP także "faszystami" - celem ich dyskredytacji - wydaje się w pełni naturalny i zrozumiały. Widząc Polskę Tuska opanowaną przez post-komunistów, ich potomków i kolaborantów - domagają się pełni praw i jakiejś "nowej grubej kreski" dla swej "nacjonalistycznej formacji", która w warunkach kryzysu nie ma wiele do stracenia, a do zyskania - sporo.
Mając, jak narazie, stosunkowo czystą hipotekę - domaga się jedynie równego traktowania, takiego, jakie stało się już udziałem dzieci polskich komunistów i post-komunistów


Komentarze
Pokaż komentarze