Wracam do tematu strategicznego dzisiaj, zarówno dla Polski, jak i Ukrainy...
Bo oglądanie tego, co się dzieje w moim kraju może jedynie skutkować głęboką depresją, szczególnie o tej porze roku, i mimo nadchodzących Radosnych (z definicji) Świąt!
Na wczorajszym "partei-tagu" PO przemawia dyktator, wspiera go paranoik, a zmiażdżony rywal płaczliwie prosi o łaskę; kiedyś, gdy żyli jeszcze mężczyźni, w takich sytuacji proszono raczej o"łaskawy cios" ("coup de grace"). Obrazy z lat 30-tych XX wieku, kombinacja hitlerowskiego nazizmu i stalinowskiego komunizm; czujemy zażenowanie i przerażenie, bo to się dzieje w "demokratycznej partii demokratycznego kraju". Obok ponure, zmęczone twarze, m.in. "nowej energii" czyli Ministry Nauki i Szkolnictwa Wyższego, niegdyś mojej bliskiej koleżanki, zasłuzonej dla III RP... Smutno mi się zrobiło.
Wracajmy więc na Wschód, a potem na Północ. To, co się dzieje w Kijowie iwielu ukraińskich miastach, powędruje wkrótce na Pólnoc - do Moskwy, Petersburga i Mińska. Dlatego Putin tak zawzięcie próbuje spacyfikować zbuntowanych i walczących juz prawie miesiąc Ukraińców, walczacych, podkreślam, bezkrwawo!
Kilka lat temu wybuchły bunty w Moskwie. Rozmawiałem z ich uczestnikami i analitykami, pytając o analogie do ukraińskiej Pomarańczowej Rewolucji. Mówili,że to co się w Moskwie działo, było jej powtórką, znacznie spóźnioną. Myślę, że za jakiś czas doczekamy kolejnej powtórki. Może ona dac impuls Białorusinom, a może nawet Polakom.
Pamiętajmy: dziś Ukraińcy walczą także o nasza bezpieczną przyszłość
Pamiętajmy także: Węgrzy byli pierwsi i poszli najdalej. Nie dajmy się im tak bardzo zdystansować, bo będzie nam wstyd!


Komentarze
Pokaż komentarze (7)