Komentuj, obserwuj tematy,
Załóż profil w salon24.pl
Mój profil
Włodzimierz Pańków Włodzimierz Pańków
198
BLOG

"Powtórka z rozrywki?"

Włodzimierz Pańków Włodzimierz Pańków Rozmaitości Obserwuj notkę 0

19.02.2013r

Boni do Brukseli?

Postanowiłem przypomnieć trzy moje notki sprzed wielu miesięcy:

"Boni jest dobry na wszystko?!   

"Od kiedy M.Boni - polonista, podziemny związkowiec i, jak się okazało,  agent SB, stał się "podporą" i największym specjalistą od wszelkich problemów ekonomicznych i społecznych III RP - czuję się jak szwagier Nikodema Dyzmy ze znanego i świetnego serialu (nazwiska nie pamiętam) mistrzowsko zagrany przez Wojciecha Pokorę. Zdarzyło mi się współpracować z Bonim w tzw.podziemiu, współtworzyć struktury NSZZ "Solidarność" Regionu Mazowsze, "pilotować" Go w Paryżu, gdzie występował w 1989-90 latach jako wybitny przedstawiciel solidarnościowego podziemia. Nosiłem go na rękach, bo, jako człowiek dość mikry i słaby fizycznie, bardzo łatwo się upijał...
 Nie zamierzam przy tym Jego demaskować - jak to się stało w serialu - bo nie wykluczam całkowicie, że jest to geniusz, który wyprzedził wszystkich znanych w III RP specjalistów pod względem "znajomości wszystkich ważnych rzeczy", tak jak to się przydarzyło Jego wielkiemu poprzednikowi w II Rzeczpospolitej; może zresztą któregoś dnia tzw. elity III RP same zorientują się, co ów geniusz jest wart.
 Sam zresztą fakt, że ponad dwadzieścia lat po odrodzeniu względnie suwerennej Polski ta , za przeproszeniem, elita musi sięgać po takiego geniusza, jest dobrym świadectwem tego, z czego się ona składa.
Różne rzeczy można myśleć i mówić o Balcerowiczu, Kołodce, Hausnerze czy Belce - że wymienię głównych spośród tych, którzy "robili" w ekonomii i polityce społecznej - i o owocach ich działalności, ale byli to i są rzeczywiści fachowcy, specjaliści, choć niektórzy - doktrynerzy, szczególnie wręcz stalinowski doktryner L.Balcerowicz, wyznawca "praw historii".

Dla mnie M.Boni to przyuczony ignorant-samouk, który wykazał wielką elastyczność - przeszedł drogę od związkowego działacza podziemia do agenta, "ochroniarza" nomenklatury (autor hasła o "rozciągnięciu parasola nad reformami", głównie zaś - uwłaszczeniem nomenklatury), potem gorliwego ministra-neoliberała aż po "głównego specjalistę" od wszystkiego, wręcz zbawcę rządów Tuska, ostatnio mówią - "nad-premiera", nie przewidzianego w Konstytucji III RP, bo takim jest chyba Prezydent; marszałkini SEJMU bywa chyba pod Premierem ( nie dostrzegam żadnej niezależności).
 Jak mawia znajoma Ukrainka: "O ludy dobre!", jakimiż my "zasobami ludzkimi" dysponujemy!!! (w 22 roku rządów III RP). Dokąd tacy specjaliści zaprowadzą nasz naród i nasze państwo? Pamiętam, że gdy Boni odchodził do Ministerstwa Pracy, z Regionu, ktoś - może to była św. pamięci Grażyna Gęsicka, a może nasza sekretarka - powiedział: Michał, nie zrób nam wstydu! Nie posłuchał; teraz jest, tak jak L.Balcerowicz, neo-stalinowcem: pojedyńcze losy, choć nawet dramatyczne, nie są ważne; liczą się parametry i statystyka! Tak jak gdyby ludzie żyli wielokrotnie!"

 

"Minister Boni i Ministra Bieńkowska - przed Trybunał Stanu 

W notce o klęsce polskiej informatyki proponowałem aby osoby jej winne - i za nią odpowiedzialne - (pisałem o Bonim, a zapomniałem o Ministrze Bieńkowskiej) wysłać do Brukseli, aby szukały tam utraconego przez Polskę  1,2  mld euro, który kiedyś była skłonna wyłożyć UE na informatyzację naszego Państwa, w tym, szczególnie, naszej Ochrony Zdrowia. Jednak doszedłem do wniosku, że jest to propozycja zbyt łagodna dla tych ignorantow i "partaczy"...

Myślę, że w trybie pilnym ("nagłym", jak się mawiało w II RP) nalezy ich postawić przed Trybunałem Stanu, animując te instytucję, która dotychczas nic nie znaczy i nic nie robi. Mam nadzieję, że Jego wyrok będzie w stanie zmusić wszystkich osobników, odpowiedzialnych za Inform-aferę (jest ich kilkuset), do zwrotu Skarbowi RP owej okrągłej "sumki" pieniędzy, utraconej przez Polskę...

Proporcjonalnie, wedle zasług!"

 

Dlaczego ośmielam się ponownie publikować moje notki sprzed wielu miesięcy?

Ano bo dzisiaj czytam w Rzplitej tytuł: "Rząd po nowemu. Boni do Brukseli?" (He, he, he , he! - to mój rehot).

A poniżej tego tytułu czytam: "Jak dowiedziała się "Rz", "ciekawa i konieczna korekta w rządzie" (jak  obiecuje D.Tusk na srodę)  może ...dotyczyć ministra administracji i cyfryzacji. Coraz częściej mówi się, że Michał Boni planuje zamienić Polskę na Brukselę. Chodzi nie tylko o resort czy politykę ale także sprawy prywatne (kolejna kochanka czy coś gorzego?).  I dalej: "Premier nie będzie mu robił problemów, bo Boni nie jest najlepiej ocenianym przez niego ministrem (wreszcie?!). ... Boni ma bowiem na koncie wiele spektakularnych  wpadek (sic!) - poczawszy od ACTA, przez zaostrzanie przepisów o zbiórkach publicznych (czyli żebractwie - to akurat godne poparcia - W.P.) po informatyzację, która wciąż pozostaje tylko na papierze... Uważany wcześniej za speca od gaszenia rządowych pożarów (wiem że "kiwał" ufajacych mu zwiazkowców) - dziś gasi głównie te, które sam wywołuje"....

Gdy się to czyta - i jesli to jest prawda - to resztki włosów staje na głowie. Partactwo, cynizm, kolesiostwo (to "Boni planuje zamienić Polske na Brukselę) - dalsza negatywna selekcja kadr, i to chyba w ważnych miejscach... No ale przecież: "Dał nam przykład Jerzy Buzek, jak "partolić" mamy!".

Jak już spieprzyli w Kraju, co tylko można było spieprzyć (jak mówił "klasyk") - to spieprzają do Brukseli! A nie są pozywani przed Trybunał Stanu...

 PS. Czymże jest, wobec powyższych pomysłów Tuska, Arabskiego i Boni'ego, tzw. "Projekt P.Gliński", wyśmiewany m.in. na tym blogu przez paru bezmyślnych, tępych bydlaków, rodem z  "komuny" i platformerskiego "bagna" czy palikociarskiego "szamba"?!

Jest małym, eleganckim, sympatycznym  i mądrym Panem "Pikusiem".

W świetle tamtej, tzn. Tuska, za przeproszeniem, "polityki personalnej" naprawdę widać, że PiS-owcy, J.Kaczyński i prof. Piotr Gliński naprawdę wiedzą, co czynią i czynią to w dobrym stylu; i ze świadomoscią tego, że polityka to nie tylko "sztuka rzeczy możliwych" - to bardzo często także "sztuka rzeczy koniecznych"!

A także zdolność przyzwoitego i poważnego działania także w polityce - która u nas zanikła... Instytucje polityczne, na czele z Parlamentem, zostały przekształcone w kabarety, w których się rozśmiesza ludzi i jeszcze za to "bierze kasę"...

9.03.2012 15:09 Odsłon: 549 1 Komentuj

Dlaczego milczymy o Info-Aferze!

Intryguje mnie milczenie mediów, także naszego Salonu, na temat ujawnianej od kilku dni przez "Rzepę" tzw. Info-Afery, która według wstępnych szacunków mogła kosztować sektor instytucji publicznych dziesiątki milairdów złotych, i przez ktorą prawdopodobnie Polsce zostaną odebrane przez UE setki milionów euro, przeznaczonych na informatyzację tych instytucji.

Nie prowadzę żadnego śledztwa ale dość przypadkowo dowiedziałem się, że w tę aferę uwikłani sa głównie politycy z PSL oraz instytucje zarzadząne przez ludzi tego Stronnictwa - mniej spektakularnego segmentu postkomuny III RP. Nie jest wykluczone, że względne milczenie mediów o Info-Aferze to próba stworzenia warunków, w których skuteczny okaże się szantaż ze strony PO wobec jej alianta, np. w sprawie tzw. "reformy" emerytalnej.

Ludzie, nie dajcie się uciszyć i /lub zmanipulować! Prawda w tej Aferze 20-lecia III RP powinna byc jak najszybciej ujawniona i ogłoszona!

O ile po karastrofie w Szczekocinach tzw. redaktor Miecugow mógł nawoływać w "Szkle kontaktowym": Nie szukajmy winnych, zajmujmy się niewinnymi czyli jeszcze żywymi ofiarami (oraz zaledwie 16 zamordowanymi przez "reformatorów" PKP), o tyle w przypadku Info-Afery ofiarami jesteśmy wszyscy, zaś bineficjantów jest setki i wciąż są na wolności i być może właśnie szykują sią do ucieczki w jakieś zaciszne miejsce, bo mają za co uciekać.

Historia jak z "Nikodema Dyzmy"!

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości