Wprawdzie jako socjolog "starej daty" jestem przekonany, że jedno zdanie krytyki, szczególnie w odniesieniu do rozmaitych instytucji i organizacji, jest więcej warte niż dziesięć zdań pochwał, które formułują rozmaici apologeci "tuskizmu", III RP itp. - zdecydowałem się na ten optymistyczny tytułe notki, który na pewno zdziwi moich Czytelników, przyzwyczajonych do mojej zjadliwości "starego zgreda" czy "zgryźliwego tetryka". Moż bierze się to z faktu, że zaczyna się znów Nowy Rok, tym razem - według "kalendarza juliańskiego" - a byłem ochrzczony jako greko-katolik...
Mój optymizm nie jest przy tym wywołany ostatnią, nieodpowiedzialną "paplaniną" premiera Tuska i jego kompanii, czego świadectwo dałem juz w innej notce; sadzę, że ich słowa, po 6 latach rzadów (prawda, niektórzy przyszli do tej "kompanii" niedawno) są tyle warte, co przysłowiowy "zeszłoroczny śnieg". Jak się mawiało w mojej młodości: "mowa-trawa, ksiądż bikiniarz!" (nie wiem dlaczego ten "ksiądz-bikiniarz", może wówczas było to tak samo prawdziwe określenie, jak dzisiaj "ksiądz-pedofil"); inne dobre określenie: "bicie piany". Ci gadajacy, chociaż młodzi, przyswoili sobie sposób używania "drętwej mowy", której mistrzami są były premier Buzek i dzisiejszy Prezydent III RP, że nie odwołam się do ich komunistycznych poprzedników i mistrzów...
Otóz mój optymizm bierze sie zupełnie z innych źródeł: otóż uświadomiłem sobie, że wreszcie mogę, w mojej Ojczyźnie, z radościa kupić i przeczytać co tydzień - a nawet codziennie - kilka tytułów, które daleko odeszły od tej obrzydliwej "papki", którą karmiło nas przez prawie ćwierćwiecze III RP większość prominentów tej "niepodległej, wolnej Polski", a także - większość "medialnych funkcjonariuszy" wspierajacych ich "organów". Tych ostatnich nie wymienię, są wciąż jeszcze reklamowane i reklamują się same; mam nadzieję, że znikną gdy dostateczna ilość Polaków podejmie ich bojkot, na który już dawno zasłużyły(li); trucizny, która z nich się saczy wystarczy jeszcze, niestety, na wiele długich lat, a ich ofiary, bezpośrednie i pośrednie, długo będą się błąkać po autostradach Europy i Polski...
Dzięki uporowi i aktywności wielu ludzi mogę dzisiaj czytać "W Sieci", "Do Rzeczy", "Gazetę Polską", codzienną i tygodniową, czasami "Uważam Rze" (nawet po "wykastrowaniu"), "Plus+Minus"; mogę wreszcie "wpuszczać" do mego mieszkania, bez wściekłości i wstydu, Telewizję "Republika" - nawet jeśli niejaki Ziemkiewicz plecie tutaj "androny" w stylu Balcerowicza czy czy Gadomskiego (w kwestiach pracy i socjalnych) , itp... Ważne, że nikt tu nie udaje kogoś, kim nie jest i nigdy nie będzie...
Jako były zwolennik anty-komunistycznej lewicy - dzisiaj jej nie ma w moim kraju, a więc nie mam czego wspierać - muszę przyznać, że dzisiejsza "prawica" (cokolwiek to oznacza) od lat,z coraz większym natężeniem tłoczy świeże powietrze prawdy w głowy moich Rodaków. Jestem wdzięczny tym "prawicowcom" i życzę im największych sukcesów w ich cywilizacyjnej misji!
Jeśli przyszła rzeczywistość zaczyna się w dzisiejszych umysłach i sercach - co jest dzisiaj banałem - to jestem coraz bardziej pewien, że mój Kraj i mój Naród znajduje się, dzięki tym ludziom, na dobrej drodze. Co więcej, myslę, że jest już może w połowie drogi do normalnego świata,bez "komuchów" i "komsomolców", a może trochę dalej...
Bo jak mi kiedyś, jakieś 40 lat temu wytłumaczył pewien mądry człowiek, Rosjanin, z Nowosybirska, "Władzy się nie oddaje - władzę się odbiera!". I dobrze by było, żeby została ona, po jej odebraniu, dobrze spożytkowana...


Komentarze
Pokaż komentarze (3)