Nie zdziwi Państwa fakt, że "z bólem serca" piszę tę notkę, zainspirowaną treścią i tytułu, i zawartością wywiadu z byłym - jednym z czterech "historycznych" przywódców Rewolucji Solidarności - Janem Rulewskim. Tytuł wywiadu: "Wartości zgubione za Okragłym Stołem". Niestety, trzeba "spojrzeć prawdzie w oczy" gdyż, jak powiedział jeden klasyk, tylko "prawda jest ciekawa", a drugi: "Prawda Was(nas) wyzwoli"...
Najpierw przypomnę dwa fakty, jakby ze sobą nie związane, a jednak...
Kiedyś, za poprzedniego systemu, krążyła w moim środowisku,krótka ale "smaczna" anegdota", choć, przyznaję, nie do końca trafna ( bo Marks jednak "zapłodnił" marksistów!):
Pytanie: Ile mają wspólnego tzw. marksiści z Marksem? Odpowiedź: Tyle samo co "kanciarze" z Kantem ?
I drugi fakt.
Kiedyś, na początku transformacji, Zbigniew Bujak, który nie był jeszcze "celebrytą" i "rentierem" Agory, przeprosił Rodaków za Solidarność, sprzedając na jakiejś aukcji swój znaczek Solidarności. Wywołał tym wściekły atak rozmaitych hipokrytów - a było już chyba po "Magdalence" - którzy nie chcieli by na światło dzienne wyszła zdrada ideałów i wartości Ruchu Solidarność przez jego liderów, na czele z Największym Prywatyzatorem tego ruchu i kilkoma jego ideologami, pokroju Michnika.
Muszę przyznać, że do poglądu Z.Bujaka dojrzał także jego prawdziwy ideolog, J. Kuroń, o czym świadczą choćby tytuły Jego przedśmiertnych publikacji ("Kto ukradł Polskę?"). Sam kiedyś dałem wywiad do postkomunistycznego "Przeglądu" - bo gdzie by to "przeszło" - zatytułowany "Tu zaszła zdrada", za który zostałem z lekka "obsobaczony"przez "odwiecznego" Prezesa Fundacji Batorego, A.Smolara...
O tym, co stało się z "Solidarnością", najcelniej, jak dotąd, napisał Amerykanin Dawid Ost, mój przyjaciel, "lewicujący ale uczciwy, w swej książce o wiele mówiącym tytule "Klęska "Solidarności". Gniew i polityka w postkomunistycznej Europie"; jakże trafnie brzmi ta druga część tytułu w obliczu tego, co się już drugi raz dzieje u naszych "pobratymców" (używając języka H.Sienkiewicza). Nawet ideolog neoliberalizmu, obecny doradca rządu Tuska, niejaki - wiecznie obecny na rządowych kanałach telewizji, na czele z TVN - I.Krzemiński popełnił książkę pt. "Solidarność. Niespełniony projekt polskiej demokracji", opublikowaną przez tajemnicze Europejskie (a jakże) Centrum Solidarności w Gdańsku, w ubiegłym roku...
Krótko mówiąc - świadomość zdrady ideałów i wartości, jakie wniósł do polityki i życia publicznego ten wspaniały , niegdyś podziwiany Ruch, zdrady wciąż popełnianej przez tych, którzy się do niego odwołują, i którzy się na te ideały powołują - wciąż rośnie...
Dlaczego teraz o tym piszę, o co mi chodzi?
Myślę, że wiekszość z nas, tzn. ci, którzy jeszcze pamietaja lub wiedzą, z historii, o co chodziło Polakom w tamtym, historycznym czasie, zna odpowiedź na te pytania.
Ponad dwa miesiące temu u naszych "pobratymców" zza Buga nastąpił wybuch Gniewu porównywalny z tym, który ogarnął miliony Polaków latem 1980 roku. Przez dwa miesiące walczą oni, w skrajnie trudnych warunkach, z opresyjnym, represyjnym i nieefektywnym systemem, służącym obcym interesom, i starającym się osłabić osiagniętą tam solidarność "oburzonych", pozbawanych godności, wolności, a niekiedy także życia - ludzi.
A co robią w tym historycznym momencie, w tej trudnej dla milionów Ukraińców sytuacji, nasi rzekomi przedstawiciele, którzy "wydali" z siebie tyle słów o wolności i solidarności, że możnaby nimi zapisać niejedną księgę o setkach czy tysiącach stron? Oni, którzy chcieli uczyć Europę i świat zasad solidarnosci ?
Co robią w tej dramatycznej sytuacji rzekome "solidaruchy" (pogardliwie tak nazywani przez "komuchów"), w rodzaju Komorowskiego, Wałęsy ("pokojowego" noblisty), Tuska, Sikorskiego (rzekomego antykomunisty), Adama Michnika,Jana Lityńskiego, Henryka Wujca?
Cóż można odpowiedzieć - tylko tyle, że "po owocach ich - poznacie ich!". Można jedynie mieć nadzieję, że przyszłość Ukrainy i Ukraińców będzie, mimo ich pełnej hipokryzji bierności, lepsza...
I posłużę się tylko, w odpowiedzi na powyższe pytania, parafrazą napisu, który przeczytałem na ścianie przejścia podziemnego w Warszawie w pierwszych dniach Stanu wojennego, skierowanego do gen. Jaruzelskiego.
Może Historia was (ich) usprawiedliwi, może Naród wam (im) wybaczy - ale ja was "p.....lę! "Dyplomatołki...", bez czci i wiary!
Tyle mają wspólnego z Solidarnoscią co "kanciarze" z Kantem...


Komentarze
Pokaż komentarze (11)