Dokładnie trzy lata temu, w sierpniu 2011r., będąc na wczasach na Kaszubach - ale nie tych "tuskowych" - rozpocząłem pisanie mego "Anty-Raportu o Tragedii Smoleńskiej".
Dzisiaj, po wybuchu Wojny Rosyjsko-Ukraińskiej (inwazji FR na Krym i Donbas) i kolejnych zbrodniach - w tym także lotniczych - Rosji Putina pozwalam sobie przypomnieć ten "serial", w który próbowałem - jako niefachowiec - opisać kontekst tamtego, tragicznego dla Polski - i nie tylko Polski - wydarzenia.
MÓJ ANTY-RAPORT O TRAGEDII SMOLEŃSKIEJI.
I. "Tak, jak obiecałem - podejmuję próbę zmierzenia się z tematem Smoleńskiej Katastrofy (i Tragedii, bo inaczej nie można nazwać tego wydarzenia, nie mającego precedensu nie tylko w historii Polski - skądinąd pełnej tragicznych zdarzeń - ale i w dziejach świata; bo w tej katastrofie zginęła poważna część - i chyba można powiedzieć, że ta lepsza - polskiej elity politycznej, w tym - urzędników Polskiego Państwa - wojskowej i religijnej).
Nie wykluczone, że obecna degrengolada naszego państwa stanowi m.in. skutek tych strat, chociaż w tej dziedzinie działa szereg dodatkowych czynników sprzyjających wypieraniu "dobrej monety" przez monety "liche". Chodzi m.in. o coraz szybsze przekształcanie się rządzącej dzisiaj Polską PO w Partię Odpadów (partyjnych); pisałem o tym już wyżej.
(Jak wykazała psychologia, tacy wszyscy "nowi" charakteryzują się gorliwością neofitów względem ideologii grupy, do której wstępują, jej strategii i taktyki ("filozofii") działania, a szczególnie - wobec jej liderów, formalnych i nieformalnych.Tusk chyba wie co robi...aliści, jak się to mówi, do czasu. Prędzej czy później ci "nowi" przypominają sobie o upokorzeniach związanych z taką pozycją i zachowują się tak, jak kobiety z "nierównych" związków - biorą odwet, mszczą się. To będzie też, trochę inny, przypadek Marszałka Schetyny...).
Mój anty-raport będzie zawierał tylko kilka tez i hipotez ale szukając przyczyn tego, co się zdarzyło, postaram się przedstawić tzw. historyczny kontekst wydarzeń, przyjmując oczywistą dla mnie - i jedynie owocną dla zrozumienia logiki działania niektórych krajów (czy raczej - państw, takich jak Rosja, Chiny, Iran, Izrael czy nawet USA, z ich CIA i innymi służbami), tzw. spiskową wizję dziejów, ostatnio wciąż wyśmiewaną : albo przez krypto-komunistycznych "cwaniaczków", robiących za tzw. chłodnych intelektualistów, albo przez rozmaitych "racjonalnie" myślących naiwniaków, dystansujących się od tzw. "oszołomów "
(A propos,ostatnio syn opowiedział mi krótką anegdotę: "Podobno mają nas w najbliższym czasie zaprowadzić do uboju (rzeźni)?", zagaja jedna świnia inną w chlewie. A druga na to: "Och, ty, z tymi twoimi spiskowymi teoriami!" Można rzec - anegdota dobra bo krótka!).
Aby zrozumieć to, co się wydarzyło 10 kwietnia 2010 roku trzeba cofnąć się do początków dekady, którą zamyka rok 2010, czyli momentu dojścia do władzy w Rosji V.Putina i jego KGB-owskiej ekipy. Od tej chwili rozpoczęła się bowiem epoka politycznego chuligaństwa Rosji,trwająca nieprzerwanie do chwili obecnej.
Gwoli ścisłości, elementy takiego politycznego chuligaństwa pojawiły się też - mówię tylko o okresie po 1986 roku - w schyłkowym okresie ZSRS, gdy OMON-owcy pacyfikowali ruchy narodowo-wyzwoleńcze w "Pribałtyce" i na Zakaukaziu; o ile pamiętam - jedynie w Tbilisi zarąbali saperkami 17 osób...
(Brakuje mi tu miejsca i czasu na krótki opis epoki Jelcyna, w której Rosja była taka sama, jak jej władca - rozchwiana, niepewna siebie,nieporadna - trudno przewidywalna ale do pewnego stopnia sympatyczna. Pracowałem wtedy za amerykańskie pieniądze w samej Rosji i obok niej, w Ukrainie i Gruzji, więc mogłem się temu wszystkiemu trochę przyjrzeć).
Putin i jego ekipa wprowadziła w życie styl gry politycznej, wewnętrznej i zewnętrznej, dość specyficzny ale dający się opisać paroma przymiotnikami: chuligański, knajacki, "agencki" (u nas by się to nazwało - UB-ecki lub SB-cki) choć z pozorami "poważnej państwowości" czyli mieszaniną ceremoniału imperialnego, stalinowsko-carskiego, z domieszką zachodniego "luzactwa" .
Wewnątrz kraju oparty on jest na kamuflowanym - choć nie do końca, bo przecież chodzi o wywołanie strachu w potencjalnie i realnie aktywnej części "ludności" - terrorze w zastosowaniu do wszystkich tych, którzy się "stawiają": przedstawicieli opozycji, niezależnych dziennikarzy, konkurentów do publicznego majątku itp. Co roku giną oni w niejasnych okolicznościach, są "wypychani" poza granice Rosji (choć i tam nie są bezpieczni!), w pewnych przypadkach są "legalnie" sadzani do wiezień czy obozów.
Na zewnątrz, a szczególnie w stosunku do tzw. bliskiej zagranicy, która zawsze była wielkim buforem Państwa Rosyjskiego i która, zdaniem członków ekipy Putina, jest "wciąż do odzyskania" - a obejmuje kraje od Ukrainy, Białorusi, Polski i Słowacji po Mongolię, kilka krajów środkowo-azjatyckich, Mołdawię, kraje Zakaukazia i "Pribałtyki" - obowiązuje styl "polityki chuligańskiej",opartej głównie na szantażu ekonomicznym (surowce energetyczne!) i wspierającym go szantażu militarnym.
To "polityczne chuligaństwo" - jak każde chuligaństwo - przybiera różne formy i jest uruchamiane w różnych, często nieoczekiwanych momentach: tu się zamknie dopływ ropy, tam odłączy się dopływ gazu czy energii elektrycznej, tu wprowadza się embargo na : wino, mięso, owoce czy warzywa itp. Gdzieś się zainstaluje jakąś bazę, gdzieś się tej bazy nie ewakuuje itp. Ważne, żeby na niczym nie zostać złapanym, a przy tym kogoś "pobić", obrabować, zastraszyć, pokaleczyć...Widziałem, jak się to działo w przypadku Gruzji, na której terytorium była (nie wiem, czy jeszcze jest) rosyjska baza wojskowa, i której miasta, na czele ze stolicą, kiedyś podłączone do systemu energetycznego ZSRS, otrzymują dopływ prądu na 4-5 godzin na dobę. Żyć czy umierać!?
Kraje Zachodu tych "zabaw" Rosji z jej sąsiadami wolą nie zauważać, szczególnie wtedy, gdy pogrążają się w coraz głębszym kryzysie i chcą Rosji sprzedawać wszystko, co się da, nawet strategiczne technologie militarne.
Liderzy i mieszkańcy krajów dotkniętych tymi "zabawami" długo zaciskali zęby i też starali się udawać, że nic się nie dzieje (u nas mistrzami takiego trzymania głów w piasku są liderzy PSL).
Pewien gruziński minister powiedział mi kiedyś: "Gdy niedźwiedź (nomen omen:Miedwiediew?) cię bierze w objęcia - mów do niego: Wujku!"
Tego rodzaju "gry wojenne" Rosji skłoniły w pierwszej połowie dekady dwa narody do rewolucji, skierowanych przeciwko serwilistycznym wobec Moskwy władzom dwóch strategicznie ważnych post-sowieckich państw z jej bliskiej zagranicy; inne narody milczały zaciskając zęby".
Wystarczył jednak impuls, który wyszedł od nieżyjącego już Prezydenta RP, Lecha Kaczyńskiego i Jego zwolenników, by te często bezradne zachowania liderów wspomnianych wyżej państw uległy zmianie.
Pomoc byłego Prezydenta RP, A.Kwaśniewskiego, dla byłego Prezydenta Ukrainy, Kuczmy (za pieniądze zięcia tego ostatniego) nie wywołała takiego zaniepokojenia, a potem wściekłości Moskwy, jak wspomniany wyżej impuls i inicjatywy podjęte przez nieżyjącego Prezydenta RP tu mogą leżeć najgłębsze źródła dramatu z 10 kwietnia 2010 roku.
Do tej kwestii wrócimy w następnym odcinku mego serialu, poświęconym Katastrofie Smoleńskiej.
II. Dawno temu czytałem świetną biografię Krzysztofa Kolumba; dzisiaj już nie pamiętam, kto był jej autorem ale pamiętam, że rozpoczynała się ona od oczywistego i zrozumiałego dla każdego śledczego pytania: kto skorzystał - mógł skorzystać - na odkryciach Krzysztofa Kolumba?A w związku z nim, używając dzisiejszego języka, kto mógł być ew. zleceniodawcą i sponsorem odpowiednich działań, składających się na przedsięwzięcie nazwane potem "odkryciem Ameryki"?
Mój ew. Czytelnik przyzna, że te wstępne - choć oczywiste, nawet dla początkującego prawnika - poszukującego motywów działania sprawcy(ów) jakiegoś wydarzenia, pytania,nie zostały wyraźnie i publicznie postawione w toku poszukiwania ew. sprawców Smoleńskiej Katastrofy; sprawców możliwych choć, oczywiście - pośrednich a równocześnie, najważniejszych "sponsorów" - tzn. takich, których decyzje, polecenia,działania i zaniechania itp. mogły doprowadzić lub doprowadziły do tego, co się wydarzyło rankiem 10 kwietnia 2010 roku na lotnisku (?), a raczej - "lądowisku" Siewiernoje pod Smoleńskiem.
Oczywiście, nie można całkowicie wykluczyć, że to wydarzenie było tzw. "wydarzeniem losowym" ale zważywszy na to, że codziennie na Ziemi ląduje bezpiecznie kilka tysięcy samolotów, prawdopodobieństwo jego wystąpienia było bardzo niskie (specjaliści mogą je dokładnie obliczyć, tak samo, jak mogą obliczyć p-stwo bezpiecznego lądowania "przeciętnego" samolotu).
Postawione wyższej pytania mogą, oczywiście, dotyczyć także wszelkich działań i zaniechań, "czyszczących" i "maskujących", które miały miejsce natychmiast po tym wydarzeniu i trwają do dnia dzisiejszego. Obfitość tych ostatnich może zresztą wskazywać na to - bardziej niż cokolwiek innego - że Katastrofa Smoleńska nie była prostym wypadkiem lotniczym...choć nie można wykluczyć, iż stanowi ona rezultat "autonomicznych działań PR -owskich" państwa, na którego sprzęcie i terytorium - i z pomocą którego, pożal się Boże, "infrastruktury" - wydarzyła się koszmarna katastrofa lotnicza...
Gdy się próbuje chłodno i bez uprzedzeń odpowiedzieć na powyższe pytania, to, niestety, trzeba odpowiedzieć, że na Katastrofie Smoleńskiej - uwzględniając skład samolotu Tu-154, z nielicznymi wyjątkami - mogło skorzystać i wciąż korzysta wielu beneficjantów. I ze ściśniętym sercem należy całkowicie na chłodno stwierdzić, że znajdują się oni nie tylko na wschód od Polski ale również w naszym Kraju.
I choć może ostatecznie odstręczę od mojego blogu część jego czytelników, to muszę się podzielić myślą - ktoś może powie, że obłędną - która przeleciała mi przez głowę owego feralnego dnia, 10 kwietnia "roku pamiętnego", gdy zobaczyłem w telewizji ów równie pamiętny uścisk i pocałunek, możliwie, że "judaszowy" - nad świeżym trupem Prezydenta RP - byłego KGB-isty (n.b. czy można być byłym "czekistą"?), Vladimira Putina i Premiera III RP, Donalda Tuska, i którą można by ubrać w możliwe myśli tych dwóch, obiektywnie najważniejszych beneficjantów Smoleńskiej Katastrofy: "No, mamy ten problem z głowy!".Nie musieli tej myśli wyrażać - nieco wcześniej przybrała ona niedokończoną formę w wypowiedzi dzisiejszego Prezydenta RP' po jakiejś wyprawie swego Poprzednika: "Jeszcze jeden taki lot i..,."
A problem narastał od r. 2005, od chwili, gdy leżący obok, teraz już nieżywy Prof. Lech Kaczyński został wybrany, w powszechnych i demokratycznych wyborach, na Prezydenta RP.
III. Eksperci badający techniczny aspekt Smoleńskiej Katastrofy powtarzali od początku, ze było wiele jej przyczyn. W ujęciu, nazwijmy to, historyczno-politologicznym, również można to stwierdzić. Te różne ciągi przyczyn określiły motywy działania dwóch głównych jej beneficjantów: lidera Rosji, Vladimira Putina, i szefa Polskiego Rządu, Donalda Tuska, w okresie poprzedzającym Katastrofę.
Motywy działania rządzących są najczęściej podobne: umocnienie własnej, władczej pozycji, wyeliminowanie tych, którzy ja osłabiają i próbują "mieszać", ew. realizacja jakichś planów czy programów obiecanych wyborcom (to niekonieczne!) bądź uznanych za istotne dla "swego" kraju, narodu, partii itp. - lub dla siebie. Z natury rzeczy motywy dwóch władców sąsiednich państw najczęściej bywają sprzeczne ale cele i pożądane efekty ich działań okresowo mogą być - obiektywnie - zbieżne. Tak się chyba stało w przypadku Smoleńskiej Katastrofy oraz działań ją poprzedzających i po niej następujących.
Pozwolę jeszcze sobie na pewien "wtręt"; otóż ujmując rzecz kontekstowo trzeba w danym przypadku brać pod uwagę innych graczy, poza Rosją i Polską. Tymi graczami są głównie Niemcy i Francja, z którymi obecni władcy Polski bardzo się liczą, nie uzyskując prawie nic w zamian. Ale interesy tych państw mają silny wpływ na motywy decyzji i działań Tuska i "ferajny".
( Jest sprawą niewątpliwą, że umowny "Zachód", na czele z Niemcami,Francją,Włochami itp. jest i będzie coraz bardziej zainteresowany nie tylko "energetycznym zaopatrzeniem" płynącym z Rosji ale także i rosyjskimi rynkami. Podobnie jak to było po Wielkim Kryzysie z przełomu lat 20-tych i 30-tych XX wieku, w najbliższym czasie wspomniane kraje będą chciały "masywnie" odpowiadać na uruchomiane przez te rynki - towarowe, inwestycyjne, finansowe, intelektualne, itp. - rosnące ssanie, którego efektem może być Wielka Modernizacja Rosji, na kształt tej "stalinowskiej", z lat 30-tych i 40-tych ubiegłego wieku; pisałem już o tym wyżej, co z niej może wyniknąć dla świata, a w szczególności - dla Polski. Zmodernizowana Rosja pokaże Europie na co ją stać; ratunkiem dla niej już nie będą USA ale raczej Chiny...o ile uznają, że warto ją ratować.).
A wracając do okresu poprzedzającego katastrofę - zbiegły się w nim dwa dążenia głównych, bezpośrednich stron konfliktu: Rosja usiłowała odzyskać pozycje utracone w poprzednim okresie "za bliską granicą" ("kolorowe rewolucje"), podejmując kontrofensywę na swoich południowych i zachodnich granicach, wobec Ukrainy, Mołdawii, Gruzji, a także - Polski.
W Polsce, po wyborach parlamentarnych i prezydenckich z końca 2005 roku, zagrożony Układ (System, Sieć) post- i krypto-komunistyczny oraz lewicowo-liberalny, w dziwnym chociaż zrozumiałym sojuszu - był zdeterminowany by zrobić wszystko, żeby zniweczyć wyniki wspomnianych wyborów; szczególnie ważną rolę w jego działaniach, podważających wyniki wyborów i delegitymizujących nowe władze odegrały media (pisałem o tym kiedyś na moim blogu w poście pt. "Media przeciwko demokracji").
Jednym z głównych wrogów kremlowskich graczy, na czele z "czekistą" Putinem, grających o odzyskanie "bliskiej zagranicy" okazał się wybrany w 2005 roku Polski Prezydent, L.Kaczyński, który słusznie uznał, że realizacja "restytucyjnych" celów Kremla wobec takich krajów, jak Ukraina, Gruzja, Mołdawia itp. prędzej czy później zagrozi również Polsce. Podjął on próbę skoordynowania dążeń i działań szefów wymienionych wyżej "państw buforowych", ukierunkowanych na utrzymanie i umocnienie ich suwerenności (szczególnie po rewolucjach w Ukrainie i Gruzji,które,z jednej strony, dostarczyły "paliwa" dla działań pozostałych społeczeństw i państw, z drugiej zaś - bardzo zaniepokoiły liderów Rosji i Białorusi czyli ZBiR-a).
Okazało się, że równocześnie za jednego z głównych wrogów Prezydenta RP, Lecha Kaczyńskiego, uznał Układ (System, Sieć), który od momentu wyborów (w 2005r.) z Nim walczył, a po przejęciu rządów w RP (w 2007r.) traktował jako główną przeszkodę w realizacji swej polityki,głównie zagranicznej, podporządkowanej interesom Zachodu, głównie zaś Niemiec i Francji.
IV. Co mogli uczynić Rosjanie w obliczu sytuacji, która zarysowała się po okresie "kolorowych rewolucji" w krajach "bliskiej zagranicy" Rosji i wzmożonej aktywności takich przywódców, jak Lecha Kaczyński, Wiktor Juszczenko czy prezydent Gruzji, Saakaszwili (po odejściu kunktatora i oportunisty, Szewarnadze).
Strategię władz kremlowskich, przygotowaną na początku drugiej połowy minionej dekady i zrealizowaną po mistrzowsku, z pomocą różnych sojuszników Rosji w Ukrainie, Polsce i na Kaukazie, można obecnie odtworzyć bez większego trudu. Oto jej główne elementy.
Po pierwsze, należało zniweczyć skutki tzw. "Pomarańczowej Rewolucji" na Ukrainie, której krótko-falowym efektem było przesunięcie granicy pomiędzy umowną Europą i Azją sporo kilometrów na wschód.
Po drugie, należało przykładnie ukarać najbardziej "krnąbrny" i buntowniczy, pod nowym przywództwem, kraj "bliskiej zagranicy", tzn. Gruzję; sprawa była stosunkowo łatwa uwzględniając "przyczółki" utworzone przez Rosję na północ i zachód od granic Gruzji (Osetia, Abchazja), wypełnione "materiałami wybuchowymi", w sensie dosłownym i przenośnym.
Po trzecie - last but not least - należało przykładnie ukarać i ew. wyeleminować z gry tego przywódcę z "bliskiej zagranicy", który próbował mobilizować i koordynować działania przywódców wszystkich (poza Mongolią i Białorusią) krajów "bliskiej zagranicy", tzn. Prezydenta Polski, Lecha Kaczyńskiego. Tu bardzo pomocne mogły być działania przywódców Platformy Obywatelskiej, w opozycji czy też, po wyborach parlamentarnych 2007r., u steru rządów, którzy wszelkimi mozliwymi sposobami - a wręcz szykanami - starali się ograniczać wpływ Lecha Kaczyńskiego na kształt polityki zagranicznej III RP, zarówno "na kierunku" europejskim, jak i wobec szeroko rozumianego Wschodu (odpaństw Pribałtyki po Kaukaz, Ukraine i Mołdowę).
Zarówno koszty, jak i efekty realizacji poszczególnych elementów powyższej strategii różniły się i różnią, a przyszłość pokaże, jaka będzie trwałość tych efektów, zamierzonych i ubocznych, niezamierzonych.Zresztą można przypuszczać, że władze Rosji, podejmując odpowiednie działania - czy zaniechania - miały świadomość, że nie wszystkie sformułowane przez nie cele politycznej ofensywy - czy też kontr-ofensywy - zostaną zrealizowane, przynajmniej w dostępnym czasie.
Gdy chodzi o Ukrainę, wybory prezydenckie wygrał kandydat pro-rosyjski - Wiktor Janukowycz,wykorzystując rozczarowanie ukraińskiego społeczeństwa rezultatami "Pomarańczowej Rewolucji", głównie w sferze warunków bytowych, oraz poczucie zagrożenia licznej mniejszości rosyjskiej; dominującą pozycję zajęła na ukraińskim rynku politycznym tzw. "Partia Regionów" o podobnej, prorosyjskiej orientacji.Można powiedzieć, że skuteczna okazała się tzw. "miękka penetracja" Ukrainy i jej instytucji, nie tylko politycznych, przez lokalnych i "centralnych" Rosjan.
Nie znaczy to, oczywiście, że kraj ten całkowicie odwrócił się od UE i NATO; myślę, że tak się nigdy nie stanie chyba, że nastapiłby jego rozpad na część wschodnią i zachodnią; taka radykalna zmiana byłaby być może możliwa gdyby była nią zainteresowana Rosja, a Zachód by ją zaakceptował. Trudno powiedzieć, czy tak się kiedyś stanie.
Koszty spacyfikowania Gruzji okazały się wyższe, gdyż tu podjęto decyzję o akcji militarnej, wykorzystując dla jej uzasadnienia lepsze czy gorsze preteksty dotyczące wydarzeń na niestabilnym pograniczu z Płd. Osetią I(sierpień 2008). Wprawdzie nie udało się zmusić Prezydenta Gruzji do ustąpienia ale niewatpliwie armia tego kraju i jego liderzy dostali nauczkę, którą przez pewien czas będą pamietali zarówno oni, jak i liderzy innych krajów "bliskiej zagranicy". Przy okazji pojawiły się - a może raczej potwierdziły się - watpliwości odnośnie gotowości zaangażowania się krajów i sił NATO w obronie post-sowieckich krajów, a nawet byłych krajów tzw. obozu socjalistycznego, łącznie zresztą z Polską.
Paradoksalnie, njwiększe efekty przyniosła - i wciąż przynosi - rosyjska ofensywa przeciwko Polsce, jako głównemu inspiratorowi defensywnych działań państw "bliskiej zagranicy", skierowanych przeciwko moskiewskim planom przywrócenia status quo ante, tzn. mniej lub bardziej skutecznego podporzadkowania tych państw władzy i wpływom Kremla i uczynienia z nich, kolejny raz w historii, strefy buforowej. W przypadku Polski istotnym sojusznikiem okazała się bardzo rozbudowana, jak się okazuje, "partia moskiewska", obejmująca wielu ważnych "agentów wpływu", sięgających Kancelarii Prezydenta, Rządu III RP, a szczególnie wielu instytucji medialnych, zarówno tradycyjnych, jak i elektronicznych.
Decydująca okazała się tu nienawiść ludzi szeroko rozumianego post-komunistycznego układu do obozu braci Kaczyńskich, partii Prawo i Sprawiedliwość; ludzie ci, w obronie swych zagrozonych pozycji, interesów i wpływów byli i są zdolni do podejmowania wszelkich działań, które mogą osłabić zagrożenie płynące ze strony tych, którzy uznali, że trzeba przywrócić polityczną podmiotowość Polski względem jej potężnych sąsiadów i innych państw zainteresowanych prowadzeniem "dobrych interesów" z Rosją, skazaną na zachodnią pomoc w jej modernizacyjnych aspiracjach.
Gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że takie interesy stają się dla niektórych z tych państw sprawą "być albo nie być" w obliczu wciąż nasilającego się kryzysu ich gospodarek i rozpadu całego systemu zachodniej gospodarki i finansów; na naszych oczach powracają lata 30-te XX wieku, gdy Zachód przygotowywał światową ofensywę "nieboszczyka"(?) Związku Sowieckiego na następne 50 lat.
V. Dzisiaj w kolejną rocznicę Tragedii Smoleńskiej, po badaniach polsko-amerykańskich ekspertów oraz najświeższych rewelacjach WikiLeaks jest już niemal pewne, że Smoleńska Katastrofa została spowodowana świadomymi działaniami wiadomych służb specjalnych naszego "Wielkiego Sąsiada", realizowanymi z wielką starannością i wyprzedzeniem, min. jeszcze w trakcie remontu i "modernizacji" Samolotu TU-154 w Samarze. Wygląda na to, że gdy mimo wszystkich możliwych zaniechań, po stronie polskiej i rosyjskiej, piloci prezydenckiego samolotu postanowili wylądować na tym zaniedbanym i niebezpiecznym lądowisku pod Smoleńskiem - zadziałało jakieś zdalnie sterowane "ustrojstwo", zamontowane w trakcie remontu, powodując znane wszystkim skutki.
Wygląda także na to, że tej dywersji towarzyszyło równiez coś w rodzaju nieźle przygotowanego zamachu stanu w III RP, gdzie władza została ostatecznie przejęta przez zwolenników orientacji rosyjsko-niemieckiej, przy cichym poparciu naszych zachodnich "sojuszników", którzy byli już poirytowani pewną "niesfornością" Prezydenta L.Kaczyńskiego "na kierunku wschodnim", i to w okresie narastajacego kryzysu finansowo-gospodarczego, gdy większość krajów Zachodu, w tym UE, była żywotnie zainteresowana współpraca z Rosją (tak jak w latach 30-tych XX wieku, po Wielkim Kryzysie, z ZSRS).
Uprzedzając kpiny "realistów" i "ekspertów", a także ewentualne i wciąż modne zarzuty o stosowanie tzw. "spiskowej teorii dziejów" powiem tak: historii pewnych państw lub nawet całych cywilizacji nie da sie zrozumieć i wyjaśnić nie stosujac takich teorii. W ostatnim okresie zresztą moda na utajnianie wszystkich ważnych spraw rozpowszechnia się na całym swiecie, także w Polsce i UE (Sprawa ACTA), choć ogólnie rozumiany Wschód Chiny, Persja, Rosja itp.) stanowi jej kolebkę.
Więc nie ma się z czego śmiać, Panie i Panowie, będziemy w coraz wyzszym stopniu stawali się jej ofiarami!
Czytając różne dostępne rzeczy i wschłuchując się we wciąż trwające, a nawet nasilające się debaty o tej Tragedii dostałem nagle czegoś w rodzaju "olśnienia", którego efekty skłaniają mnie do modyfikacji diagnozy, którą sformułowałem w moim "serialu" na ten temat, opublikowanym dwukrotnie na tym blogu. Otóż doszedłem do wniosku, że Tragedia ta była rezultatem scisłej, "internacjonalistycznej współpracy" agentury rosyjskiej i polskiej czyli agentów sił specjalnych, prawdopodobnie byłych i aktualnych.
Wystąpiła tu wspólnota interesów - stronie rosyjskiej chodziło o pozbycie się barier na drodze do reintegracji państw "bliskiej zagranicy" stwarzanych przez m.in. przez obóź braci Kaczyńskich, natomiast polscy agenci reprezentowali interesy sił politycznych zagrożonych realizacją projektu IV Rzeczpospolitej. Po obu stronach do akcji zostali wciągnięci, bardziej lub mniej wszyscy ci, którzy mieli dostęp do rządowego samolotu i możliwości jego "spreparowania" oraz zapobieżenia kontroli i sprawdzenia efektów tej "preparacji", np. na lotnisku.
Używając metaforycznego języka można powiedzieć, że w ogniu, który ogarnął samolot w następstwie wybuchu "obie umawiające się strony" upiekły pieczeń, której wartość dla obu tych stron jest nie do przecenienia. Teraz mogą sobie podrwiwać za kazdym razem, gdy osierocony obóz braci Kaczyńskich przegrywa jakieś wybory; wtóruje im kpiną S.Niesiołowski, kiedyś rzekomy anty-komunista ("terrorysta anty-pomnikowy"), a pół-inteligent, niejaki Sierakowski, może publicznie nazywac ten obóz "rosyjską partią"...
VI. Dwa naiwne pytania nie-eksperta w sprawie tzw. Raportu Millera
TYLKO DWA NAIWNE, "TEORETYCZNE" PYTANIA, POSTAWIONE PRZEZ CZŁOWIEKA, KTÓRY OD KILKUDZIESIĘCIU LAT, OD CZASU DO CZASU, INTERESUJE SIĘ PROBLEMATYKĄ PODEJMOWANIA DECYZJI (ZNAM LEPSZYCH ZNAWCÓW TEJ PROBLEMATYKI, M.IN. W MOJEJ SZKOLE, WIĘC KIERUJĘ JE RÓWNIEŻ DO NICH), DOTYCZĄCE KONKLUZJI Z "RAPORTU", sformułowanych (dobitnie!) przez Przewodniczącego Komisji :
pytanie nr 1. CZY MOŻNA PODJĄĆ TRAFNE (SŁUSZNE, "RACJONALNE", "OPTYMALNE" itp.) DECYZJE - bo zdaniem Ministra Millera, takie były decyzje polskich lotników feralnego dnia w TU-154 - NIE DYSPONUJĄC ODPOWIEDNIMI INFORMACJAMI, DANYMI, PRZESŁANKAMI , itp., NA KTÓRYCH POWINNY ONE BYĆ OPARTE (pomijam trudną do wyobrażenia sytuację, gdy mogliby oni mieć bezpośredni kontakt z Duchem Świętym)?
Niemal cała zawartość Raportu Millera udowadnia, że szeroko rozumiana "infrastruktura" lotu, POLSKA I ROSYJSKA, takich informacji członkom załogi Tu-154 nie dostarczała, począwszy od informacji meteorologicznych, poprzez te o zapasowych lotniskach aż po realne położenie samolotu, kilka minut czy kilkanaście sekund przed uderzeniem samolotu o ziemię.
Co więcej, pilotujący samolot lotnicy otrzymywali, szczególnie w ostatniej fazie lotu, fałszywe informacje ze swego otoczenia.
pytanie nr 2. CZY I CO MOGŁA (BY) ZROBIĆ "RACJONALNEGO" ZAŁOGA SAMOLOTU, najwidoczniej - co "Raport" pokazuje dobitnie - WCIĄGNIĘTA PRZEZ ROSYJSKICH KONTROLERÓW, INTENCJONALNIE BĄDŹ NIE, W PUŁAPKĘ ("ŁOWUSZKU", jak powiedział jeden z rosyjskich ekspertów w jednym z telewizyjnych programów poświęconych katastrofie, na co nikt nie zwrócił uwagi) CZY TEŻ ZASADZKĘ, W MOMENCIE, GDY DOTARŁY DO JEJ CZŁONKÓW PRAWDZIWE INFORMACJE O REALNYM POŁOŻENIU KIEROWANEGO PRZEZ NIĄ (i Ich) SAMOLOTU (O ILE TAKIE INFORMACJE DOTARŁY?)?
Spora część analiz zawartych w "Raporcie" zarzuca bowiem polskiej załodze brak przygotowania do tego rodzaju lotu, co być może jest słuszne. Ale, dopytuję: 1. czy znalazłaby się załoga (oblatywaczy lub akrobatów), która wyprowadziłaby taki ogromny i, jak się okazało, niesterowny, samolot z takiej pułapki czy zasadzki; 2. Jakie cechy musieliby posiadać jej członkowie i co musieliby (mogliby?) w tej sytuacji zrobić aby uratować przynajmniej część pasażerów?
Proszę polskich ekspertów, współautorów "Raportu", o odpowiedzi na te pytania i postawienie ich ekspertom rosyjskim, w tym szczególnie - tym z MAK-u.
PS. Mam jeszcze dodatkowe pytanie do Prezydenta RP i Jego Kancelarii: pracuje u Was niejaki prof. Kuźniar(imienia nie pamiętam, przepraszam, widzę, że dobrze biega po "moim pastwisku" na Górce Szczęśliwickej), chyba oficjalnie to doradca Prezydenta d/s stosunków z USA i Rosją, który po Raporcie MAK-u twardo wypowiadał się w telewizji w obronie rosyjskich kontrolerów ze Smoleńska; pytam więc: czy jest to prawdziwy doradca Prezydenta RP czy też rosyjski tzw. "agent wpływu"? No i dla kogo on pracuje? Czy dla tych samych, co "ten Turowski" z Watykanu, polskiej SB i z Moskwy, podopieczny byłego kandydata PO na Prezydenta RP, ministra R.Sikorskiego, wysłany przez tego ostatniego do Moskwy, i obecny na "lotnisku" w Smoleńsku, w dniu katastrofy?
Skąd się bierze tak dobra "obstawa" oraz obsługa intelektualno-operacyjna, "naszych" prominentów?
Kto "rzuca" takich "facetów" na strategiczne, dla polskiej polityki zagranicznej, miejsca?".


Komentarze
Pokaż komentarze