292 obserwujących
1349 notek
4257k odsłon
  4074   2

Weryfikacja SB i utworzenie UOP. "W 99 proc. etaty wypełnili funkcjonariusze byłej SB"

Weryfikacja SB była dziurawa, karty w UOP rozdawały stare kadry wywiadu i kontrwywiadu bezpieki - mówi w wywiadzie dr Paweł Piotrowski, specjalista w tematyce PRL-owskich służb specjalnych, pracownik naukowy Wojskowego Biura Historycznego.


Latem 1990 roku trwała weryfikacja SB. Dwa miesiące wcześniej - w maju, na mocy ustaw sejmowych, bezpieka przekształciła się w Urząd Ochrony Państwa. Jak wyglądała w skrócie transformacja służb specjalnych?

Pomysł przekształcenia Służby Bezpieczeństwa w nową służbą narodził się w MSW - w otoczeniu Czesława Kiszczaka. Chodziło o wyprzedzenie spodziewanych działań ze strony Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, w którym zasiadali przecież też „niesforni” posłowie, niesłuchający szefostwa klubu i rządu. Wielu parlamentarzystów miało doświadczenia z przesłuchań i inwigilacji przez SB.

Doskonale to wiedział Kiszczak, dlatego błyskawicznie przyjęto koncepcję nowej służby. Pochodzenie nazwy Urzędu Ochrony Państwa budzi spory: nie do końca jest jasne, czy jej autorów należy szukać w OKP czy wśród komunistycznych funkcjonariuszy MSW. Szczególnie aktywne było społeczne Centrum Inicjatyw Ustawodawczych „Solidarności” - grupa krakowskich prawników przygotowała pod koniec 1989 r. projekty ustaw, reformujących działanie służb specjalnych, w tym ustawę o Urzędzie Ochrony Państwa. Nazwa UOP została szybko przyjęta, a prace nad utworzeniem nowej służby rozpoczęły na początku 1990 r.

Za realizację koncepcji przekształceń w segmencie bezpieczeństwa, zakładającej wykorzystanie ludzi usytuowanych w pionach operacyjnych i pomocniczych SB, odpowiadał ostatni szef SB płk Jerzy Karpacz. To znamienne, że ekipa wywodzącego się z opozycji solidarnościowej wiceministra Krzysztofa Kozłowskiego przejęła w dużej mierze projekty opracowane przez SB.

Przy reorganizacji „kiszczakowskiej” bezpieki jesienią 1989 r. Departament IV zmienił nazwę na Departament Ochrony Konstytucyjnego Porządku Państwa. Zmian było więcej?

Tak, to ciekawe zagadnienie. Rzeczywiście przemianowano wtedy część departamentów operacyjnych. Pozostawiono wywiad, kontrwywiad, natomiast zmieniono odpowiednio: Departament III - do walki z opozycją, IV - Kościół, V - ds. robotników i VI - rolniczy i spożywczy, a także Biuro Studiów SB wyspecjalizowane w inwigilowaniu podziemia antykomunistycznego w latach 80. Na ich miejsce powstały Departamenty: Studiów i Analiz, Konstytucyjnej Ochrony Porządku Państwa i Ochrony Gospodarki. Reorganizacja obliczona była na zatarcie powiązań strukturalnych pionów zwalczających opozycję. Musimy pamiętać jednak o jednej rzeczy: KGB w tym samym czasie również przechodziło reformę strukturalną.

I PRL-owska była bliźniaczo podobna.

Proszę sobie wyobrazić, że nazwy departamentów - choćby konstytucyjnego porządku i ochrony gospodarki - powtarzały się w KGB, choć obejmowały zarządy tej służby. Czyli reorganizacja Kiszczaka z jesieni 1989 r. była wzorowana wprost na modelu sowieckim. Po sformowaniu rządu Tadeusza Mazowieckiego na Rakowieckiej, zdawano sobie sprawę, że tamte były niewystarczające. Trzeba było pójść dalej, zachowując jednak podstawowy trzon aparatu.

Spośród ok. 14 tys. funkcjonariuszy, zgłaszających swój akces do pracy w postkomunistycznych realiach, ponad 60 proc. z nich znalazło zatrudnienie w UOP.

Tzw. postępowaniu kwalifikacyjnemu poddało się 14 tys. esbeków. Po weryfikacji w Wojewódzkich Komisjach Kwalifikacyjnych a następnie uwzględnionych odwołaniach w Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej, zaopiniowano pozytywnie 10,5 tys. osób. Oznacza to, że ok. 75 proc. funkcjonariuszy przeszło przez dziurawe sito weryfikacji, a tylko 3 tys. wniosków zostało odrzuconych. Część przedstawicieli aparatu odeszła z końcem lipca na emerytury.

Siatka organizacyjna i etatowa UOP wiosną 1990 r. była gotowa na ok. 5 tys. ludzi. W 99 proc. miejsca pracy wypełnili funkcjonariusze byłej SB. Z kolei 5 tys. esbeków, którzy nie dostali się do UOP, wylądowało w strukturach Policji. Funkcjonowali tam na wpływowych stanowiskach aż do końca lat 90. Dość powiedzieć, że np. kadra kierownicza CBŚ w większości składała się z funkcjonariuszy SB!

Czym kierowały się komisje, że tak chętnie przyjmowano funkcjonariuszy reżimu?

Kłopot w tym, że te komisje nie były aż tak dla nich łaskawe co centrala w Warszawie. Na szczeblu wojewódzkim był spory odsiew esbeków a w Centralnej Komisji postanowiono ich traktować „humanitarnie”. Ogólna filozofia działania CKK została wyłożona w piśmie wiceministra spraw wewnętrznych Jana Widackiego do członków WKK. Argumentował on, że komisje nie maja być trybunałami sądzącymi w oparciu o „rewolucyjne sumienie” - ale praworządną instytucją demokratycznego państwa i suwerennego narodu, „przynależnego od 1000 lat do kręgu chrześcijańskiej kultury zachodniej”. Dalej Widacki stwierdzał, że to dziedzictwo zobowiązuje, bo nie chodzi o zemstę czy stosowanie odpowiedzialności zbiorowej lecz o ocenę winy poszczególnych jednostek. W efekcie, większość odwołań od negatywnych orzeczeń wojewódzkich komisji korygowano w centrali.

Lubię to! Skomentuj38 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura