293 obserwujących
1356 notek
4295k odsłon
  2234   2

Nawa Piotrowa czy watykanskij karabl. Jak (nie) zrozumieć papieża Franciszka

Papież Franciszek. Mazur/episkopat.pl
Papież Franciszek. Mazur/episkopat.pl
Papież Franciszek nie uda się z wizytą do Kijowa. To przygnębiający sygnał, który wskazuje, że głowa Kościoła katolickiego nie zamierza być motorem zmian w naszej części Europy i wywierać presji na rosyjskiego agresora. Franciszek, podobnie jak dyplomacja watykańska, ma poważny problem z nazywaniem zła po imieniu. W dodatku zaczyna coraz śmielej oskarżać NATO, wpisując się w machinę kremlowskiej propagandy.

Patriarcha Cyryl to posłuszny poddany Władimira Putina, związany agenturalnie od lat 70. XX w. z KGB – inaczej nie mógłby objąć tak ważnej funkcji. Rosyjska Cerkiew popiera w pełni zbrodniczą napaść na Ukrainę, jej przedstawiciele modlą się za rosyjskich maruderów i zabójców, wywierając tym samym znaczący wpływ na zwykłych Rosjan.

Według niezależnych badań, ponad ok. 86,6 proc. z nich popiera całym sercem inwazję. Cyryl powinien zostać otoczony taką samą infamią jak oligarchowie i sportowcy, identyfikujący się z reżimem Putina. Franciszek kompletnie ignoruje te niezwykle ważne fakty w kontekście potencjalnego spotkania ekumenicznego.

Najlepiej, gdyby Ukraina przestała się bronić

Zdumiewających komunikatów ze strony Stolicy Apostolskiej jest więcej. Nie tak dawno kardynał Parolin oświadczył, że choć Ukraina ma uzasadnione prawo do obrony – co przecież zakłada etyka chrześcijańska – to już dostarczanie broni przez państwa zachodnie na front jest czymś pogłębiającym skalę konfliktu.

 – Wspólnota międzynarodowa chce uniknąć eskalacji i dlatego nikt nie interweniował bezpośrednio, ale widzę, że wielu wysyła broń. To straszne, gdy się o tym pomyśli, to może wywołać eskalację, której nie będzie można kontrolować – ostrzegał watykański sekretarz stanu. Jeśli dosłownie interpretować słowa hierarchy, to radziłby on Ukraińcom, by bronili się sprzętem, który mieli do dyspozycji sprzed inwazji rosyjskiej. Pytanie: ilu wtedy niewinnych cywilów zginęłoby i kiedy padłby Kijów?

Zaskoczył także sam papież, na którego profilu w mediach społecznościowych pojawiło się takie oto zdanie: „Trzeba płakać na grobach. Nie zależy nam już na młodych? Napawa mnie bólem to, co dziś się dzieje. Nie uczymy się. Niech Pan zmiłuje się nad nami, nad każdym z nas. Wszyscy jesteśmy winni!”.

Nie, nie wszyscy odpowiadają za wybuch wojny, bo konflikt za naszą wschodnią granicą to „dzieło” tylko przedstawicieli jednego państwa. To rosyjscy żołnierze popełniają zbrodnie: gwałcą kobiety, dzieci, rozkradają na potęgę majątek Ukraińców i niszczą infrastrukturę bezwzględnym bombardowaniem. I to, zamiast dziwnych treści na Twitterze, powinno się pojawić na profilu Franciszka.

Papież, niejako przez rozłożenie win na obie strony, interpretuje ewangeliczne pojednanie i miłość do bliźniego – stąd „wszyscy jesteśmy winni”. Argentyński przewodnik Kościoła katolickiego zachowuje się tak, jakby Ukraina nie była integralnym, suwerennym państwem z wytyczonymi granicami chronionymi porozumieniami międzynarodowymi. Można odnieść wrażenie, że gdzieś na wschodzie Europy zwalczają się dwa narody, jak plemiona Hutu i Tutsi w Afryce. W żadnym wypadku nie chodzi o bezpieczeństwo Starego Kontynentu i wreszcie Polski oraz państw bałtyckich i Mołdawii, najbardziej narażonych na neoimperialne zakusy Putina. 

Tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie" 

Lubię to! Skomentuj74 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo